“Herkules” Ron Clements, John Musker

“Herkules” Ron Clements, John Musker 

Reżyseria: Ron Clements, John Musker 

Scenariusz: Ron Clements, John Musker, Donald McEnery, Bob Shaw, Irene Mecchi 

Muzyka: Alan Menken 

Zdjęcia: Joe D’Amato 

Scenografia: Gerald Scarfe 

Montaż: Tom Finan 

Występują: Tate Donovan, Danny DeVito, Susan Egan, James Woods i inni 

Dialogi polskie: Elżbieta Łopatniukowa 

Teksty piosenek: Filip Łobodziński 

W wersji polskiej udział wzięli: Jacek Kopczyński, Paweł Iwanicki, Marek Sośnicki, Jolanta Litwin, Natalia Kukulska, Witold Pyrkosz, Paweł Szczęsny i inni 

oOo 

Mit w wersji disneyowskiej

Jako dziecko zakochane w mitologii greckiej powinnam była uwielbiać Herkulesa. Nic bardziej mylnego. O dziwo, pokochałam go w pełni dopiero jako dorosła, gdy mogłam już w pełni docenić wspaniałą ścieżkę dźwiękową, inteligentny scenariusz, wspaniałą postać żeńską i całkowitą pogardę dla tekstu źródłowego.

Hades (Paweł Szczęsny) porywa swojego nowonarodzonego bratanka, który według przepowiedni jako jedyny jest w stanie uniemożliwić mu podbicie świata. Pozbawiony nieśmiertelności Herkules (Jacek Kopczyński) dorasta pośród ludzi i by powrócić na Olimp musi by zostać bohaterem. Pod okiem trenera herosów, Filokteta (Witold Pyrkosz) wykorzystuje swoją niezwykłą siłę, by ratować ludzi i zaimponować pięknej Meg (Jolanta Litwin).

Herkules to jedna z najbardziej szczerych, uroczych postaci męskich w historii animacji. Nie bez powodu Meg nazywa go cud chłopcem, młody półbóg jest otwarty, ciepły i honorowy, a na dodatek traktuje kobiety z szacunkiem. Ma też serce na dłoni, choć może nie grzeszy intelektem. Natomiast bohaterem nie zostaje dla sławy czy chwały, lecz po to, by wrócić do domu.

Postać Meg wyprzedza swoje czasy o ładne kilka lat. To nie tylko silna, niezależna kobieta, która z każdej opresji wydostanie się sama, ale i niesamowicie seksowna postać, która jest tego całkowicie świadoma i nie boi się tego użyć. W odróżnieniu od ukochanych innych bohaterów i bohaterek Disney’a ma też swój własny wątek i na przestrzeni filmu przechodzi prawdziwą przemianę.

Nauczyciel Herkulesa, satyr Filoktet to zgorzkniał, podstarzały trener bogów, którego poprzedni uczniowie źle skończyli. Dopiero pod wpływem nieskończonego optymizmu swojego nowego podopiecznego odnajduje w sobie resztki nadziei. Trzeba jednak wspomnieć, że niektóre wątki związane z tą postacią bardzo źle się zestarzały. Obrzydliwe sceny w których Fil narzuca się różnym postaciom z pewnością nie powstałyby w dzisiejszych czasach.

Rolę antagonisty pełni Hades, bóg umarłych, który knuje przeciwko swemu starszemu bratu, Zeusowi. Scenarzyści bardzo ciekawie podeszli do tej postaci, przedstawiając ją tak, by dorosły widz mógł zrozumieć każdą jej decyzję, a czasem nawet się z nią utożsamiać. Hades jest inteligentny, sfrustrowany swoją sytuacją i cudownie przerysowany, dzięki czemu niezwykle zabawny. Odbiorca ani na chwilę nie zapomina o tym jak wielkie stanowi zagrożenie. Właśnie dzięki temu zalicza się do najlepszych złoczyńców z filmów Disney’a.

Nie sposób pominąć też niezwykle żywiołowych muz, które wspaniale się ogląda, nawet jeśli nie sposób zapamiętać ich imion. Twórcom chwali się jednak zadbanie różnorodność w kwestii ich wyglądu i zachowania.

Film opowiada o wysiłkach pewnego chłopca, by odnaleźć swoje miejsce na ziemi i wrócić do domu. Tak po prostu, choć chłopcem tym jest pozbawiony mocy bóg o nadludzkiej sile. Pokazuje też zmagania skrzywdzonej dziewczyny, by ponownie zaufać innemu człowiekowi i walkę podstarzałego trenera, by wreszcie osiągnąć cel i stworzyć prawdziwego bohatera.

Jego największą zaletą jest jednak zakończenie. Po prawie trzydziestu latach od premiery pozwolę sobie omówić je ze spoilerami: Po pierwsze, plan antagonisty jest naprawdę dobry: bierze pod uwagę słabości przeciwnika, wykorzystuje je i ubezpiecza się na wszelki wypadek. Jednocześnie pozwala Hadesowi pozostać w bezpiecznym miejscu, podczas gdy inni ryzykują za niego. Po drugie, Herkules nie wygrywa dzięki swoim mięśniom tylko dzięki swojej dobroci, uporowi i honorowi. Po trzecie, zakończenie podkreśla znaczenie poświęcenia. To walka mimo słabości, a nie pokonywanie potworów prowadzi tytułowego bohatera z powrotem na Olimp.

Oczywiście, po Disney’u nie można się spodziewać wiernej adaptacji tekstu źródłowego. “Herkules” wyróżnia się jednak pod tym kątem z spośród innych klasycznych animacji wytwórni. Ma znacznie mniej wspólnego z mitem o Heraklesie niż “Śpiąca Królewna”, “Królewna Śnieżka czy nawet “Mała Syrenka” ze swoimi baśniami. Scenarzyści znacznie uprościli historię narodzin Herkulesa, który w wersji animowanej jest prawowitym dziedzicem króla bogów i pozbyli się krwawego zakończenia jego małżeństwa z Megarą. Tego jednak można się było spodziewać. Natomiast z kuriozalnego pomysłu zrobienia z Zeusa dobrego męża i ojca, fani śmieją się już prawie trzydzieści lat.

Film wyróżniają nietuzinkowe, nieco przerysowane projekty postaci dzięki którym animacji udaje się podkreślić boską wręcz fizjonomię Herkulesa, seksapil Meg, czy charakterystyczne atrybuty greckich bogów. Natomiast design Hadesa nie tylko wygląda niezwykle, ale i daje postaci niesamowite możliwości ekspresji. Produkcja perfekcyjnie posługuje się też paletą kolorów, stawiając naprzeciw siebie złoto i błękit Olimpu i szarości podziemi. Mocne barwy i charakterystyczny blask odróżniają też bogów od ludzi.

Zadbano również o widowiskowe lokalizacje, odtwarzając w animacji krajobraz starożytnej Grecji. Film pięknie pokazuje też zachodzące w Tebach zmiany. Ponure miasto, do którego przybywa Herkules nabiera światła i kolorów, w miarę jak bohater uwalnia je od zagrożeń. Niestety, produkcja przypadła na czasy, gdy tradycyjna animacja zaczynała nieudolnie flirtować z animacją komputerową. W efekcie potwory nieprzyjemnie odcinają się od tła.

Po prawie trzydziestu latach od premiery filmu śmiało można już powiedzieć, że napisane przez Alana Menkena piosenki osiągnęły ikoniczny status. Choć może się to wydawać nieco szalone, pomysł użycia muzyki gospel, by opowiedzieć historię z mitologii greckiej był strzałem w dziesiątkę. Zamiast wiejącej nudą opowieści rodem z dawnych czasów otrzymujemy pełen energii, angażujący film, który z resztą sam wyśmiewa podniosły ton w pierwszej scenie. Wspaniale sprawdzają się też klasycznie musicalowe utwory takie jak “Go to Distance” czy “I Won’t Say I’m in Love”, o cudownie zabawnym “One Last Hope“ już nie mówiąc. Szkoda tylko, że do filmu trafiło tak mało piosenek.

Za ich sukces na polskim rynku odpowiada częściowo wybitne tłumaczenie Filipa Łobodzińskiego, które zachowuje znaczenie oryginału, perfekcyjnie działa z muzyką i wprowadza odpowiednią dawkę humoru. Choć oczywiście nie wszystkie żarty bazujące na Grece udało się zachować. Również przełożone przez Elżbietę Łopatniukową dialogi brzmią bardzo dobrze i z pewnością w niektórych domach (łącznie z moim) weszły do codziennego języka.

Jacek Kopczyński gra Herkulesa z nieustającą łagodnością i dziecięcym wprost zachwytem, a Marek Sośnicki brzmi fenomenalnie w jego solowej piosence. Jolanta Litwin jest cudownie ponętną Meg, a Natalia Kukulska brawurowo wykonuje jej partię wokalną, spokojnie przebijając oryginał. Natomiast Witold Pyrkosz nieustannie bawi jako Filoktet. Ale to Paweł Szczęsny jako niezwykle ekspresyjny, komiczny Hades najbardziej zapada w pamięć.

“Herkules” jest fatalną adaptacją greckiego mitu, ale bardzo dobrze zrealizowaną animowaną komedią o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, odwadze i prawdziwym bohaterstwie. Film nie tylko wygląda wspaniale, ale też bawi i porusza, a wpadające w ucho piosenki Alana Menkena gwarantują świetną rozrywkę.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty