"Grom. Wojna runów" Marcin Mortka
Marcin Mortka w świetnej formie
W 1940 roku polski niszczyciel zatonął u wybrzeży Norwegii, zanim na dobre zdążył dołączyć do zmagań wojennych. To właśnie tragiczny los okręt razem z bitwą o Narwik zainspirowały Marcina Mortkę do napisania książki ”Grom. Wojna runów”, którą miałam okazję przeczytać przedpremierowo dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.
Europę powoli ogarniają płomienie II Wojny Światowej. Sir Andrew Harrington, przywódca tajemniczej Sekcji D angielskiego wywiadu, mierzy się z Michaelem Tritzem, naukowcem Ahnenerbe. Natomiast podporucznik Wojciech Śnieżewski, oficer ORP Orła odkrywa w sobie niepokojącą moc. Tymczasem w odległej Norwegii żyjący w świecie dawnych wierzeń Ukryty Lud szykuje się do swojej własnej bitwy.
Fabuła “Gromu” trzyma w napięciu od pierwszej strony. Przeplatając cztery nici fabularne autor sprawnie tworzy emocjonującą historię umieszczonej niebezpiecznych czasach II Wojny Światowej. Jego opowieść zabiera czytelnika do bombardowanej Warszawy, na wybrzeże Anglii, w okolice Londynu, ale też do Kopenhagi i wreszcie w nieznane zakątki norweskiej puszczy. Każde z tych miejsc ma swój własny, niepowtarzalny klimat.
Książka wyróżnia się też interesującymi postaciami. Wojtek Śnieżewski to młody żołnierz, który próbuje poradzić sobie w trudnej sytuacji i wrócić do normalności. Sir Andrew Harrington, choć stoi po stronie ‘dobrych’, wcale nie jest taki kryształowy. Z kolei Michael Tritz pozostaje owiany tajemnicą, co autor sprawnie wykorzystuje, by uczynić go śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Mortka bawi się też sposobem postrzegania trzech bohaterów i ról jakie każdy z nich ma odegrać w przepowiedni Ukrytego Ludu.
Baśniowo-historyczny świat zaludniają też postaci drugoplanowe z krwi i kości. Jest doświadczony żołnierz, Gubbins, który nie potrafi rozmawiać z kobietami. Jest profesjonalna Madeline ze swoją zgubną ciekawością. A także Krętacz, istota tak fascynująco niejednoznaczna, że pomimo swej demoniczności szybko zdobyła moją sympatię.
Jeśli chodzi o tło historyczne, to Marcin Mortka ponownie udowadnia swój profesjonalizm, wykazując się dogłębną wiedzą na temat zarówno II Wojny Światowej, jak i mitologii nordyckiej. Książka nagina nieco wydarzenia, by dopasować się do zamierzonej fabuły, co autor wyjaśnia w posłowiu. Jednocześnie “Grom” nie boi się nawiązywać do tego jak polscy żołnierze zostali potraktowani w Wielkiej Brytanii i w pewien sposób rozliczać aliantów za jesień 1939.
“Grom” nie jest niestety książką idealną. Niektóre zwroty akcji wydają się nieco za proste i trochę zbyt przewidywalne. Po tytule można by się też spodziewać większego udziału ORP Gromu w fabule. Okręt jednak pojawia się w powieści stosunkowo rzadko. To jednak tylko detale, które nie wpływają zbytnio na radość z czytania powieści.
Na koniec warto też wspomnieć o tym jak dobrze prezentuje się książka. Zarówno projekt okładki, jak i czcionka o ciekawej fakturze czy motyw samolotów powtarzający się na kartach nowych rozdziałów świetnie pasują do tematyki i pomagają budować klimat opowieści, która łączy w sobie mity i historię.
Podsumowując, “Grom. Wojna runów” to świetnie napisana, wciągająca powieść historyczna z elementami fantasy, która i zabiera czytelnika w odległe czasy i miejsca, sprawnie przeplatając wydarzenia historyczne z elementami baśniowymi. Autor zgłębia psychologię postaci znajdujących się w krytycznych sytuacjach, realistycznie przedstawiając ich obawy i pragnienia. A to wszystko w baśniowej Norwegii, gdzie po ziemi chodzi kiedyś dawni bogowie.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna. 4 / 5
oOo
Recenzja powstała w ramach przedpremierowej akcji recenzenckiej wydawnictwa SQN





Komentarze
Prześlij komentarz