"Nic się nie stało” Garnizon Sztuki

"Nic się nie stało” Garnizon Sztuki

Reżyseria: Piotr Ratajczak

Scenariusz: Piotr Rowicki

Scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Marcin Chlanda

Choreografia: Aneta Jankowska

Muzyka: Piotr Aleksandrowicz

Występują: Michał Meyer, Zbigniew Suszyński, Piotr Głowacki, Maciej Zakościelny, Jędrzej Wielecki, Paulina Chruściel, Marcin Korcz, Piotr Nerlewski, Jakub Sasak, Jędrzej Hycnar

Tekst pisany na podstawie spektaklu z 19 marca 2026.

oOo 

Nie tylko maszyny

Nie znam się specjalnie na piłce nożnej, ale nawet ja wiem, że tytułowe “Nic się nie stało” stanowczo zbyt często rozlega się po meczach polskiej reprezentacji. A jednak sport, w którym od wielu lat nie odnosimy specjalnych sukcesów, pozostaje bliski wielu Polakom. Po spektaklu w Garnizonie Sztuki chyba zaczęłam rozumieć, dlaczego.

Historia polskiej piłki pełna jest nietuzinkowych charakterów. Nazwiska piłkarzy, takich jak Wilimowski (Jędrzej Hycnar), Deyna (Piotr Głowacki), Boniek (Jakub Sasak), Olisadebe (Jędrzej Wielecki), Lewandowski (Marcin Korcz) czy Pajor (Paulina Chruściel), zna każdy fan, ale ile tak naprawdę o nich wie?

Spektakl zaczyna się od swoistego wprowadzenia, w którym polscy kibice wspominają wielkie chwile reprezentacji. Dość szybko da się zauważyć przewidywalną strukturę dramatu. Każdy z piłkarzy dostaje swoje pięć minut, które rozpoczynają się rozrywko, by po jakimś czasie uderzyć w poważniejsze tony. Kolejne segmenty oddzielają od siebie scenki z trenerem w roli głównej.

Piotr Rowicki wplótł w “Nic się nie stało” zaskakująco dużo faktów, co z jednej strony sprawia, że spektakl może służyć jako swoiste kompendium wiedzy, a z drugiej może nieco przytłoczyć laika. O jego umiejętnościach świadczy jednak fakt, że w tym zalewie dat i lokacji udało mu się nie zgubić człowieka. Poruszające monologi postaci skutecznie przypominają widzowi, że ma przed sobą ludzi z krwi i kości, a nie chodzące statystyki.

Wielką siłą “Nic się nie stało” jest dystans do siebie i podejmowanego zagadnienia. Spektakl trafnie, choć złośliwie wyśmiewa ludzkie postawy i wady, na tapet biorąc zarówno samych zawodników jak i kibiców. Prowadzi też humorystyczne, lecz nie mniej poruszające rozważania o tym jak reaguje się na każdy ich ruch, wymagając wciąż więcej i więcej czy minimalizując ich dokonania przez wzgląd na chociażby płeć.

Oczywiście, nie da się ukryć, że znajomość tematu bardzo pomaga w zrozumieniu licznych nawiązań, którymi naszpikowano spektakl. Mogę jednak śmiało stwierdzić, że laik również będzie się dobrze bawił, choć z pewnością nie wyłapie wszystkich smaczków. Może też nie rozróżnić trenerów, bo w odróżnieniu od piłkarzy, ich nazwiska nigdy nie padają.

Łamanie czwartej ściany jest tu na porządku dziennym, zarówno dlatego, że aktorzy raz na jakiś czas wędrują między widzami, czy nawet zasiadają między nimi, wcielając się wtedy w role kibiców, ale i przez bezpośrednie zwroty do publiki. A że cała obsada ma zarówno charyzmę, jak i wyczucie komediowe, powstaje w ten sposób naprawdę zabawny, angażujący spektakl.

Jędrzej Hycnar jako Ernest Wilimowski jest nie tylko niezwykle sprawny ruchowo, ale i bardzo charyzmatyczny. W jego wykonaniu Wilimowski staje się człowiekiem skupionym wyłącznie na piłce, po części z miłości do sportu, po części po to, by zapomnieć o wszystkim co sprawia mu ból. To jedyna postać, w której segmencie humor został zastąpiony dylematem moralnym, a Hycnar radzi sobie z nią brawurowo, szczególnie gdy musi pokazać tęsknotę za domem czy desperację swojego bohatera.

Kazimierz Deyna Piotra Głowackiego to przebrzmiała gwiazda, która upija się w barach Los Angeles i podrywa młode dziewczyny na historie o dawnej chwale. Głowacki brawurowo gra całkowicie pijanego człowieka, zachwyca też charyzmą i wielokrotnie wchodzi w bezpośredni kontakt z widzami. Fenomenalnie radzi sobie także z niewielkimi rolami trenerów w segmentach Wilimowskiego i Lewandowskiego, każdemu nadając charakterystyczne manieryzmy.

Jędrzej Wielecki w roli Emmanuela Olisadebe przede wszystkim podkreśla niezadowolenie swojego bohatera z sytuacji w jakiej się znalazł. Jego Olisadebe to prosty chłopak, który humorem znosi paskudne traktowanie ze strony kibiców, ludzi, którym przecież zapewnia zwycięstwa. Wielecki gra go dość prostolinijnie i to właśnie sprawia, że postać wypada tak zabawnie, a jednak da się odczuć tragizm jego położenia.

Jakub Sasak wspaniale oddaje egocentryzm i zadufanie scenicznego Zbigniewa Bońka. To postać, którą z pozoru nie sposób polubić, przez wzgląd na brak szacunku do znacznie bardziej doświadczonych kolegów i bezrefleksyjne przekonanie o własnym geniuszu. Sasak potrafi jednak tak płynnie przejść od dzieciaka z przerostem ego do piekielnie zmęczonego człowieka, którzy ma za sobą najdłuższy dzień w życiu, że bez trudu chwyta za serce.

Marcin Korcz jako Robert Lewandowski dobrze wyważa profesjonalizm z oschłością i frustracją. To człowiek z planem, który postawił sobie jasny cel i teraz dąży do niego z niezachwianą determinacją. Postać jednocześnie godna podziwu, jak i odrobinę nieludzka w swoim perfekcjonizmie. Korcz gra tę rolę z pewnym przerysowaniem, koniecznym by uzyskać humorystyczny wydźwięk sceny. Zachwyca też zarówno kondycją jak i umiejętnościami tanecznymi.

Paulina Chruściel całkiem jak Ewa Pajor raz po raz udowadnia, że bez trudu potrafi dotrzymać kroku kolegom po fachu. I to pomimo utrudnienia w postaci maratonu, który ma do przebiegnięcia bezpośrednio przed swoją wielką chwilą. Cudownie zadziorna, nieporuszona mimo przeciwności, a także pewna siebie, nie boi się walczyć o należne sobie miejsce pośród najlepszych polskich piłkarzy.

Zbigniew Suszyński fenomenalnie wciela się w słynnych trenerów: Kazimierza Górskiego, Jacka Gmocha czy Janusza Wójcika, pokazując przy tym szeroki zakres umiejętności. Posiłkując się przerysowaniem nadaje każdej postaci inny sposób mówienia i poruszania się. Jest niezwykle plastyczny i dzięki temu przezabawny.

Kostiumy Marcina Chlandy nie tylko sprawnie oddzielają głównego bohatera każdego segmentu od tła, ale i odzwierciedlają czasy, z których pochodzi każda postać. Są też bardzo realistyczne: na scenie pojawią się dobrze odwzorowane stroje reprezentacji Polski z różnych epok. Można je też z łatwością zmienić, korzystając chociażby faktu, że niektóre sceny umiejscowiono w szatni.

Praktycznie pusta scena, która wita widza po wejściu na widownię może stanowić pewien zawód, jednak zapewniam, że w tym szaleństwie jest metoda. Białe tło wspaniale sprawdza się zarówno jako ściana szatni jak i ekran telewizora, na którym obejrzymy fragmenty meczy. Marcin Chlanda zadbał też, by w kluczowych momentach pojawiały się odpowiednie rekwizyty, które pomagają zbudować kolejne lokacje.

I dobrze, bo gdyby zajęto więcej sceny na dekoracje, ucierpiałoby to co w tym spektaklu najciekawsze, czyli ruch. Aneta Jankowska stworzyła niesamowicie wymagającą choreografię, opartą na ćwiczeniach wykonywanych przez piłkarzy na treningach czy akcjach meczowych. Niestety, ma to jedną, znaczącą wadę: monolog wygłoszony z zadyszką porusza nieco mniej niż gdyby wypowiedziano go na spokojnie.

To powiedziawszy, aktorzy wielokrotnie wygłaszając swoje kwestie spomiędzy widzów, sprawiając, że każdy czuje się częścią tłumu na trybunach. Jankowska wykazała się też kreatywnością, widoczną szczególnie w segmencie Emmanuela Olisadebe, gdy pojawia się polonez, a każdy ruch postaci ma znaczenie i dodaje scenie dodatkowej głębi.

“Nic się nie stało” to spektakl zarówno dla fanów futbolu, jak i dla laików. Sztuka, która z dystansem opowiada o piłce nożnej i piłkarzach, jednocześnie bawiąc i poruszając widza. Wspaniale prezentuje się wymagająca choreografia. Największe wrażenie robi, jednakże niezwykle charyzmatyczna obsada. 

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty