"Pani Doubtfire" Teatr Muzyczny w Poznaniu
“Pani Doubtfire” Teatr Muzyczny w Poznaniu
Premiera: 12 września 2026
Słowa i muzyka: Karey Kirkpatrick, Wayne Kirkpatrick
Scenariusz: Karey Kirkpatrick, John O’Farrell
Reżyseria: Łukasz Brzeziński
Tłumaczenie: Jacek Mikołajczyk
Choreografia: Tina Papazyan, Adam Beta
Scenografia: Natalia Kołodziej
Kostiumy: Katarzyna Zawal
Reżyseria światła: Paulina Góral
Projekt i wykonanie lalek: Igor Fijałkowski
Występują: Michał Kocurek, Patryk Kośnicki, Oksana Hamerska, Katarzyna Tapek, Radosław Elis, Seweryn Wieczorek, Bartosz Sołtysiak, Tobiasz Szafraniak, Patryk Bartoszewicz, Maksymilian Pluto-Prądzyński, Anita Urban-Wieczorek, Agnieszka Wawrzyniak, Aleksandra Daukszewicz, Urszula Laudańska, Krzysztof Bednarski, Piotr Hamerski, Jędrzej Konieczny, Tymon Madzio, Łucja Kieliszewska, Matylda Matusiak, Polina Stasevych, Gaja Wiśniewska, Wiesław Paprzycki, Jarosław Patycki, Magdalena Szcześniewska, Dagmara Rybak, Kacper Jędrzejewski, Emil Lipski, Olena Yakymchuk, Jolanta Wyrzykowska, Maciej Badurka, Iga Klein, Dominika Niebudek, Mirosław Kin, Przemysław Łukaszewicz, Klaudia Kruk, Eliz Sadik, Aleksandra Piwowarek, Valeriia Zavadska, Weronika Sieczkarek, Mikhail Mikhaliuk, Maurycy Szajkowski, Mateusz Adamczyk. Kacper Czyż
Tekst pisany na podstawie spektaklu popołudniowego z 19 września 2026
oOo
Co wiecie o swojej niani?
Co sezon na całym świecie debiutują kolejne musicalowe adaptacje kultowych filmów, nic więc dziwnego, że w 2020 roku przyszedł czas na uwielbianą przez widzów “Panią Doubtfire” w reżyserii Chrisa Columbusa. Pytanie tylko czy wersja sceniczna jest w stanie zadowolić fanów? I jak zareagują na nią ci, którzy za filmem nie przepadają?
Bezrobotny aktor Daniel Hillard (Patryk Kośnicki) przebiera się panią Doubtfire, szkocką opiekunkę do dzieci, by zatrudnić się jako niania w domu swojej byłej żony, Mirandy (Oksana Hamerska) i spędzić więcej czasu z dziećmi: Lydią (Urszula Laudańska), Christopherem (Tymon Madzio) i Natalie (Łucja Kieliszewska). Szybko jednak gubi się w zawiłościach podwójnego życia.
Mimo kilku skrótów, zmian czy dodanych wątków, spektakl jest stosunkowo wierną adaptacją tekstu źródłowego ze wszystkimi jego problemami. Niestety, odnoszę wrażenie, że tak bardzo skupia się zapewnieniu widzowi rozrywki, że zapomina o przekonywującym przedstawieniu rozwoju relacji między bohaterami. Dostajemy paradę słynnych kobiet, widowiskową piosenkę kucharzy, energetyczny pokaz Mirandy i zabawną scenę wygłupów Daniela w telewizji, ale nie starczy już czasu na pokazanie, dlaczego dzieci zaczęły szanować panią Doubtfire.
To powiedziawszy musical realistycznie pokazuje relacje między ludźmi, których drogi się rozeszły. Twórcy bawią się też punktami widzenia, najpierw skupiając się na tym co czuje Daniel, by potem pozwolić nam zajrzeć do serca Mirandy. Nigdy nie zapominają też o dzieciach i o tym jak rozwód rodziców na nie wpływa, tworząc w ten sposób spektakl o różnych obliczach rodziny.
Co ciekawe akcja musicalu została przeniesiona w czasy obecne, co pozwala wprowadzić do fabuły nowoczesną technologię, czy współczesny motyw ciałopozytywności, który niestety niewiele do niej wnosi. Niestety, tym samym rozpada się wątek prowadzonego przez Daniela, programu telewizyjnego który w dzisiejszych czasach raczej nie odniósłby sukcesu. Tym samym pojawia się pytanie czy uwspółcześnienie miało sens.
Trzeba jednak przyznać, że ta konwencja idealnie pasuje do nowoczesnej muzyki skomponowanej przez braci Kirkpatrick. “Pani Doubtfire” przemówi więc językiem popu i rapu, z pewnością przyciągając uwagę młodszego odbiorcy. Piosenki są przy tym na tyle zróżnicowane, że każdy znajdzie pośród nich swoją ulubioną.
Nie możemy też zapomnieć, że to przede wszystkim komedia, pełna humoru sytuacyjnego budowanego na kolejnych nieporozumieniach, w które pakuje się bohater. Pojawiają się też żarty słowne, często skierowane do dorosłej widowni. I jedne i drugie wywołują na widowni salwy śmiechu, choć z pewnością nie przemówią do każdego.
Podwójna rola Daniela Hillarda i Eufegenii Doubtfire to nie byle jakie wyzwanie, a Patryk Kośnicki radzi sobie z nim wspaniale. Jako Daniel ma w sobie niespożytą energię i charyzmę, która sprawia, że trudno go nie polubić. Z łatwością oddaje też łagodniejszą stronę swojego bohatera: czułego ojca, któremu zależy na dobru dzieci. Jako pani Doubtfire łączy klasę z zaskakującą bezpośredniością, a ciepło ze stanowczością. Wspaniale moduluje też głos, nadając mu zupełnie inną barwę ze zdania na zdanie.
Oksana Hamerska gra Mirandę jako kobietę na skraju załamania, która musi wydostać się z niszczącej ją sytuacji. Ma w sobie godność, ale i głęboko skrywane zmęczenie i ból. Natomiast podczas interakcji ze Stuartem zdaje się młodnieć i odzyskiwać radość życia, czego kulminację widzimy podczas pokazu, czy na kolacji, a scena, gdy zwierza się pani Doubtfire porusza do głębi. Hamerska brzmi przy tym po prostu zniewalająco, a piosenki Mirandy zdają się napisane specjalnie dla niej.
Urszula Laudańska przekonywująco wciela się w Lydię Hillard, oddając charakterystyczne dla nastolatek naburmuszenie, a także ukrytą pod nim delikatność i strach. Ma też wspaniałą dynamikę ze scenicznym rodzeństwem. Z kolei grający Christophera Tymon Madzio wspaniale zarysowuje ojcowsko-synowską więź swojego bohatera z Danielem. Ma też niesamowitą dykcję. Natalie natomiast wspaniale odgrywa Łucja Kieliszewska.
Stuart Maksymiliana Pluto-Prądzyńskiego jest wrażliwy, czarujący i pewny siebie zarazem, szybko stając się przeciwieństwem Daniela. Radosław Ellis świetnie sprawdza się jako Frank, nerwowy brat Daniela, imponując wyczuciem komicznym i wspaniałą kontrolą nad głosem, a Tobiasz Szafraniak brawurowo wciela się w Andre. Żałuję tego, że wizja reżyserska zakładała tak stereotypowe przedstawienie tej postaci.
Tina Papazyan i Adam Beta stworzyli energiczną choreografię, która szczególnie dobrze prezentuje się w scenach zbiorowych, gdy na scenie pojawia się naprawdę duży zespół wokalno-taneczny. Kreatywność twórców i mistrzostwo artystów składają się na układy, które z łatwością odwracają uwagę widza od pośpiesznych zmian kostiumu czy scenografii. Wspaniale prezentuje się na przykład moment, gdy Daniela przytłacza osobowość pani Doubtfire, ale najciekawsza pozostaje scena wizyty w restauracji, gdzie nakłada się na siebie kilka wątków, tworząc perfekcyjnie zaaranżowany, celowy chaos.
Scenografia Natalii Kołodziej jeszcze przed uniesieniem kurtyny wciąga widza w świat rodziny Hillardów i niedługo potem zachwyca różnorodnością. Najbardziej w oczy rzuca się dbałość wykonania i realizm, dzięki któremu kolejne lokalizacje tak bardzo się od siebie różnią. Niewymuszona elegancja domu Mirandy kontrastuje z obskurnym mieszkaniem Daniela, które natomiast staje się coraz bardziej uporządkowane, w miarę jak jego właściciel uczy się odpowiedzialności.
Docenić należy też płynne zmiany scenografii, które mogą mieć miejsce dzięki bardzo przemyślanemu rozłożeniu scen w przestrzeni. Realizacja wie, kiedy przenieść akcję na przód, by odwrócić uwagę widza i usunąć niepotrzebne elementy scenografii lub wprowadzić nowe i robi to niezwykle sprawnie.
Wrażenia dopełniają rozplanowane przez Paulinę Góral światła, które już podczas uwertury rozświetlają scenę na dziesiątki kolorów, obiecując nie tylko moc energii i radości, ale i nie byle jakie widowisko.
Projektując kostiumy do spektaklu Katarzyna Zawal musiała w jakiś sposób odnieść się do ikonicznego wizerunku pani Doubtfire. Nic więc dziwnego, że jej sceniczna wersja nosi wariację na temat ubrań, które znają i kochają fani filmu. I to właśnie ta zachowawczość przenika projekty Zawal na przestrzeni całego spektaklu. To szczególnie widoczne podczas pokazu Mirandy, który według libretta ma być czymś przełomowym w świecie mody. Tymczasem prezentowane stroje wyglądają jak ubrania, które można kupić w każdym sklepie sportowym.
Kostiumy zostały natomiast świetnie użyte do pokazania zmiany w podejściu Daniela, co uwypuklają dwie sceny rozpraw sądowych. A parada sławnych kobiet towarzysząca pierwszej przemianie głównego bohatera w panią Doubtfire z niezwykłą dbałością o szczegóły odtwarza wizerunek kilku ikon popkultury.
Niestety, mam wrażenie, że wizja kostiumolożki nie do końca zgrywa się z ogólną wizją artystyczną spektaklu. O ile stroje Mirandy są eleganckie, jednocześnie jasno świadcząc o jej dobrej sytuacji finansowej i wyczuciu stylu, stroje młodych Hillardów nijak się mają do obecnie panujących trendów i znacznie bardziej pasowałyby do historii dziejącej się w latach 90tych niż obecnie.
W spektaklu takim jak “Pani Doubtfire” charakteryzacja pełni kluczową rolę. By przemienić Daniela w starszą panią zastosowano niezwykle realistyczną, pięknie wykonaną maskę, która nie tylko świetnie się prezentuje, ale i pozwala na natychmiastowe przebiórki. Niestety, zasłania sporą część twarzy artysty, na czym traci głównie widownia, której nie dane jest podziwiać mimiki aktora i on sam, stając przed znacznie trudniejszym zadaniem.
Tłumacząc “Panią Doubtfire” Jacek Mikołajczyk miał przed sobą nie byle jakie wyzwanie. Musiał zmierzyć się nie tylko z różnymi rodzajami muzyki, nawiązaniami do popkultury i historii, ale i z młodzieżowym językiem. I o ile z większością piosenek poradził sobie wspaniale, oddając ich rytm i znaczenie, kilka fraz wypada znacznie mniej naturalnie niż można by się spodziewać po tłumaczu z takim doświadczeniem. Z kolei lokalizacja nawiązań zachwyca humorem i kreatywnością. Niestety, polska wersja obfituje w slang, który w oryginalnej ścieżce dźwiękowej pojawia się znacznie rzadziej, a niestety sprawi, że tekst szybciej się zestarzeje.
Jestem pewna, że fani “Pani Doubtfire” będą zachwyceni jej sceniczną wersją. Zupełnie mnie to nie dziwi. Mimo niedociągnięć libretta, spektakl pozostaje świetną rozrywką dla całej rodziny, a poznańska realizacja może się pochwalić wyśmienitą obsadą, której prym wodzi Patryk Kośnicki.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz