"Wieczór trzech króli" Szekspir w Parku
“Wieczór trzech króli” Szekspir w parku
Tytuł oryginału: Twelfth Night, or What You Will
Autor: William Shakespeare
Reżyseria: John Weisgerber
Kostiumy: Marek Idzikowski
Muzyka: Patryk Bartoszewski
Choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk
Występują: Bartek Kasprzykowski, Szymon Roszak, Tamara Arciuch, Katarzyna Kołeczek, Ewa Lachowicz, Magdalena Smalara, Monika Dryl,,Hanna Konarowska-Nowińska, Piotr Gawron-Jedlikowski, Maurycy Popiel, Dominik Bąk, Jakub Wons, Łukasz Kurczewski, Piotr Nerlewski, Sebastian Słomiński, Michał Podsiadło, Sebastian Bieżyński, Wojciech Medyński, Bartosz Jędraś, Patryk Bartoszewski, Kamil Owczarek
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 2 sierpnia 2026
oOo
Szekspir wiecznie żywy
Dawno, dawno temu mieszkańcy Londynu zbierali się w teatrze Globe, by cieszyć się sztukami Szekspira. Bogaci i biedni, na krzesłach, ławach czy na stojąco zaśmiewali się do rozpuku z tego co wymyślił dla nich słynny bard. W 2026 roku najlepszym sposobem na poczucie tej atmosfery jest wybranie się na spektakl w ramach cyklu “Szekspir w parku”.
Uratowana z tonącego statku Viola (Hanna Konarowska-Nowińska) w męskim przebraniu wstępuje na służbę do księcia Orsino (Maurycy Popiel), który wysyła ją z poselstwem do wybranki swojego serca, Oliwii (Ewa Lachowicz). Ta jednak zamiast odwzajemnić miłość księcia, oddaje serce jego słudze.
“Wieczór trzech króli”, choć z pewnością nie dorównuje renomą innym sztukom Szekspira, które weszły do kanonu polskich lektur, pozostaje najzabawniejszą z tych jego komedii, które miałam przyjemność obejrzeć. Wykorzystując elementy przewijające się przez całą twórczość barda, opowiada historię pełną humoru, ale i komentarzy na temat społeczeństwa, który nie zestarzały się specjalnie przez kilka minionych wieków.
Od pierwszej sceny uwagę przykuwa Monika Dryl grająca Feste, bezczelnego błazna Oliwii. Dryl nie tylko ma wspaniały kontakt z widzami, z którymi wchodzi w bezpośrednie interakcje, ale perfekcyjnie korzysta też z każdej sposobności, by wykorzystać potencjał komediowy swojej postaci. Jest przy tym niezwykle plastyczna, z łatwością moduluje głos i zmienia postawę, udając innych bohaterów. Wykazuje się również kreatywnością i wybitnymi umiejętnościami wokalnymi.
Hanna Konarowska-Nowińska jako Viola robi wrażenie od pierwszej sceny, gdy pozwala widzowi poczuć swoją namacalną rozpacz po śmierci brata. Później jest już spokojniejsza, grając swoją bohaterkę subtelnie i czarująco. Dobrze oddaje też różnice między Violą, a jej męskim alter ego, zmieniając sposób chodzenia, a czasem i głos. Ma wspaniałą dynamikę ze scenicznym ukochanym, budując obraz zakochanej dziewczyny z dziesiątków małych gestów.
Ewa Lachowicz ukazuje widzowi kilka twarzy Oliwii. Z początku jest poważna i dystyngowana, potem zamienia się w nieco przerysowanego, chichoczącego podlotka, który dobrze wie, jak wykorzystać swoje atuty. Jednak dopiero, gdy jej bohaterka decyduje się na szczerość, potrafi w pełni chwycić widza za serce. Jest wtedy uroczo dziewczęca i przekonywująca w swoich uczuciach.
Maurycy Popiel kradnie każdą scenę, w której się znajduje, choćby na drugim planie. Jego Orsino jest kwintesencją romantycznego kochanka, który bardzo teatralnie usycha z tęsknoty za obiektem swoich uczuć. I może nie byłby tak ciekawy, gdyby nie charyzma Popiela, ekspresja z jaką reaguje na zachowanie pozostałych postaci i wspaniała chemia z aktorką grającą Violę.
Piotr Gawron-Jedlikowski gra Sebastiana z niewymuszoną pewnością siebie i młodzieńczą radością, widoczną szczególnie, gdy wygłupia się przed Oliwią. Jednocześnie fenomenalnie radzi sobie z kluczową w spektaklu sceną, gdy przez jego twarz przebiega tysiąc emocji jednocześnie.
Dominik Bąk świetnie sprawdza się jako zadufany w sobie Malvolio. Przekonująco wciela się w całkowicie poważnego, pełnego wyższości sługę i tym bardziej bawi, gdy co do joty wykonuje zaczerpnięte z listu polecenia.
Katarzyna Kołeczek zachwyca pewnością siebie jako Maria. Jest stanowcza, zadziorna i żywiołowa, stanowiąc perfekcyjny przykład silnej, niezależnej kobiety, która ma swoje zdanie i będzie go bronić.
Wojciech Medyński gra Antonio z ogromną godnością i ciepłem, tworząc na scenie postać przyjaciela idealnego: lojalnego i godnego zaufania. Naprawdę wspaniale wypada jednak w rozdzierającej scenie, gdy uznaje, że sam został zdradzony.
Szymon Roszak w roli Tobiasza Czkawki wspaniale oddaje stan upojenia alkoholowego. Jest też na tyle charyzmatyczny, by wbrew wypowiadanym przez siebie kwestiom, obudzić sympatię i rozbawienie widza.
Natomiast Jakub Wons jako Andrzej Chudogęba brawurowo wciela się w rolę samochwały, którego deklaracje nie znajdują żadnego pokrycia w rzeczywistości. Jest w tym tak przerysowany, że aż komiczny.
Przeciwwagę stanowi Łukasz Kurczewski, który gra Fabiana nieco spokojniej, pełniąc rolę głosu rozsądku w tej szalonej zgrai. Spokój z jakim wypowiada swoje kwestie czyni je tym zabawniejszymi.
Jak już wspominałam “Wieczór Trzech Króli” wystawiany w ramach serii Szekspir w Parku idealnie oddaje wrażenie widowni, która oglądała spektakle barda tuż po londyńskiej premierze. To częściowo zasługa tłumaczenia, które zostało delikatnie uwspółcześnione i uzupełnione o nowoczesne elementy i inteligentne nawiązania.
Tak jak bard przemawiał do sobie współczesnych ich językiem, tak Szekspir w parku przemawia do nas naszym, pozwalając nam odkryć sztukę sprzed stuleci na nowo, jako żywy tekst kultury. Nawet jeśli miałoby to oznaczać wykorzystanie kultowych piosenek czy zwrócenie się bezpośrednio do widowni. Choć przyznam, że nie jestem w stanie powiedzieć, ile tego typu wtrąceń znalazło się w scenariuszu na stałe, a ile pojawiło się tylko na finałowym spektaklu tego sezonu. A to wszystko przy zachowaniu większości oryginalnego tekstu i jego klimatu, włączając w to szpady, pojedynki czy szlachetnych monarchów.
Planując ruch sceniczny Ewelina Adamska-Porczyk zadbała, by w pełni wykorzystać możliwości nietypowej sceny zbudowanej w parku w Wilanowie. Ciekawym zabiegiem było nakazanie aktorom, ze szczególnym uwzględnieniem grającej Violę Hannie Konarowskiej-Nowińskiej, wypowiadać swoje emocjonalne monologi na skraju sceny, prosto do widowni. W ten sposób odbiorcy stają się powiernikami bohaterów, czyniąc opowiadaną historię niezwykle osobistą. Wrażenie to wzmacniają aktorzy przechadzający się po widowni, grającą ogród Oliwii.
W spektaklu króluje dynamika, udało się jednak uniknąć chaosu i upewniono się, że odbiorcy nic nie stracą, niezależnie od zajętego miejsca. W kluczowych momentach bohaterowie zamieniają się miejscami, by widownia mogła docenić kunszt aktorski każdego członka obsady.
Warto też wspomnieć o widocznych różnicach w umiejętnościach bojowych poszczególnych postaci, która odzwierciedla ich status społeczny, płeć i usposobienie. Mogłoby się wydawać, że to nic nie znaczący detal, mnie jednak bardzo cieszy fakt, że grany przez Piotra Gawrona-Jedlikowskiego Sebastian okazuje się mistrzem broni białej, ale już Viola Hanny Konarowskiej-Nowińskiej ma problem z utrzymaniem szpady w dłoni.
Zaprojektowane przez Marka Idzikowskiego kostiumy łączą funkcjonalność ze spójną stylistyką. Choć do ich wykonania posłużyły codzienne ubrania, kolory i kroje dobrano w taki sposób, by przywoływały skojarzenia z ciepłymi krajami i odległymi, choć nie do końca określonymi czasami. W ten sposób sztuka staje się ponadczasowa, a bohaterowie bliżsi widowni, co pasuje do myśli przewodniej tej realizacji.
Jednocześnie, stroje bardzo dobrze odzwierciedlają status społeczny czy charakter postaci. Kostiumologowi udało się też znaleźć kreatywny sposób na przeniesienie w XXI wiek elementu garderoby, który Szekspir bezpośrednio wyśmiewał w tekście i uczynić go równie zabawnym co kilkaset lat temu na deskach teatru Globe.
W tym roku spektakl korzystał ze scenografii zaprojektowanej przez Wojciecha Stefaniaka na potrzeby “Komedii omyłek”. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że w “Wieczorze trzech króli” konstrukcja sprawdza się jeszcze lepiej. Częściowo zawdzięcza to przedłużeniu sceny o przypominający wybieg dla modelek pomost, który wychodzi do widowni. Na samą scenografię składa się przepiękna, szczegółowo wykonana fasada domu w stylu orientalnym, która pomaga stworzyć w warszawskim parku atmosferę odległych krain.
Oglądany w pałacowych ogrodach “Wieczór trzech króli” pozwala zrozumieć co czuli widzowie w historycznym teatrze Szekspira. Wspaniała atmosfera, piękna oprawa wizualna i zabawny tekst w wykonaniu zespołu aktorskiego, który fenomenalnie radzi sobie zarówno z komedią, jak i dramatem to gwarancja świetnej zabawy. Z pewnością wrócę na ten tytuł za rok.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?





Komentarze
Prześlij komentarz