"Kto zabije Georgię Morgan?" Aleksandra Maciejowska
Kryminalne zagadki Kornwalii
To historia stara jak świat. Piękny dom na uboczu, bogata rodzina, detektyw z asystentem pośród gości... i brutalne morderstwo, któremu nikt nie mógł zapobiec. Pisała o tym Agatha Christie, pisał Joe Alex. A teraz dołącza do nich Aleksandra Maciejowska z powieścią detektywistyczną “Kto zabije Georgię Morgan?”.
Patrick Young towarzyszy swojemu pracodawcy, genialnemu detektywowi Finlayowi Lewisowi w wyprawie do Kornwalii, gdzie zamierzają podjąć się ochrony Georgii Morgan, panny młodej, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Szybko okazuje się jednak, że pilnowanie niezależnej pannicy to nie byle jakie wyzwanie, a pogróżki wobec niej, to najmniejszy problem z jakim bohaterom przyjdzie się zmierzyć.
Idąc śladami klasyków gatunku i ich licznych adaptacji, Aleksandra Maciejowska uczyniła bohaterami swojej powieści niezwykle inteligentnego detektywa i jego nieco mniej lotnego pomagiera, który ma za zadanie tłumaczyć geniusz swojego przyjaciela na ludzką mowę. Autorce udało się jednak uniknąć popadnięcia w stereotypy i stworzyć postaci z krwi i kości, których relacja pozostaje ciekawa i niejednoznaczna. To powiedziawszy, o ile Patrick wydaje się bohaterem dość przewidywalny, Finlay, a szczególnie jego prawdziwe motywacje pozostają intrygujące.
Niestety, dużą wadą kilku głównych postaci jest ich młody wiek. Oczywiście z literackiego punkty widzenia da się to wytłumaczyć chęcią trafienia w określoną grupę docelową i zbliżenie bohaterów do czytelnika. A jednak słynny detektyw, którego cały Scotland Yard poważa, mimo fizjonomii licealisty jest dla dorosłego czytelnika dość surrealistycznym pomysłem. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę ekspresowe tempo jakie obrała jego kariera, jego status materialny czy brak wykształcenia typowego dla dżentelmena z tamtego okresu. A przecież książka nie straciłaby zbyt wiele, gdyby Finlay i Patrick byli dwadzieścia lat starsi.
Autorka odtwarza również schemat znany i kochany z najsłynniejszych powieści detektywistycznych. Mamy bogatą rodzinę, dom na uboczu i groźbę zbrodni, którą popełnić może każda z mieszkających w posiadłości osób. Intryga zostaje przeprowadzona bardzo sprawnie, a jej rozwiązanie przynosi czytelnikowi satysfakcję. Również motyw jest sensowny i realistyczny.
Aleksandra Maciejowska upewnia się też, że wszystkie, choćby najmniejsze motywy pod koniec książki połączą się w spójną, choć niezwykle skomplikowaną całość. Można by się po prawdzie kłócić, czy nie wchodzi tu w zbytnie szczegóły, czy też zastanawiać czy nie zużyła zbyt wielu wątków, które spokojnie mogłaby rozłożyć na kilka książek z planowanego cyklu. Trzeba jednak przyznać, że za akcją można spokojnie nadążyć.
Szczerze powiedziawszy przez większość książki jest to aż nazbyt proste, głównie dlatego, że postaci spędzają więcej czasu na nastoletnich porywach serca i prowadzących donikąd rozmowach niż można by się spodziewać po kryminale. Zrozumiałabym użycie takich konwersacji jako sposobu na nakreślenie charakteru każdego z bohaterów zanim dochodzi do morderstwa. Problem polega na tym, że tempo pozostaje równie leniwe przez większość książki. Dopiero sam finał intrygi rozgrywa się odpowiednio wartko. Sceny śledztwa są zdecydowanie najlepsze, choć dziwi mnie, dlaczego miejscowi policjanci pozwalają dowodzić nastolatkom z Londynu.
Wydarzenia opisane w książce mają miejsce w latach 20-tych XX wieku, w Wielkiej Brytanii. Rozumiem ten zabieg, autorka potrzebuje odpowiednich warunków, by wprowadzić wątek młodej dziewczyny, która musi wyjść za mąż by chronić rodzinę przed upadkiem. Tyle tylko, że czytelnik mający jakie takie pojęcie o tej epoce, bardzo szybko zda sobie sprawę z nieścisłości, od których roi się powieść. A przecież wystarczyłoby uwspółcześnić wydarzenia, albo lepiej przygotować się do pisania.
Pojawiają się bardzo nowoczesne koncepty, o których nikt nie słyszał sto lat temu, dość współczesna jest również mentalność bohaterów. Georgia i Patrick rozmawiają ze sobą bardzo bezpośrednio, chłopak często też zostaje sam zarówno z panną młodą, jak i jej kuzynką Alexą. Bogata w zamyśle rodzina White’ów ma zaledwie jedną służącą, wykonując wiele prac samemu, a ich dom w Kornwalii przypomina raczej dzisiejszą działkę niż posiadłość arystokracji. A to tylko kilka przykładów z bardzo długiej listy zachowań i reakcji, które sprawiają, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, ile autorka wie o opisywanych czasach.
Oczywiście, można by założyć, że tworzy alternatywną rzeczywistość, w której społeczeństwo lat 20-tych jest po prostu o wiele bardziej postępowe niż w rzeczywistości. Niestety, nie udaje się jej odmalować tego świata na tyle barwnie, by stał się w naszych oczach realny. Częściowo to wina niewielkiej ilości opisów i ich topornego wprowadzenia. Patrick potrzebuje oddzielnego rozdziału, by przedstawić czytelnikowi dom White’ów, zamiast pokazywać nam go kawałek po kawałku, gdy wchodzi do środka.
Jednocześnie to współczesne podejście pozwala poruszyć kilka życiowych tematów, które sto lat temu nie zwróciłyby specjalnej uwagi bohaterów. Mam tu na myśli chociażby alkoholizm czy depresję. Szkoda tylko, że infantylny wydźwięk innych scen, sprawia, że poważniejsze motywy nie mogą w pełni wybrzmieć.
Autorka zdecydowała się na zastosowanie narratora pierwszoosobowego, nadając powieści kształt historii spisywanej przez głównego bohatera. Zabieg ten z oczywistych powodów nieco ograniczył jej pole do popisu. Patrick nie może bowiem znaleźć się wszędzie, a Finlay wiele mu nie mówi. Postrzegamy więc wydarzenia oczami osoby, której nie możemy ufać, gdyż nie tylko nie wie lub nie rozumie wszystkiego, ale i raz po raz nas oszukuje.
Długością rozdziałów książka przypomina mi klasykę literatury pokroju “Kiedy umieram” Williama Faulknera. Niektóre są stosunkowo długie, inne dość krótkie, a jeszcze inne składają się z zaledwie jednego zdania. Ale o ile u Faulknera zamysł ten pomagał odzwierciedlić sposób myślenia każdego z narratorów, w “Kto zabije Georgię Morgan?” trudno mi wytłumaczyć jego zastosowanie.
Niestety, autorce nie zawsze udaje się dobrze opisać to o czym wspominają postaci. Patrick wielokrotnie pisze o paskudnym charakterze Georgii, a jednak ciężko znaleźć potwierdzenie jego słów w zachowaniu dziewczyny. To widoczne naruszenie zasady “pokazuj, nie opowiadaj”.
Z kolei w pewnym momencie, Georgia krytykuje nazbyt formalny i starodawny sposób wypowiedzi Patricka, który jednak ledwo słychać na przestrzeni książki. Zabrakło tu po prostu odpowiedniej stylizacji, dzięki której mógłby zabrzmieć jak postać z Dickensa, co zarzuca mu dziewczyna.
To powiedziawszy książka została przepięknie wydana. Wrażenie robi szczególnie stylizowana na estetykę epoki okładka, sprawnie odnosząca się do fabuły książki. Ukryta w półcieniu twarz kobiety podtrzymuje aurę tajemnicy konieczną w dobrym kryminale, a opalizujące zdobienia i litery świetnie się prezentują. Zachowano też spójną kolorystykę i ciekawą fakturę napisu na grzbiecie.
Sprawdziłam również jakość audiobooka. Czytający go Michał Klawiter, choć nie do końca pasuje mi na głos Patricka. Potrafi jednak tchnąć życie w każdą scenę, wspaniale oddaje też emocje postaci, sprawiając, że słuchanie jego interpretacji to czysta przyjemność.
Mimo potknięć warsztatowych, “Kto zabije Georgię Morgan?” to całkiem nieźle rozplanowany kryminał skierowany raczej do młodego odbiorcy. Radziłabym jednak nie zastanawiać się specjalnie nad światem przedstawionymi.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Recenzja powstała w ramach akcji recenzenckiej Wydawnictwa Mięta.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz