“Piotruś Pan” Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni
“Piotruś Pan” Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni
Inscenizacja, choreografia i reżyseria: Janusz Józefowicz
Libretto: Jeremi Przybora
Muzyka: Janusz Stokłosa
Scenografia: Andrzej Woron
Kostiumy: Dorota Kołodyńska
Występują: Rafał Ostrowski, Tomasz Więcek, Katarzyna Kurdej, Anna Tomaszuk, Mateusz Abraham, Leon Pawlikowski, Marcelina Ostrowska, Hanna Szlązak, Pola Dębno-Artwińska, Joanna Wianecka, Maja Gadzińska, Marcin Słabowski, Filip Bieliński, Sandra Brucheiser, Maria Isbrandt, Klementyna Edmunds, Zofia Zacharek, Witold Żarnowski, Antoni Marczak, Franciszek Sokołowski, Jan Szwocher, Tomasz Gregor, Krzysztof Kowalski, Jerzy Baduszek Michalski, Aleksy Perski, Sasza Reznikow, Krzysztof Wojciechowski, Tomasz Fogiel, Sebastian Wisłocki, Urszula Bańka, Anna Czajka, Ewa Gregor, Adrianna Koss, Mariola Kurnicka, Sara Ławniczak, Aleksandra Meller, Karolina Merda, Julia Polakowska, Sylwia Wąsik-Szlempo, Emilia Witowska, Katarzyna Wojasińska-Richter, Julia Zacharek, Agnieszka Zalas, Jakub Badurka, Kacper Jura, Maciej Podgórzak, Nikodem Polański, Taras Shaviak, Paweł Muranowski, Damian Zawadzki, Renia Gosławska, Izabela Pawletko, Michał Lasota, Paweł Czajka, Krzysztof Wojciechowski, Kajetan Bednarek, Hubert Hendzel, Barbara Barańska, Vincent Oleksy, Paweł Klimont, Ignacy Latoch, Joanna Tołkin, Zofia Tołkin, Krzysztof Marczak, Julian Płonecki, Laura Romanowska
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 31 maja 2026.
oOo
Piotruś Pan i (zbyt) nowoczesna technologia
Ze swojej pierwszej wizyty w teatrze pamiętam aktorów biegających po widowni i swój strach. Miałam wtedy pięć lat, a spektaklem, który wywarł na mnie takie wrażenie był właśnie “Piotruś Pan”, który właśnie premierował na polskiej scenie. Teraz wybrałam się na ten sam tytuł ponownie, tym razem w Gdyni, by w pełni docenić to, na co wtedy byłam stanowczo za mała.
Wendy (Marcelina Ostrowska), Jaś (Antoni Marczak) i Miś (Franciszek Sokołowski) Darling podążają za niezwykłym latającym chłopcem, Piotrusiem Panem (Mateusz Abraham) do magicznej krainy Niebywalencji. Tam jednak czyha na nich złowieszczy kapitan Hak (Tomasz Więcek) wraz z bandą śmiertelnie niebezpiecznych Piratów.
Musical jest dość wierną adaptacją książki Jamesa M. Barriego. Oczywiście, nie udało się uniknąć skrótów, ale odpowiedzialny za libretto Jeremi Przybora zdecydował się na całkowite wycięcie niektórych wątków, dzięki czemu udało mu się zachować naturalne tempo wydarzeń bez potrzeby ekstremalnego ich przyśpieszania. Zachował też wiele szczegółów, które pomijają inne adaptacje.
Przybora zadbał również o utrzymanie uwagi widza kończąc pierwszy akt zawieszeniem akcji i o ograniczenie zmian scenografii, dobrze układając po sobie sceny. To powiedziawszy narracja autora książki pod sam koniec spektaklu wydaje się zbyteczna, szczególnie, że postać ta nie pojawia się wcześniej.
Teksty piosenek dobrze oddają odczucia postaci i sprawnie posuwają wydarzenia do przodu. Są też dość zabawne, choć zawierają też kilka częstochowskich rymów. Aczkolwiek istnieje szansa, że to właśnie stąd bierze się rozbawienie widza. Trzeba jednak wspomnieć, że twórcy nie mają praw do rozpowszechnionego przez film Disney’a tłumaczenia. Dzwoneczek staje się więc Skierlinką, a Nibylandia Niebywalencją. Może to stanowić pewien problem dla młodszych odbiorców, do których jest przecież skierowana, o czym dobitnie świadczy scena bezpośredniego zwracania się do widowni.
To powiedziawszy, muzyka Janusza Stokłosy idealnie pasuje do słów. Utwory wpadają w ucho, a motywy chóralne syren brzmią jak nie z tego świata. Wiele z nich mocno osadzono też w epoce, piosence solowej Haka towarzyszą instrumenty kojarzące się z czasami, z których pochodzi też jego strój. Co się też twórcom chwali, utwory napisano tak, by aktorzy mogli się wykazać wokalnie.
Mateusz Abraham bardzo dobrze wciela się w pewnego siebie, chłopięcego Piotrusia Pana. Marcelina Ostrowska to urocza, matczyna Wendy i brzmi przy tym naprawdę niesamowicie. Antoni Marczak dobrze oddaje powagę Jasia, a Franciszek Sokołowski bardzo dobrze sprawdza się jako zadziorny Miś. Natomiast Joanna Wianecka to wspaniale stanowcza Tygrysica z Lilią w Zębach.
Jednak prawdziwą gwiazdą spektaklu pozostaje Tomasz Więcek jako Kapitan Hak i Pan Darling zarazem. Z nielicznymi wyjątkami role te tradycyjnie gra jeden aktor, co po prawdzie sugeruje ciekawą interpretację tekstu Barriego, ale wymaga od artysty szerokiego zakresu umiejętności.
Tomasz Więcek radzi sobie z tym wyzwaniem brawurowo, zachwycając w obu odsłonach, zarówno wokalnie jak i aktorsko. Ma w sobie niezwykłą lekkość, perfekcyjnie nadaje się do delikatnie przerysowanych ról i brzmi cudownie nawet w najtrudniejszych, operowych frazach.
Udaje mu się uniknąć zrobienia z pana Darlinga bohatera jednoznacznie antypatycznego: domowego tyrana czy pyszałka. Wkłada bowiem w tę rolę dość niuansu, by jego postać łączyła szczere ojcowskie uczucia z potrzebą kontrolowania sytuacji, ale i dumą, która raz po raz czyni go śmiesznym.
Natomiast jako kapitan Hak z łatwością balansuje na granicy grozy i komedii, tworząc postać dość przerażającą, by widownia potraktowała ją poważnie, a jednocześnie dość zabawą. Prezentuje się przy tym bardzo majestatycznie, w czym z pewnością pomaga mu zjawiskowy kostium.
Natomiast Katarzyna Kurdej jako pani Darling ma w sobie nie tylko niesamowite pokłady matczynego ciepła, ale i elegancji, które idealnie pasują do tej postaci. Świetnie brzmi też Anna Tomaszuk w roli dorosłej Wendy.
Na koniec nie sposób pominąć trojga aktorów, którzy ukradli każdą scenę wymagającą ich obecności, czyli Nany, Zuli i Tolka wcielających się w postać psa Nany. Granie ze zwierzętami jest niezwykle trudne, tu jednak każda interakcja przebiegła wspaniale i ku widocznemu zadowoleniu psów i ludzi.
Scenografia Andrzeja Worona stanowi bardzo dobre połączenie tradycji i nowoczesności. Projekcje multimedialne stanowią tło dla zbudowanych na scenie lokalizacji. Z kolei wprowadzając ogromną książkę z baśniami, na której wyświetlać się będą animacje, twórcy nie tylko wpisali się w konwencję, ale i sprawili, że nawet zmiany scenografii wyglądają interesująco.
Zadbano też o idealne zgranie projekcji z tradycyjną scenografią, które robi piorunujące wrażenie szczególnie w momencie, gdy na scenie po raz pierwszy pojawia się statek piracki. Jednak moim ulubionym elementem spektaklu pozostaje niezaprzeczalnie krokodyl, który zaskakuje i zachwyca w spektaklu kilkukrotnie.
Scenografia została zbudowana z ogromną dbałością o detale. Choć dom Darlingów bez projekcji przypomina raczej rusztowanie z meblami, lokacje w Niebywalencji wyglądają po prostu magicznie, zachowując przy tym realistyczne wykonanie. Doceniam też kreatywność scenografa, który tak je zaprojektował, by wystarczyło je obrócić, by stworzyć zupełnie inną przestrzeń. Szkoda tylko, że projekcje trącą już nieco myszką, a ich styl pozostawia nieco do życzenia.
Z ich wykonaniem łączy się najbardziej zastanawiający element spektaklu, czyli wykorzystanie technologii 3D. Wchodząc do teatru widz otrzymuje specjalne okulary, dzięki którym projekcje ożywają na jego oczach. Niestety, jednocześnie zaburzają to jak postrzega się aktorów i realne elementy scenografii, przez co w moim odczuciu tylko przeszkadzają w odbiorze spektaklu, jednocześnie niewiele do niego wnosząc. Podobnie projekcja wyświetlana w pewnym momencie na suficie z tyłu widowni jest po prostu zbędna, a co gorsza niewidoczna z części miejsc na widowni.
Kostiumy Doroty Kołodyńskiej nie tylko prezentują się zjawiskowo, ale i sprawnie wskazują na czas i miejsce akcji. Zobaczymy więc zarówno realistyczne historyczne ubrania noszone przez bohaterów w Londynie, ale i fantazyjne stroje rodem z Niebywalencji. Królują tu mocne barwy i mieszanki stylów. Największe wrażenie robi jednak bogaty, perfekcyjnie dopracowany kostium Kapitana Haka, który odzwierciedla jego dobre wychowanie i troskę o odpowiednią prezencję.
Postawiono też na różnorodność. Nic dziwnego, zarówno zagubieni chłopcy, jak i załoga pirackiego okrętu ubiera się w to co jest dostępne, dzięki czemu kraina wygląda tym bardziej magicznie. Na dodatek kostiumy dobrze oddają mijający czas. Im dłużej dzieci przebywają w poza domem, tym więcej dziur czy zabrudzeń widać na ich ubraniach.
Przygotowana przez Janusza Józefowicza choreografia najlepiej prezentuje się w scenach zbiorowych, czy to dziejących się na ulicach Londynu, czy w obozie Indian. Szczególnie te drugie zachwycają immersyjnością. Aktorzy wychodzą do widza i to nie tylko siedzącego na parterze. Ich układ jest dynamiczny i porywający, nawiązując do tańców plemiennych.
Takie sceny zbiorowe wspaniale wykorzystują całą dostępną przestrzeń, w razie potrzeby ograniczając ją przy pomocy kurtyny. Szkoda tylko, że w momentach, w których pojawiają się wyłącznie dzieci dostrzega się panujące wszędzie pustki. Z kolei przerwy taneczne nawiązują do klasyki musicalu i pomagają ukryć zmiany scenografii.
Produkcja dobrze radzi sobie natomiast ze sceną lotu, która dzięki ekranom multimedialnym i dobrze przygotowanym projekcjom, na których wciąż zmienia się krajobraz, staje się interesująca. To szczególnie ważne, gdyż bez tych zabiegów oglądalibyśmy tylko kilkoro dzieci podwieszonych pod sufitem.
“Piotruś Pan” w Teatrze Muzycznym w Gdyni jest świetnie zrealizowanym spektaklem, który również widza przenosi do magicznej Niebywalencji. I choć nieco za bardzo polega przy tym na nowoczesnej technologii, raz po raz robi piorunujące wrażenie zarówno na najmłodszych, jak i nieco starszych widzach.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz