"Bajo Bongo" Teatr Muzyczny Roma
“Bajo Bongo” Teatr Muzyczny Roma
Premiera: 14 września 2024
Reżyseria: Anna Wieczur
Scenariusz: Wiesława Sujkowska
Kierownictwo muzyczne, aranżacje: Jakub Lubowicz
Scenografia: Grzegorz Policiński
Kostiumy, projekty charakteryzacji: Sabina Czupryńska
Choreografia: Agnieszka Brańska
Reżyseria światła: Paulina Góral
Projekcje: Stanisław Zaleski
Występują: Anna Sroka-Hryń, Jakub Szyperski, Marek Zawadzki, Michał Juraszek
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 28 marca 2026
oOo
Zapomniana artystka i hit wiecznie żywy
Gdy pochwaliłam się mojej mamie, że wybieram się na “Bajo Bongo” przypomniała sobie całą tytułową piosenkę. Nie potrafiła jednak wymienić nazwiska śpiewającej jej artystki: popularnej w latach 50 zeszłego wieku Nataszy Zylskiej.
Zanim usłyszała o niej cała Polska, Natasza (Anna Sroka-Hryń) była zwykłą dziewczynką, na której życiu odcisnęła piętno II wojna światowa. Z Wilna przez Syberię trafiła do Katowic, gdzie zadebiutowała na estradzie. Lecz choć pokochały ją tysiące widzów, pewnego dnia artystka nagle zniknęła.
Wcielająca się w rolę Nataszy Anna Sroka-Hryń tworzy na scenie postać czarującej artystki, ale i wrażliwej dziewczyny o wielkich marzeniach. Im bardziej jej bohaterka nabiera doświadczenia scenicznego, tym bardziej lśni aktorka, zachwycając charyzmą i urokiem.
Towarzyszą jej fenomenalni Jakub Szyperski i Michał Juraszek, którzy wcielają się w liczne role drugiego planu, włączając w to chociażby koleżanki Nataszy z klasy. Obaj aż tryskają energią, a ich umiejętności taneczne zachwycają w każdym utworze.
Musical pełni rolę swoistego pamiętnika Nataszy Zylskiej, która zwracając się bezpośrednio do widza opowiada mu historię swojego życia. Wątki historyczne wprowadzono przy tym tak umiejętnie, że nawet ktoś kto pierwszy raz słyszy nazwisko bohaterki, nie pogubi się w narracji. Na niewielkiej sali Novej Sceny powstaje w ten sposób bardzo intymny spektakl, ilustrowany piosenkami artystki, które przenoszą widza na jej estradowe występy. Warto jednak zauważyć, że utwory pełnią raczej rolę przerywników muzycznych niż musicalowych songów pozwalających zajrzeć w głąb duszy bohaterki.
Ścieżka dźwiękowa przeplata melancholijne piosenki z żywiołowymi, czym nadaje ton całemu spektaklowi. Do dość karkołomne połączenie, które raz po raz zmienia atmosferę na widowni, sytuację ratuje jednak ogromna charyzma aktorów i utwory Zylskiej. Twórcy wybrali bowiem same perły, które poruszają albo skłaniają do klaskania w rytm, zależnie od potrzeb.
Ale należy pamiętać, że “Bajo Bongo” nie jest jedynie pełnym pozytywnej energii spektaklem, na którym widz świetnie się bawi, ale i studium bardzo trudnych czasów, które dotyka trudnego i boleśnie aktualnego tematu systemowej nagonki na poszczególne grupy społeczne.
Choreografia Agnieszki Brańskiej idealnie pasuje do każdej piosenki, czerpiąc przy tym inspiracje z różnych kultur. Znajdziemy tu sporo figur swingowych, które mocno zakorzeniają spektakl w latach 50, ale i elementy z tańców latynoamerykańskich. Co ciekawe, choreografia samej Nataszy robi się coraz bardziej skomplikowana w miarę rozwoju jej kariery. Efekt końcowy wygląda niezwykle widowiskowo, częściowo dzięki wybitnym umiejętnościom całej obsady.
Sabina Czupryńska zaprojektowała olśniewające, mocno osadzone w latach 50 kostiumy. Mocne kolory i piękne materiały tworzą garderobę godną gwiazdy estrady i wspaniale układają się w tańcu. Ponad to stroje zostały zrobione w taki sposób, by dało się je zmieniać kawałek po kawałku, ani na chwilę nie schodząc ze sceny, dzięki czemu widz odnosi znaczenie, że towarzyszy Nataszy za kulisami.
Efektu dopełnia ukryta za drzwiami szafy scenografia Grzegorza Policińskiego. To o tyle interesujący pomysł, że taki właśnie mebel stanowił podczas wojny cały świat Nataszy Zylskiej. W środku scenograf z typową dla siebie dbałością o szczegóły, zbudował wiele całkowicie odmiennych przestrzeni, udowadniając tym samym swoją kreatywność. Kto bowiem oprócz niego potrafiłby przy tak minimalnych środkach zaaranżować na scenie przejazd pociągu?
Na dodatek drzwi szafy pomagają też ukryć zmiany scenografii, które następuję z zachwycającą szybkością. Zamysł ten ma tylko jedną wadę. Specyficzne ustawienie audytorium na Novej Scenie sprawia, że niektórzy widzowie nie zobaczą efektów ciężkiej pracy Policińskiego.
“Bajo Bongo” świetnie wyważa zarówno elementy komediowe z poważnymi, jak i fakty historyczne, z domysłami scenarzysty. Świetnie dobrane piosenki Nataszy Zylskiej natychmiast wpadają w ucho, co w połączeniu z przepięknymi kostiumami i energiczną choreografią daje nam to spektakl zarówno pełen pozytywnej energii, jak i aż nazbyt aktualny. Aż żal, że już znika z afisza, choć sama pewnie nie wybrałabym się na niego ponownie.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz