"Jądro ciemności" Joseph Conrad
Co czyha w buszu
Z czytania “Jądra ciemności” w liceum pamiętam trudny do zrozumienia styl pełen długich, nadmiernie skomplikowanych zdań, rozwijającą się powoli fabułę i swoje zmęczenie książką, która niemiłosiernie mi się dłużyła. Sięgnięcie po nią ponownie, tym razem z własnej woli, można by więc uznać za przejaw masochizmu.
Podstarzały marynarz Charles Marlow opowiada młodszym kolegom o tym jak wiele lat wcześniej dowodził łodzią parową płynącą w górę rzeki Kongo. Jego historia maluje nad wyraz okrutny obraz dzikiej krainy, do której niewielu śmie się zapuszczać. Natomiast na końcu podróży czeka niezwykły człowiek nazwiskiem Kurtz.
Cała rzecz rozgrywa się między dwoma głównymi bohaterami. Pierwszy to Marlow, szukający nowych przeżyć marynarz, którego los i ciekawość zawiodły do Afryki. To człowiek praktyczny i wnikliwy obserwator. Jako ktoś nowoprzybyły i niezwiązany bezpośrednio z poszukiwaniami kości słoniowej ma nieco bardziej obiektywne podejście do wydarzeń niż ludzie, którzy przebywają w Kongu od dawna. Czytelnik nie dowiaduje się zbyt wiele o jego życiu prywatnym czy wcześniejszych losach, poznaje za to ze szczegółami historię jego fascynacji Kurzem. Warto zauważyć, że Marlow go nie usprawiedliwia, a jednocześnie pozostaje pod jego wrażeniem.
Choć cała książka prowadzi właśnie do spotkania z nim, Kurtz pojawia się w fabule ledwie na chwilę i szybko potwierdza choć część opowieści na swój temat. To człowiek wybitnie inteligentny i niezwykle charyzmatyczny, a jednocześnie całkowicie pozbawiony moralności i porywczy. Zestawienie tych cech tworzy śmiertelnie niebezpieczną mieszankę: mężczyznę, którego napotkani ludzie otaczają bezbrzeżną miłością, a którego stać na wszystko. Perfekcyjny przykład tego co władza może zrobić z człowiekiem.
Oprócz dwóch głównych bohaterów, w książce pojawia się wiele postaci pobocznych, żadna z nich nie otrzymuje jednak imienia. Autor odnosi się do nich po kolorze, pozycji lub narodowości. Jednostki stają się więc symbolami dla grup społecznych, a Conrad opisuje jak Afryka wpływa na każdą z nich.
Na interpretację książki znacząco wpływa wrażliwość czytelnika, drastycznie różniąca się od poglądów autora. Nic dziwnego, od wydania “Jądra ciemności” minęło ponad sto lat. Rozumiem trwające od lat dyskusje na temat domniemanego rasizmu Conrada. Z jednej strony nie da się przeoczyć tego jak ustami Marlowa pisarz przyrównuje rdzennych mieszkańców Konga do bestii i traktuje ich przedmiotowo. Z drugiej, z wielu scen bije współczucie wobec miejscowych. Jednak ta reakcja nie wymazuje niechęci i pogardy ziejących z innych scen. Szczególnie, że w książce bardzo dobrze widać dychotomię między cywilizowaną Europą i “dziką” Afryką.
Do tej drugiej odnosi się tytułowe jądro ciemności. Chciwość, knucie i wykorzystywanie swojej pozycji są tu na porządku dziennym. Conrad zdaje się twierdzić, że to ziemia wypacza ludzi, sprawiając, że zapominają o ideałach i przemieniają się w żądne bogactwa potwory. Można by się jednak zastanawiać, czy to nie upojenie władzą powoduje taką zmianę. Oczywiście, nie każda z postaci odczuwa jej niszczący wpływ, niektórzy pozostają pokorni i ciekawi świata.
To powiedziawszy, antykolonializm Conrada wydaje się niezwykle postępowy. Autor krytycznie odnosi się do idei zanoszenia własnej kultury w obce rejony, gdzie jej propagowanie jest tylko wymówką dla wykorzystania miejscowych zasobów i ludności. Rozwodzi się też nad bezsensowną destrukcją, która towarzyszy działalności kolonizatorów, sprawnie ukrywając to przesłanie za symbolicznymi opisami statku ostrzeliwującemu dżunglę.
Jednocześnie, czytając “Jądro ciemności” trudno nie doszukać się ostrzeżenia przed kultem jednostki. Opisując wpływ Kurtza, który swoimi przemówieniami jest w stanie popchnąć ludzi do pójścia za sobą w ogień, autor zbliża się do czegoś, co odbiorca widzi każdego dnia, czy to w telewizji, czy w internecie. Tym samym książka, która, mogłoby się wydawać, dotyczy odległych czasów i lądów, wpasowuje się w dzisiejszą codzienność. Ilu z nas, niczym narzeczona Kurtza uległa urokowi charyzmatycznego przywódcy, błędnie myśląc, że zna go lepiej niż ktokolwiek na świecie?
“Jądro ciemności” zostało napisane jako klasyczna opowieść w opowieści, przez co da się w niej wyróżnić dwóch narratorów. Pierwszym jest młody marynarz łodzi płynącej po Tamizie, który słucha historii opowiadanej przez drugiego narratora, Charlesa Marlowa. W miarę rozwoju fabuły zapomina się o tym, że młodzieniec w ogóle istniał, ten bowiem nie odgrywa żadnej roli w wydarzeniach, ani ich nie komentuje.
Joseph Conrad napisał swoje najsłynniejsze dzieło po angielsku, nic dziwnego więc, że jego odbiór ukształtowało tłumaczenie. Przekład Anieli Zagórskiej powstał jeszcze za życia autora i choć czuć w nim ząb czasu, pozostaje zarówno elegancki, jak i odpowiednio poetycki.
Jak wiedzą wszyscy słuchacze audiobooków, wyśmienity lektor ułatwia odbiór nawet najtrudniejszej książki, a Andrzej Ferenc jest mistrzem w swoim fachu. Nie tylko potrafi zafascynować słuchacza tekstem Conrada, ale i wnosi do narracji całkiem sporo ironii, czym ciekawie puentuje ideę kolonizacji. Zachowuje przy tym ogromną klasę.
“Jądro ciemności” Josepha Conrada to książka o wiele bardziej intrygująca niż można by wierzyć po lekcji polskiego. Nowela w bardzo naturalistyczny sposób pochyla się nad tematyką chciwości i zatracenia się we władzy nad innym człowiekiem, jednocześnie stanowiąc widoczne ostrzeżenie przed kultem jednostki. Szkoda tylko, że wpisując ją na listę lektur, tak skutecznie obrzydzono ją większości populacji.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz