“Co się wydarzyło w Madison County” Broadway w Polsce
“Co się wydarzyło w Madison County” Broadway w Polsce
Tytuł oryginału: Bridges of Madison County
Premiera: 13 września 2026
Libretto: Marsha Norman
Muzyka i słowa: Jason Robert Brown
Na podstawie powieści Roberta Jamesa Wallera
Reżyseria: Jakub Wocial
Kostiumy i scenografia: Martyna Domozych
Choreografia: Barbara Olech
Tłumaczenie: Daniel Wyszogrodzki
Występują: Bartosz Łyczek, Katarzyna Niedzielska, Dominik Bobryk, Sabina Karwala, Natalia Kujawa, Anna Maria Wicka, Przemysław Niedzielski, Barbara Olech, Jakub Wocial, Anna Federowicz
Tekst pisany na podstawie pokazu przedpremierowego z 12 września 2026
oOo
I tylko namiętności brak
Promując “Co się wydarzyło w Madison County” reżyser Jakub Wocial mówił o intymności, a także o skupieniu na człowieku i jego emocjach. Zapewniał, że fajerwerki są zbędne, by dostarczyć widzowi pamiętny, poruszający spektakl. Całkowicie się z tym zgadzam, pytanie tylko, czy tej realizacji udało się osiągnąć ten efekt?
Francesca (Anna Federowicz) zamierza odprężyć się pod nieobecność męża Buda (Przemysław Niedzielski) i dzieci Michaela (Bartosz Łyczek) i Carolyn (Katarzyna Niedzielska). Jednak, gdy na jej podwórko zajeżdża wędrowny fotograf Robert (Jakub Wocial), zmęczona życiem żona farmera zaczyna przypominać sobie pełną energii dziewczynę, którą kiedyś była.
“Co się wydarzyło w Madison County” to w gruncie rzeczy bardzo kameralna historia o dwojgu ludzi, którzy poznali się za późno i tym jak na siebie wpłynęli. To właśnie ich wzajemna fascynacja znajduje się w centrum libretta, choć w fabule raz po raz przewijają się przyjaciele i rodzina Franceski. W ten sposób twórcy przypominają, że para nie funkcjonuje w oderwaniu od rzeczywistości, bez względu na to jak wielką miałaby na to ochotę.
Spektakl prowadzi rozważania na temat tego co jest w życiu ważniejsze: własne marzenia czy poczucie bezpieczeństwa i rodzina, każąc Francesce wybierać między człowiekiem, który obudził w niej dziewczynę sprzed lat, a patrzeniem jak dorastają jej dzieci. Libretto podkreśla też znaczenie namiętności i bliskości, stawiając miłość jako wartość najwyższą.
A to wszystko przy akompaniamencie mistrzowskich kompozycji Jasona Roberta Browna. Niezwykle klimatyczna, melancholijna muzyka idealnie pasuje do powolnego tempa nadanego spektaklowi, a dwie szybsze piosenki inspirowane muzyką country wspaniale komponują się z czasem i miejscem akcji. To powiedziawszy, subtelna ścieżka dźwiękowa, choć piękna, nie zawsze się tu sprawdza, nie niesie bowiem ze sobą namiętności, o których mówią postaci.
Niestety, w spektaklu, który w całości opiera się na związku między dwojgiem ludzi, taka relacja musi zostać bardzo dobrze napisana, by przekonać widza do swojej zasadności. Niestety, natychmiastowa miłość między kobietą, która już raz wybrała bezpieczeństwo, a mężczyzną, który prowadzi zupełnie inny tryb życia, nie prezentuje się zbyt przekonywująco. Szczególnie, że słowo na “m” pojawia się w niej stanowczo za szybko, zamiast pozostać w sferze domysłów i nadziei na przyszłość.
I choć para sporo ze sobą rozmawia, ciężko dopatrzyć się czegoś co by ich łączyło, mimo tego jak usilnie próbują nas do tego przekonać teksty piosenek. W efekcie łatwo dojść do wniosku, że Franceskę pociąga w Robercie bardziej obietnica wolności niż on sam. O wiele bardziej realistycznie wypada relacja Marge i Charlesa, która, choć pełna złośliwości, nie pozostawia wątpliwości co do łączącej tę parę miłości.
Anna Federowicz olśniewa jako Francesca, łącząc wokalną perfekcję z fenomenalną grą aktorską. Jej twarz oddaje każdą, nawet najmniejszą emocję odczuwaną przez jej bohaterkę, a głos wielokrotnie łamie się od płaczu w kwestiach mówionych. To naprawdę wspaniała rola kobiety rozdartej między dwiema największymi miłościami swojego życia. Federowicz ze złudną łatwością radzi sobie też z niezwykle trudną partią wokalną, zachwycając nieludzko wręcz wysokim głosem.
Żałuję tylko, że różnica między zachowaniem Franceski przed przybyciem Roberta i po nim nie jest bardziej wyczuwalna. Choć aktorka wspaniale odgrywa zmęczenie swojej bohaterki, raz na jakiś czas wciąż prześwituje spod niego radość życia, która według tekstu piosenek powinna obudzić się niej dopiero po poznaniu fotografa. Aktorka świetnie radzi sobie natomiast z pokazaniem mijającego czasu, do roli staruszki całkowicie zmieniając sposób poruszania i manieryzm.
Niestety partnerujący jej Jakub Wocial wypada o wiele mniej ekspresyjnie, sprawiając wrażenie zamkniętego w sobie mruka, którego ze sceniczną partnerką nie łączy żadna chemia przez co trudno uwierzyć w relację romantyczną między ich postaciami. Przekonywująco wypada jedynie wtedy, gdy gra gniew. Mimo kilku lepszych momentów, ma problemy z odegraniem łagodności czy uwielbienia, sprawiając, że interakcje pary wydają się wymuszone i niezręczne. I choć Wocial brzmi naprawdę dobrze, nie mogę pozbyć się wrażenia, że wysłuchałam wykonań koncertowych pozbawionych emocji, które rodzi pełne wczucie się w postać.
Na szczęście w spektaklu zobaczymy też świetną obsadę drugoplanową, której prym wodzi Przemysław Niedzielski jako Bud, zmęczony ciężką pracą farmer i mąż Franceski. Niedzielski bardzo dobrze wciela się w człowieka, który lubi jak wszystko idzie po jego myśli, potrafiąc wymusić posłuszeństwo jednym spojrzeniem, czy lodowatym tonem. Jednocześnie jego Bud to mężczyzna, który sam przed sobą udaje, że coś jeszcze może się zmienić w jego relacji z żoną, ze sceny na scenę coraz bardziej udowadniając jak źle dzieje się w ich małżeństwie.
Dominik Bobryk gra Charliego z ogromną charyzmą, z powodzeniem bawiąc się stereotypem męża z sitcomów. W ten sposób powstaje zdroworozsądkowa postać w widoczny sposób kochająca swoją żonę, nie tylko przez wzgląd na jej wypieki. Bobryk ma też wspaniałą dynamikę ze sceniczną partnerką, w którą brawurowo wciela się Anna Maria Wicka. Artystka jest nie tylko bardzo wyrazista, ale i niezwykle charakterna, co stanowi ciekawą przeciwwagę dla melancholijnej Franceski. To jednak tylko maska. Jej Marge pod dość obcesowym zachowaniem ukrywa szczerą troskę.
Katarzyna Niedzielska przekonywująco wciela się w młodziutką Carolyn, oddając zarówno jej entuzjazm jak i nerwy związane z czekającym ją wyzwaniem. Natomiast Bartosz Łyczek jako Michael wspaniale odgrywa humorzastego nastolatka i świetnie sprawdza się w każdej choreografii. Z kolei Natalia Kujawa nie tylko rozgrzewa atmosferę jako piosenkarka z początku II aktu, ale i porusza jako Marian.
Zupełnie inne zadanie ma Barbara Olech, która odgrywa w spektaklu symboliczną rolę Namiętności, zachwycając pełną kontrolą nad swoim ciałem. Jest przy tym niezwykle dziewczęca i wręcz eteryczna, z łatwością uosabiając młodszą, głęboko ukrytą wersję Franceski, raz po raz chwytając za serce, szczególnie, gdy rozpaczliwie próbuje przekonać główną bohaterkę do wybrania marzeń.
Martyna Domozych zaprojektowała pięknie się prezentujące kostiumy, które natychmiast przywodzą na myśl lata 60te na amerykańskiej prowincji i dostarczają widowni licznych informacji na temat każdej postaci. Kostiumolożka zadbała też o podkreślenie więzi między Franceską, a Namiętnością, ubierając je w bardzo podobne, lecz nie identyczne sukienki. Z resztą kostium Namiętności jest tu szczególnie warty uwagi. Luźna sukienka symbolicznie zapewnia jej swobodę, której nie ma Francesca.
Żałuję tylko, że w doborze ubrań głównej bohaterki zabrakło konsekwencji. Francesca pod wpływem Roberta zamienia znoszoną, praktyczną sukienkę na nową, ładniejszą, lecz zbyt wcześnie wraca do swojego starego stroju. A przecież gdyby zrobiła to dopiero po powrocie rodziny, ładunek emocjonalny byłby o wiele większy. Szczególnie, że właśnie w ten sposób rozplanowano zmiany jej fryzury.
Martyna Domozych odpowiada też za nieco zbyt enigmatyczną jak na mój gust scenografię spektaklu. Zwieszające się zarówno z tyłu jak i z przodu sceny płaty materiału tworzą intrygujący, spójny klimat. To na nich pojawiają się wspomniane w angielskim tytule mosty, wyrysowane na scenografii ołówkiem Franceski. To zaledwie detal, lecz kluczowy dla zbudowania klimatu i podkreślania artystycznej pasji głównej bohaterki.
Gorzej sprawdza się niejaki chaos, skupiony szczególnie na stole, pełniącym rolę serca domu. Liczne sprzęty znajdujące się na i pod nim stawiają umiejętności gospodarskie Franceski w niezbyt dobrym świetle. Natomiast majacząca nad nim instalacja skutecznie przywołuje na myśl wiszące nad bohaterką obowiązki.
Całość dobrze buduje nieco opresyjną atmosferę miejsca, gdzie żar leje się z nieba, a pot z czoła. Miejsca, które utknęło w przeszłości, częściowo przez odległość od cywilizacji, a częściowo przez brak funduszy, co inteligentnie podkreślono obecnością tary do prania, będącej jednym z ciekawszych przejawów dbałości o detale widocznej w scenografii Domozych.
W budowaniu atmosfery pomaga przygotowane przez Wojciecha Wąsa oświetlenie. Szczególnie w oczy rzuca się bardzo efektowna czerwonawa poświata barwiąca tło w scenach, gdy do głosu dochodzi wzajemne pożądanie bohaterów. Dobrze swoją rolę spełnia również ciepłe światło służące do pokazania momentów, gdy do życia Franceski. Niestety, reflektory zostały ustawione w taki sposób, że twarze aktorów dość często skrywają się w cieniu.
Choreografia Barbary Olech opiera się na dwóch głównych elementach: sposobie poruszania się Namiętności i zbiorówkach. Grana przez samą choreografkę Namiętność przemawia językiem tańca nowoczesnego, który wydaje się tak głęboko związany z emocjami postaci, że aż niemożliwy do wcześniejszego zaplanowania. Szczególnie warte uwagi są momenty, gdy ruchy obu postaci nakładają się na siebie, symbolizując przekazanie Namiętności kontroli nad życiem kobiety. Szczególnie zachwyca jednak scena, gdy ruchy pań ze sobą kontrastują, pokazując rozdarcie wewnętrzne Franceski.
W musicalu pojawiają się dwie sceny zbiorowe. Niestety pierwsza, towarzysząca piosence “You’re Never Alone” nie tylko wydaje się zbyt nowoczesna, ale i nie dość jasno oddaje wrażenia wspólnoty, wspominanej wielokrotnie w tekście. O wiele lepiej wypada druga, która sprawnie nawiązuje do tańców ludowych i zachwyca energią, jednocześnie wspaniale oddając klimat wiejskich terenów stanu Iowa.
Ciekawym zabiegiem jest także wzajemne orbitowanie Franceski i Roberta, które odzwierciedla ich zacieśniającą się relację. Postaci rozpoczynają znajomość stojąc po dwóch stronach sceny, by potem zbliżać się do siebie z interakcji na interakcję. Szkoda tylko, że schemat ten zaburza moment, gdy wsiadają do samochodu. Szkoda też, że aktorzy tak często grają do widowni, zamiast do siebie.
Tłumaczenie Daniela Wyszogrodzkiego jest z całą pewnością ponadczasowe, dzięki czemu nie tylko pasuje do opowiadanej historii, ale i pozostanie aktualne przez wiele lat. Niezwykle wiernie oddaje też tekst źródłowy, niestety ocierając się przy tym o dosłowny przekład, co negatywnie wpływa na strukturę piosenek, utrudniając całej obsadzie zadanie. Trzeba jednak przyznać, że przekład pieczołowicie trzyma się zasad gramatycznych, nawet tych, które powoli nikną już w codziennym języku.
Podsumowując mimo poruszającej muzyki i wysiłków Anny Federowicz, “Co się wydarzyło w Madison County” zawodzi jako historia miłosna. Znacznie lepiej radzi sobie jako opowieść o kobiecie rozdartej między marzeniami i miłością do dzieci. Obawiam się jednak, że nie jest wolny od niedociągnięć, które psują przyjemność ze słuchania kompozycji Jasona Roberta Browna w brawurowym wykonaniu polskiej obsady.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz