“Ostatni smok” Rob Cohen


“Ostatni smok” Rob Cohen

Tytuł oryginału: Dragonheart

Reżyseria: Rob Cohen

Scenariusz: Charles Edward Pogue

Muzyka: Randy Edelman

Zdjęcia: David Eggby

Scenografia: Benjamín Fernández

Kostiumy: Anna Biedrzycka-Sheppard, Thomas Casterline

Montaż: Peter Amundson

Występują: Dennis Quaid, Sean Connery, David Thewlis, Lee Oakes, Pete Postlethwaite, Dina Meyer, Brian Thompson, Jason Isaacs, Julie Christie, Wolf Christian, Terry O'Neill, Peter Hric i inni

oOo 

W szponach nostalgii

Chyba każdy ma taki film, obok którego nie potrafi przejść obojętnie i zobaczywszy jego tytuł na liście programów telewizyjnych, po prostu musi go włączyć. Film ikoniczny, ukochany, choć może nie wybitny. U mnie taką rolę pełni między innymi “Ostatni smok” Roba Cohena.

Honorowy rycerz Bowen (Dennis Quaid) był kiedyś nauczycielem księcia Einona (David Thewlis), który został uratowany przed śmiercią przez pewnego smoka i całkowicie się zmienił. Teraz jako król terroryzuje swoich poddanych, a Bowen w ramach zemsty poluje na smoki. Wszystko zmienia się, gdy na jego drodze staje ostatni przedstawiciel swojego gatunku, Draco (Sean Connery).

O umiejętnościach Seana Connery’ego niech świadczy fakt, że grając samym głosem udało mu się stworzyć kreację, która na długo pozostaje z odbiorcą. Jego Draco to istota nieco złośliwa, dość melancholijna i niezwykle mądra, która pragnie jedynie zasłużyć się swoim pobratymcom. Ciepły, poważny głos Connery’ego perfekcyjnie tu pasuje, czy to gdy dogryza Bowenowi, czy gdy uczy go jak stać się lepszym człowiekiem.

Przez większość filmu Dennis Quaid gra Bowena jako człowieka głęboko zgorzkniałego i zobojętniałego na cały świat. Powoduje nim złość i pragnienie zemsty, ale też pragmatyzm. Zmienia się jednak w miarę rozwoju przyjaźni z Draco, scena po scenie przypominając sobie co to honor i rycerskość. I choć nie jest to specjalnie ekspresyjna rola, w emocjonalnych scenach z udziałem smoka Quaid wypada naprawdę dobrze.

Kara Diny Meyer to bohaterka, wyprzedzająca swoje czasy. Odważna młoda kobieta, która zamiast czekać na ratunek sama chwyta za broń i walczy o to w co wierzy. To ona jest zapalnikiem rebelii, ona nigdy nie przestaje wierzyć, że króla można obalić. A Meyer świetnie radzi sobie z rolą skrzywdzonej dziewczyny o płomiennym temperamencie i kręgosłupie ze stali.

Grający brat Gilberta Pete Postlethwaite może popisać się umiejętnościami komediowymi i wnieść do filmu o wielkich sprawach trochę niezbędnego humoru. Jego postać to świetnie wykształcony mnich, który pragnie opisywać wielkie przygody, ale jeśli zajdzie potrzeba stanie u boku przyjaciół choćby w najbardziej rozpaczliwej bitwie.

David Thewlis jako Einon brawurowo wciera się w rozkapryszonego okrutnika, który czerpie przyjemność z krzywdzenia ludzi. Przeraża w każdej scenie, częściowo dlatego, że zdaje się bezkarny, częściowo przez swoją niepokojącą inteligencję.

W filmie wyróżniają się trzy relacje. Pierwsza łączy nauczyciela i ucznia. Bowen ma przed oczami wyidealizowaną wizję młodego księcia, kogoś kto wierzy w te same ideały co on i kto został skażony przez smocze serce. Einon natomiast gardzi dawnym opiekunem i raz po raz daje mu to odczuć.

W innym filmie rozwijająca się więź Bowna i Kary byłaby w samym centrum fabuły. “Ostatni smok” nie idzie jednak utartymi torami, Bowen widzi w Karze siebie sprzed lat i choć film pozostawia parę spraw domysłom widzów, skupia się na zupełnie czym innym, a para nie dostaje zbyt wiele czasu ekranowego.

Sercem historii pozostaje przyjaźń człowieka i smoka: dwóch samotnych jednostek, pochodzących z dawnego, umierającego świata wielkich ideałów. Ich rozwijająca się relacja wpływa na nich obu, choć na Bowena nieporównanie bardziej. I choć niezbyt dobrze zaczynają znajomość, nim film dobiega końca, ich więź zachwyca szczerością i ciepłem.

“Ostatni smok” łączy klasyczne elementy przygodowej historii o rycerzach z nietuzinkowym spojrzeniem na zarówno na istoty z baśni i legend jak i nich samych. Odwołuje się też do legend arturiańskich, co w moich oczach stanowi oczywistą zaletę.

Choć opis fabuły na to nie wskazuje, ma też sporo elementów humorystycznych, budowanych głównie na absurdzie. Znajdziemy tu więc trochę humoru sytuacyjnego, trochę złośliwości, a nawet slapstick. Lekki ton pomaga też zachować nieco przerysowane aktorstwo.

Film pochyla się nad problemem pochodzenia zła. Bowen zakłada, że smocze serce zniszczyło Einona, co doprowadza go do wniosku, że wszystkie smoki są niebezpieczne. Potem jednak poznaje Draco i rewiduje swoje poglądy, by stać się na powrót rycerzem starego kodeksu, świadomym tego, że bierne patrzenie na zło to przyczynianie się do niego. Z kolei dręczony przez Einona lud musi przypomnieć sobie jak zawalczyć o wolność. Nad wszystkim wisi natomiast widmo poświęcenia i trudnych wyborów.

Obcowanie z “Ostatnim smokiem” przypomina zanurzanie się w zupełnie innym, magicznym świecie. Częściowo odpowiada za to dobór majestatycznych plenerów, sprawnie budujących krainę Bowena. Postarano się też przy sprawiających bardzo namacalne wrażenie wnętrzach. Natomiast filmowy Avalon, pełen cieni dawnej chwały, budzi mieszankę melancholii i podziwu.

Wrażenie przeniesienia się do innego świata potęgują kostiumy, które wyglądają dokładnie tak jak byśmy się spodziewali po filmie fantasty z lat 90tych. Trzeba jednak oddać twórcom sprawiedliwość i przyznać, że zadbali o realizm. Stroje stawiają na funkcjonalność, a nie blichtr, przez co mogą się wydać aż nazbyt proste. Wyróżnia się natomiast ikoniczna, naszpikowana smoczymi zębami tarcza Bowena.

Jednak to co w “Ostatnim smoku” zachwyca najbardziej to efekty specjalne. Mimo ograniczonych możliwości technicznych, twórcom udało się stworzyć niesamowitą atmosferę, nie mówiąc już o przepięknym i bardzo realistycznym smoku. Jednocześnie nadali mu bardzo ludzką mimikę, dzięki czemu bestia stała się nie tylko głównym bohaterem, ale i istotą, która najbardziej porusza odbiorcę.  I choć nie da się ukryć, że po trzydziestu latach film nieco zestarzał się wizualnie, nie przestaje zachwycać. Nic dziwnego, że otrzymał nominację do Oskara w kategorii efekty specjalne. Szkoda tylko, że tej statuetki nie dostał.

“Ostatni smok” nie zdefiniował na nowo swojego gatunku, ale mimo mijających lat pozostaje pamiętnym filmem z zachwycającymi efektami specjalnymi. Wciąż wzbudza szczere emocje i udowadnia, że główna postać wcale nie musi być człowiekiem, by chwycić widownię za serca.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna. 

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty