“Pippin” Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina

“Pippin” Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina

Premiera: 30 kwietnia 2026

Muzyka i teksty piosenek: Stephen Schwartz

Libretto: Roger O. Hirson

Przekład Lesław Haliński i Przemysław Kieliszewski

Reżyseria oraz scenografia: Antoniusz Dietzius

Kierownictwo muzyczne: Krzysztof Jaszczak

Przygotowanie wokalne: Lena Zuchniak

Choreografia: Santiago Bello

Kostiumy: Paulina Skowrońska

Reżyseria oświetlenia: Michał Piskorski

Charakteryzacja i fryzury: Zuzanna Kotara

Współpraca scenograficzna: Mateusz Otłowski

Asystentka reżysera: Katarzyna Kanabus

Asystent choreografa: Antoni Łuczak

Opiekun projektu: Prodziekan Wydziału Wokalno-Aktorskiego prof. UMFC dr hab. Magdalena Idzik

Występują: Michał Talar, Dominika Sobol, Bartłomiej Szrubarek, Anna Kowalewska, Anna Śmiałek, Sandra Trela, Antoni Łuczak, Jagoda Król, Zofia Czaińska, Daria Domitrz, Alicja Dziurdziak, Natalia Fender, Antonina Grupińska, Kinga Gurgul, Oliwia Kopiec, Dominika Łysakowska, Lena Rozmus, Zofia Sówka, Jakub Boros, Hubert Kowalczyk, Mikołaj Kurtas, Marcel Marcyniuk, Olaf Młodziński

Tekst pisany na podstawie spektaklu z 30 kwietnia 2026.

oOo 

Dyplom na miarę spektaklu 

Z mojego doświadczenia spektakle dyplomowe są zazwyczaj nieco skromniejsze niż pełnoprawne produkcje realizowane przez renomowane teatry. Same tytuły dobiera się z resztą w taki sposób, by nie wymagały zbyt dużej obsady czy nakładów finansowych, a jednocześnie w pełni pokazywały umiejętności świeżo upieczonych absolwentów. Jednak tegoroczny “Pippin” Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, to zupełnie inna półka.

Pippin (Michał Talar), najstarszy syn Karola Wielkiego (Bartłomiej Szrubarek) pragnie zdobyć prawdziwe spełnienie. Tymczasem jego macocha Fastrada (Anna Kowalewska), knuje by posadzić na tronie swojego syna, Ludwika (Antoni Łuczak), a tajemnicza Mistrzyni Ceremonii (Dominika Sobol) planuje dla Pippina widowiskowy finał. I tylko młoda wdowa Katarzyna (Anna Śmiałek) widzi w księciu zwykłego człowieka.

Michał Talar perfekcyjnie sprawdza się w tytułowej roli. Zależnie od potrzeby jego Pippin to zagubiony, szukający własnej drogi chłopiec, ale i pełen pasji rewolucjonista czy załamany człowiek bez celu. To rola wręcz idealna: łagodna, gdy trzeba i tryskająca energią, gdy wymaga tego libretto. A jednocześnie naprawdę wybitna wokalnie: Talar z pozorną łatwością radzi sobie z każdym wyzwaniem stawianym mu przez ten wymagający materiał.

Dominika Sobol jako Mistrzyni Ceremonii rzuca zaklęcie na widownię, gdy tylko po raz pierwszy stawia stopę na scenie. Niezwykle charyzmatyczna, a przy tym zaskakująco złowieszcza, pełni rolę nie tylko wodzireja, ale i lubującego się w chaosie złośliwego ducha. Olśniewa przy tym mocnym głosem.

Bartłomiej Szrubarek fenomenalnie radzi sobie zarówno z komediową piosenką solową Karola Wielkiego, jak i z dramatyczną konfrontacją z synem. Zachwyca szczególnie w tej drugiej roli, gdy emanuje zrozumieniem i godnością, poruszająco wcielając się w człowieka pogodzonego ze swoim losem.

Fastrada w wykonaniu Anny Kowalewskiej to kokietka, ale i królowa manipulacji, która świetnie zdaje sobie sprawę z tego jak pociągać za sznurki, by osiągnąć upragniony cel. Jest przy tym bardzo charyzmatyczna.

Anna Śmiałek przekonywująco prezentuje dwie twarze Katarzyny. Pierwsza to aktorka wykonująca polecenia MC, nieco przerysowana i dość egzaltowana. Druga to wrażliwa dziewczyna zakochana w Pippinie.

Sandra Trela sprawnie realizuje zamysł reżyserski, rozpoczynając swoją piosenkę solową dość beznamiętnie, by z każdą zwrotką nabierać coraz więcej energii. Antoni Łuczak zachwyca ruchowo z brawurowym przerysowaniem wcielając się w pewnego siebie, wojowniczego Ludwika. Natomiast grająca Teo Jagoda Król nieustannie bawi teatralną ekspresją i brawurowo radzi sobie z poruszaniem się w specyficznym kostiumie.

“Pippin” to spektakl, który nie raz i nie dwa zaskakuje widza. Zaczyna się jako zwyczajna opowieść o synu słynnego monarchy, choć opierająca się na metateatrze konwencja zapowiada, że nic nie będzie takie jakie może się wydawać. Ciężko jednak przewidzieć aż takie szaleństwo.

Jednocześnie to bardzo mądra opowieść o poszukiwaniu celu życia i swojego własnego szczęścia. W połączeniu z krótką i dosadną lekcją polityki i poruszającym przesłaniem dotyczącym ceny wielkości i tego co może się ukrywać pod nazwą ‘prawdziwe spełnienie’ powstaje spektakl inteligentny, angażujący i zaskakujący.

“Pippin” już na poziomie tekstu jest sztuką w sztuce, z Mistrzynią Ceremonii zwracającą się do widowni i aktorami takimi jak Katarzyna odgrywającymi swoje role. Dlatego pomysł, by wykorzystać przy realizacji tego konkretnego musicalu stylistyki kabaretowej, choć niezbyt przełomowy, sprawdza się wyśmienicie i oddaje sprawiedliwość wybitnemu librettu Stephena Schwartza.

Jednocześnie reżyser tej realizacji, Antoniusz Dietzius podchodzi do “Pippina” dość pesymistycznie, co widać szczególnie w wątku stylizowanej na pacjentkę szpitala psychiatrycznego Berty czy w samym zakończeniu. Choć interpretacje obu scen są w pełni zrozumiałe, nie każdemu przypadną do gustu. Nie można im jednak odmówić kreatywności.

Zaprojektowana przez Dietziusa scenografia przy pomocy starodawnych żarówek wmontowanych w skraj sceny przenosi widza w świat teatralnego zawieszenia realizmu, a wrażenia dopełniają zawieszone na czarnym tle lampki, które bez trudu tworzą magiczną atmosferę. Natomiast ogromne litery układające się w imię tytułowego bohatera nie tylko wpisują się w konwencję, ale i otwierają drogę do ciekawych rozwiązań choreograficznych. Całokształt dowodzi oddaniu wybranej stylistyce i umiejętności perfekcyjnego wykorzystania ograniczonych zasobów.

Podobnie oświetlenie Michała Piskorskiego dobrze podkreśla motyw sztuki w sztuce. Zobaczymy więc dwa jego typy: naturalne światło, które ma pozostać w tle historii i reflektor punktowy skupiony na gwieździe wieczoru.

Paulina Skowrońska stworzyła niezwykle zróżnicowane, pełne detali kostiumy. Króluje czerń, a każde wykorzystanie innej barwy jest uzasadnione fabularnie. Nikogo nie zaskoczy też fakt, że wszystkie stroje zostały wykonane z niesamowitą dbałością o szczegóły, choć moim ulubionym elementem garderoby pozostanie wspaniały płaszcz Karola.

Główni bohaterowie otrzymali stylizowane na nieokreślony okres stroje czym odróżniają się od członków zespołu. Szczególnie interesująco prezentuje się kostium Teo, który pozwala dorosłej aktorce z łatwością zagrać dziecko, a jednocześnie wprowadza liczne elementy humorystyczne, które wywołują entuzjastyczne reakcje widowni. W bardzo ciekawy sposób zmienia też interpretację finałowej sceny.

Z kolei członkowie zespołu noszą kostiumy inspirowane sceną kabaretową lat 30. Skowrońska zadbała o utrzymanie ich w określonej konwencji, jednocześnie upewniając się, że taki sam strój nie pojawi się dwa razy. Dzięki temu otrzymaliśmy postaci, które nie mają może imion, ale na pewno wyróżniają się z tłumu.

Wrażenia dopełnia charakteryzacja Zuzanny Kotary, która nie tylko idealnie uzupełnia kostiumy, ale i prezentuje się zachwycająco. Wielka w tym zaleta młodych artystów odpowiedzialnych za wykonanie makijażu.

W choreografii Santiago Bello przewodzi motyw kukiełek poruszanych sznurkami, widoczny szczególnie podczas piosenki “Wojna to system”. Z resztą to właśnie ta scena robi największe wrażenie. Artyści muszą najpierw pieczołowicie odtworzyć kilkukrotnie tę samą choreografię, poruszając się coraz szybciej przy każdym refrenie, a potem stworzyć na scenie niezwykle widowiskowy kontrolowany chaos, podczas którego każdy wykonuje swój własny, niepowtarzalny układ.

Bello sprawnie wykorzystuje także ograniczone elementy scenografii, a wprawne oko z pewnością zauważy zgrabne nawiązania do klasyki musicalu stosującej podobną stylistykę. W efekcie podziwiać można niezwykle skupioną na detalach, widowiskową, pełną energii, a ponad to niezwykle przemyślaną choreografię, którą z pewnością zapamiętam na długo.

Realizacja korzysta z tłumaczenia przygotowanego przez Lesława Halińskiego i Przemysława Kieliszewskiego dla Teatru Muzycznego w Poznaniu, choć wprowadzono kosmetyczne poprawki. Dzięki temu przekład, który już wcześniej świetnie zgrywał się z muzyką, brzmi jeszcze bardziej naturalnie.

“Pippin” Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina to niezwykle widowiskowa, fenomenalnie zrealizowana produkcja z przepięknymi kostiumami, natchnioną choreografią i wspaniałymi kreacjami aktorskimi. Mam ogromną nadzieję, że czerwcowe spektakle nie będą ostatnimi i realizacja jeszcze powróci na deskach profesjonalnego teatru.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna. 

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty