"Głos durnoty" Marcin Mortka
Dla fanów, od fana
‘Fan fiction’ to jak sama nazwa wskazuje, tekst napisany przez fana. Powstaje zazwyczaj w internecie, napisany przez miłośnika danego tekstu kultury dla podobnych mu ludzi. Czasem zdarza się jednak, że sam autor sięga po to medium, by dodać coś do swojego kanonu. Czy takim właśnie tekstem jest “Głos durnoty” Marcina Mortki?
Elf Eliah leczy się z licznych ran u rusałki Balbiny. Lecz gdy dwóch rycerzy zagraża bezpieczeństwu sanktuarium i pracujących w nim lekarek, wojownik musi mimo bólu wyruszyć na ratunek swoim dobroczyńcom. Na szczęście ma po swojej stronie samą Balbinę i mądrego Człekonia.
Opowiadanie jest wspaniałym sposobem na zgłębienie psychiki Eliaha, najbardziej skrytego z przyjaciół Kociołka. Elf jest nie tylko jego głównym bohaterem, ale i narratorem, oferując odbiorcy rzadki wzgląd w swoje myśli, emocje i pragnienia. Co ciekawe, jego stan sprawia, że po raz pierwszy na przestrzeni serii elf nie jest niepokonany, co niezwykle go uczłowiecza.
Rusałka Balbina gra tu niestety drugie skrzypce i o niej nie dowiadujemy się zbyt wiele. “Głos durnoty” przypomina nam jednak o jej determinacji, kompetencjach, bezpośredniości, ale i trosce o każdego pacjenta.
Paradoksalnie do Człekoń wypada tu najciekawiej, bo opowiadanie pozwala nam spojrzeć na niego z zupełnie innej strony. Znika część tajemnicy, a spod maski mędrca wyłania się istota, która nie potrafi wszystkiego i wielu rzeczy się po prostu obawia.
Opowiadanie jest dość krótkie. Ranny Eliah musi przerwać rekonwalescencję, by uratować rusałkę porwaną przez rycerzy w służbie Doli. Ci z kolei próbują skłonić okolicznych mieszkańców do zwrócenia się przeciwko uzdrowicielkom i kultowi Los.
Wydarzenia są dla autora punktem wyjścia do dalszego budowania przewijającego się w serię o Kociołku konfliktu religijnego. W “Głosie durnoty” pokazuje gon dość idealistycznie. Kapłani sztucznie tworzą podziały i próbują wywołać wrogość, ale zwykłych ludzi bardziej interesuje pomoc rusałek, niż to w kogo wierzą.
Marcin Mortka pisze jak zwykle lekkim, żartobliwym stylem, który niezwykle przyjemnie się czyta. Dzięki temu każda scena nabiera humorystycznego wydźwięku, a walki stają się dynamiczne i barwne. Autor wplata też w narrację liczne nawiązania, z których najbardziej rzucają się w oczy elementy zaczerpnięte z “Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego.
Można by się jednak zastanawiać, czy nie są one aż nazbyt widoczne. O ile fraza “Rzeźnik spod Spławika” czy rozważania nad sensem nazwania zakonu rycerskiego nazwą Białej Róży wywołują uśmiech, jeśli uważnie przyjrzymy się fabule dostrzeżemy o wiele większe podobieństwa do struktury jednego z opowiadań.
Bohater leczy się w sanktuarium swojej przyjaciółki, snuje rozważania o swoim miejscu na świecie, a w nocy odwiedzają go akolitki w celu zupełnie niezwiązanym ze zmianą opatrunków. I choć później akcja przyjmuje widocznie mortkowskie tory, zastanawiam się czy te powiązania nie są zbyt mocno zaznaczone. Choć trzeba przyznać, że autor ich nie ukrywa, już w tytule zapowiadając nawiązanie.
“Głos durnoty” to czysta zabawa formatem i bohaterami, której w innych warunkach spodziewałabym się raczej po fanach, niż po samym autorze. Niewiele wnosi do świata przedstawionego i mam wrażenie, że te nieliczne nowe informacje można by spokojnie wpleść do jednego z tomów Kociołka, chociażby pisząc rozdział z punktu widzenia Eliaha.
Należy jednak wspomnieć o genezie opowiadania. Marcin Mortka napisał je jako cegiełkę sprzedawaną w ramach akcji charytatywnej, a lista postaci została wyłoniona poprzez głosowanie. Z tego powodu przymykam oko na bezzasadność tekstu w kontekście całej serii. Szkoda tylko, że tytuł opowiadania tak często pojawia się w tekście.
Audiobooka czyta, jak zwykle w przypadku tej serii, wyśmienity Filip Kosior. Lektor zmienia głos zależnie od wypowiadającej się postaci, dostosowuje też ton i poziom ekspresji. W jego wykonaniu każda scena brzmi ekscytująco.
“Głos durnoty” to dość przyjemne opowiadanie, które z pewnością przyniesie wiele radości fanom sagi o Kociołki u samego Eliaha. Niestety, niewiele wnosi do historii Drużyny do zadań specjalnych, a nadmiar nawiązań sprawia, że staje się nie tylko nużący, ale i wtórny.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?





Komentarze
Prześlij komentarz