“Ania z Zielonego Wzgórza” Teatr Muzyczny Roma
“Ania z Zielonego Wzgórza” Teatr Muzyczny Roma
Adaptacja, teksty piosenek i reżyseria: Cezary Domagała
Muzyka: Jakub Lubowicz
Scenografia i kostiumy: Natalia Kołodziej
Choreografia: Paulina Andrzejewska-Damięcka
Reżyseria światła: Krzysztof Gantner
Realizacja światła: Marcin Białorudzki
Projekcje: Eliasz Styrna
Charakteryzacja: Anna Stokowska Make-Up Art
Występują: Antonina Domagała, Magda Kusa, Agata Perzyna, Brygida Turowska, Marta Wiejak, Izabela Bujniewicz, Marta Florek, Daria Domitrz, Patrycja Serwatka, Krzysztof Cybiński, Janusz Kruciński, Krzysztof Róg, Michał Talar, Monika Bestecka, Marta Domagała-Witkowska, Karolina Michalik
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 24 maja 2026
oOo
Ania z Białego Wzgórza
Wydana w 1908 roku powieść o rudowłosej marzycielce po dziś dzień pozostaje jedną z najsłynniejszych książek dla młodzieży, budząc nieprzerwanie gorące odczucia czytelników. Nic dziwnego, że co jakiś czas pojawiają się zupełnie nowe adaptacje tej klasyki, w tym i teatralne.
Rodzeństwo Maryla (Marta Wiejak) i Mateusz (Krzysztof Cybiński) Cuthbert postanawiają adoptować chłopca, który pomógłby im w gospodarstwie. Przez przypadek trafia im się jednak tryskająca energią Ania (Antonina Domagała), która wprowadza w ich życie zarówno chaos jak i miłość.
Mimo młodego wieku Antonina Domagała brawurowo radzi sobie z tytułową rolą. Jej Ania to energiczna, rezolutna dziewczynka, raz po raz uciekająca w świat marzeń i wyobraźni. Kreując ją aktorka stawia na jak najbardziej celowe przerysowanie, dzięki któremu udaje jej się oddać młodzieńczą egzaltację swojej bohaterki. Domagała bawi do łez w niezwykle ekspresyjnej scenie przeprosin i chwyta za serce podczas melancholijnych, perfekcyjnie wyśpiewanych ballad. Jedynie w scenach pokazującą dorosłą Anię, wypada odrobinę zbyt dziecinnie.
Marta Wiejak wspaniale oddaje dumę i pierwotną oschłość Maryli, by potem, w miarę jak Ania oczarowuje jej postać coraz bardziej zmieniać nastawienie. Szczególnie warto zwracać na nią uwagę, gdy znajduje się na drugim planie, chociażby po to, by podziwiać jej subtelne interakcje z Mateuszem czy teatralnie zszokowaną reakcję na to w jaki sposób Ania przeprasza Małgorzatę.
Natomiast Krzysztof Cybiński jest cudownie ciepłym Mateuszem, na którego twarzy z łatwością można dostrzec, w którym dokładnie momencie Ania zdobywa jego serce. To bardzo emocjonalna rola, czy Cybiński dyskutuje ze sceniczną siostrą, czy przekonuje dziewczynkę o konieczności przeprosin, można w nim czytać jak w otwartej księdze, czym stanowi przeciwieństwo stoickiej z początku Maryli.
Bardzo dobrze wypada również Michał Talar jako Gilbert, choć obawiam się, że jego ogromna charyzma i bardzo szczere podejście do postaci sprawia, że nie sposób nie polubić jego bohatera od właściwie pierwszej sceny.
Marta Florek z dystansem wciela się w krytycznie nastawioną do sytuacji Małgorzatę, sprawnie budując kolejne elementy komiczne. Daria Domitrz jest uroczą Dianą, która zachwyca ślicznym wysokim głosem, a Monika Bestecka świetnie sprawdza się w rolach drugoplanowych.
By w nieco ponad dwie godziny dotrzeć do końca “Ani z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery konieczne były drastyczne skróty. Niestety, mam pewne wątpliwości co do tego jak je przeprowadzono.
Pierwszy akt w dość naturalnym tempie opowiada o przybyciu Ani na Zielone Wzgórze i wydarzeniach towarzyszących jej adopcji. Sprawnie zarysowuje postaci i dynamikę między nimi, nawet jeśli zachodzące w ich relacjach zmiany zachodzą nieco zbyt szybko, szczególnie w przypadku oschłej z natury Maryli.
Prawdziwy problem pojawia się w drugim akcie, w którym wydarzenia gnają już na łeb na szyję, byle tylko zmieścić w spektaklu finał powieści. Pojawiają się najsłynniejsze motywy z książki, jak chociażby farbowanie włosów, czy pomylenie wina z sokiem. Z konieczności przycięto je jednak do granic możliwości, co negatywnie wpływa na budowę relacji między postaciami. Można nawet odnieść wrażenie, że twórcy nie tyle mają coś do powiedzenia każdym wątkiem, co starają się z obowiązku zawrzeć w musicalu najważniejsze sceny.
Natomiast teksty piosenek brzmią całkiem nieźle, bardzo dobrze przedstawiając odczucia postaci, ich charaktery czy sytuację. Szkoda tylko, że niektóre frazy nie do końca zgrywają się z muzyką, utrudniając wokalistom pracę, a repryza “Piosenki Ani” pojawia się w dość niefortunnym kontekście. Spektakl mógłby się też obejść bez szybko starzejących się nawiązań do świata rzeczywistego.
Gdy tylko wybrzmiewają pierwsze takty muzyki Jakuba Lubowicza staje się jasne, że mamy do czynienia z bardzo klasyczną adaptacją powieści. Pierwsze kilka utworów idealnie wpasowuje się w dominująca w produkcji stylistykę. To łagodne musicalowe songi: dobrze oddające uczucia bohaterów i miłe dla ucha. Jednak zaraz potem w muzyce pojawiają się nowocześniejsze brzmienia, spośród których da się wyróżnić chociażby gitarę elektryczną. W zestawieniu z historycznymi kostiumami i stylizowaną scenografią, elementy współczesnej muzyki, wplecione raz po raz w ścieżkę dźwiękową, skutecznie niszczą imersję.
Paulina Andrzejewska-Damięcka stworzyła choreografię, która perfekcyjnie pasuje do piosenek. Jest subtelna i elegancka, gdy trzeba, lecz energiczna w scenach zbiorowych. Odzwierciedla też wykorzystaną muzykę, jej wzorem nawiązując do kultury irlandzkiej lub wprowadzając ruchy grania na gitarze, gdy ta wybrzmiewa w utworze. Niestety, przez to kontynuuje tendencję do niespójności zauważalną w całym spektaklu. Jednocześnie wiele wymaga od aktorów, dzięki temu wygląda naprawdę ciekawie.
Natalia Kołodziej zaprojektowała kostiumy wiernie odtwarzające kroje z epoki, a jednocześnie dobrze pasujące do charakteru postaci i ich stanu materialnego. Zobaczymy więc Marylę w bardzo prostej, przestarzałej sukience zestawioną z panią Spencer w modnym, drogim stroju. Natomiast ubrania dzieci pokażą również przepływ czasu, na oczach widza sierotka zmieni się w skromną dziewczynkę, barwnego motyla, a na koniec dorosłą pannę.
Lecz choć w spektaklu pojawia się wiele kolorów i materiałów, w ich doborze brakuje celowości. O ile ciekawiej wyglądałaby Ania w sukience uszytej z resztek materiału pozostałego po garderobie Maryli, podkreślając tym samym praktyczną naturę opiekunki?
Na pierwszy rzut oka scenografia, z którą również odpowiada Natalia Kołodziej, wygląda wspaniale. Na scenie witają nas drewniane meble sprawnie budujące na scenie kuchnię Maryli, której sercem jest ciężki kredens. Odwzorowano też znajdujący się na piętrze pokój Ani, nie mówiąc już o imponującym, choć nieco przekombinowanym drzewie.
Z kolei obrotowa scena w połączeniu z ruchomymi elementami scenografii pomaga szybko zmieniać wystrój, przenosząc akcję w zupełnie inne miejsca przy minimalnym wysiłku. Całość bardzo dobrze pasuje do klasycznej konwencji, widocznej w projektach kostiumów i słyszalnej w muzyce.
Dziwi tylko wszechobecna biel. To znaczy do momentu rozpoczęcia spektaklu, gdy do życia budzą się projekcje multimedialne Eliasza Styrny. Pomyśleć by można, że technologię wykorzystano do tego by pokazać magiczny świat stworzony wyobraźnią Ani. Nic bardziej mylnego.
Wizualizacje przedstawiają stereotypowe sielskie krajobrazy, kilkukrotnie przegapiając szansę, by dodać Zielonemu Wzgórzu odrobinę magii widzianej tylko przez jego niezwykłą lokatorkę. W efekcie, choć projekcje wyglądają bardzo ładnie, są moim zdaniem po prostu zbędne.
Nie pomaga statyczne oświetlenie, choć przyznam, że lekkie rozmycie przywodzące na myśl słońce prześwitujące przez korony drzew bardzo dobrze wpisuje się w klimat spektaklu. Natomiast zmiana światła z ciepłego na zimne pod koniec musicalu dobrze oddaje ponurą atmosferę towarzyszącą zakończeniu jednego z wątków.
Mimo wspaniałej obsady, kilku bardzo przyjemnych piosenek i realistycznych kostiumów z epoki, z przykrością stwierdzam, że “Ania z Zielonego Wzgórza” w Teatrze Roma to zaprzepaszczona okazja na zrobienie wyjątkowego spektaklu. Nadmierny pośpiech, niespójna koncepcja i bezzasadne projekcje multimedialne sprawiają, że musical bardziej frustruje niż bawi.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?


Komentarze
Prześlij komentarz