“Proszę zejść ze sceny” Teatr Stu
“Proszę zejść ze sceny” Teatr Stu
Tytuł oryginału: Noises Off
Premiera: 17 maja 2025
Autor: John Chapman
Reżyseria: Krzysztof Pluskota
Przekład: Elżbieta Woźniak
Opracowanie muzyczne: Krzysztof Pluskota
Scenografia i kostiumy: Katarzyna Wójtowicz
Występują: Mariusz Witkowski, Wojciech Leonowicz, Joanna Pocica, Dorota Kuduk, Kamila Bestry, Radosław Krzyżowski, Marcin Zachrzewski, Lidka Bogaczówna, Martyna Solska, Anna Krok, Katarzyna Cichosz, Alicja Matusiak, Andrzej Róg
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 6 czerwca 2026
oOo
Ach, ten teatr!
Raz na jakiś czas trafiam na spektakl bez jakiejkolwiek uprzedniej wiedzy na jego temat. Nie znam fabuły, nie wiem nic o autorze, realizatorach, aktorach czy nawet samym teatrze. Po prostu siadam na widowni i pozwalam się zaskoczyć. A “Proszę zejść ze sceny” w krakowskim Teatrze Stu to jedna z najlepszych niespodzianek na jakie w ten sposób natrafiłam.
Podczas kurtuazyjnej wizyty para prawników, Madge (Joanna Pocica) i Charles (Wojciech Leonowicz) stają się świadkami kłótni małżeńskiej swoich przyjaciół, Sary (Kamila Bestry) i Ruperta (Marcin Zacharzewski). Rozwód wisi w powietrzu, a przyjaciele natychmiast oferują swoje usługi w przeprowadzeniu postępowania. Lecz gdy gra aktorska miesza się z prawdziwymi emocjami, sytuacja przybiera coraz groźniejszy obrót.
Spektakl jest ciekawą refleksją na temat życia aktora, z uwzględnieniem jego plusów i minusów. Przygląda się też temu jakich ludzi przyciąga ten niezwykły zawód i jak przekonanie o swoim talencie zmienia ich podejście do życia i relacji międzyludzkich. Porusza również temat losu jaki spotyka aktorów, którzy nie osiągają spektakularnego sukcesu. Opowiada tę historię stosując motyw sztuki w sztuce i wielokrotnie nawiązując przy tym do klasyki teatru.
Na scenie wspaniale pokazano przejścia między światem teatru, a rzeczywistością. Pierwsza zmiana jest subtelna. Postaci powoli wychodzą z ról, gdy prawdziwe emocje dochodzą do głosu. Kolejne metamorfozy zachodzą już szybciej, czasem natychmiastowo, dowodząc mistrzostwa artystów, którzy w mgnieniu oka przemieniają się w zupełnie inne osoby. Zachwyca też to na jak różne sposoby potrafią odtworzyć tę samą scenę, nadając jej zupełnie innego wydźwięku.
Wojciech Leonowicz jako Charles jest niezwykle ekspresyjny i aż nazbyt prostolinijnie szczery w swych uczuciach do scenicznej koleżanki. Ma natomiast wspaniałe wyczucie komiczne, które zapewnia dobrą przeciwwagę dla dość ciężkiego materiału.
Madge w wykonaniu Joanny Pocicy to natomiast całkowicie opanowana kobieta, której miłość do Charlesa wydaje się sztuczna, niby sfabrykowana by sfrustrować męża. Tym ciekawiej obserwuje się jak scena po scenie coraz bardziej traci panowanie nad sobą.
Sarah Kamili Bestry przez większość spektaklu pełni rolę rozbawionej obserwatorki wydarzeń. Tym samym mowa jej ciała i sposób wymowy raz po raz podkreślają jej dumę i pewność siebie, choć jej zainteresowanie jednym z kolegów wypada dość performatywnie.
Marcin Zacharzewski jako Rupert brawurowo wciela się w postać skrzywdzonego przez żonę aktor, który pozwala by jego prywatny gniew przeniknął do sztuki. Jest przy tym wulkanem emocji: zaskoczenie, wściekłość, desperacja, ból, ale i miłość mieszają się w nim tworząc istny rollercoaster ekspresji. Jednocześnie to człowiek aż nadmiernie przekonany o własnym geniuszu, lecz tak charyzmatyczny, że mimo to zachowuje sympatię widza.
Lidia Bogaczówna z ogromną klasą gra starzejącą się aktorką, która najlepsze lata ma już za sobą. W odróżnieniu od roli, w którą wciela się jej bohaterka, nie przypomina damy z wysokich sfer. Jest zwykłą kobietą, która marzy o emeryturze i otwarcie wyraża swoje emocje, czy to pozytywne, czy negatywne.
Andrzej Róg wybitnie wciela się obie z ról jakie mu przypadły. Pierwsza to Edward, podstarzały, zmagający się z chorobą alkoholową aktor, który desperacko marzy, że jeszcze osiągnie sukces. Grając go Róg dowodzi, że ma pełną kontrolę nad każdym, nawet najmniejszym ruchem swojego ciała i, że potrafi perfekcyjnie grać na emocjach widowni. Jego drugą rolą jest natomiast, nieco przerysowany, lecz nieprzerwanie poruszający szekspirowski Lear.
Natomiast Anna Krok niezwykle naturalnie oddaje frustrację i przerażenie pracownicy teatru Angeli, co świetnie wpasowuje się w stylistykę, jej bohaterka bowiem jako jedna z nielicznych postaci nie jest przecież aktorką.
Podobnie młodziutka pielęgniarka grana przez Katarzynę Cichosz tylko przypadkiem trafia na scenę. Może więc zachować bardzo realistyczne podejście do wydarzeń, stając się przy tym osobą, z którą najbardziej utożsamia się widownia.
Przez wzgląd na specyficzny układ sceny, scenografia Katarzyny Wójtowicz musiała zostać ograniczona do minimum by nie zasłonić widzom widoku, bardziej niż robią to znajdujące się w rogach sceny kolumny. Mimo to, wykorzystując mocne kolory i lekkie pufy stworzono posiadającą charakter przestrzeń, zachowując jednocześnie łatwość jej modyfikacji. Efekt końcowy idealnie pasuje do tego konkretnego spektaklu, tworząc na scenie nowoczesne mieszkanie Sary i Ruperta, a jednocześnie nie pozwalając widzowi zapomnieć, że przebywa w teatrze.
Pomaga w tym dobrze zrealizowane oświetlenie Grzegorza Marczaka, które perfekcyjnie rozróżnia zmiany między teatrem, a prawdziwym życiem. To szczególnie widoczne w scenach, gdy Edward odtwarza momenty z szekspirowskiego “Króla Leara”.
Katarzyna Wójtowicz była odpowiedzialna również za wygląd bohaterów. Jej ciężka praca dała nam kostiumy, które dobrze oddają nasze oczekiwania wobec postaci, są zróżnicowane i ciekawie bawią się kolorami. W dość oczywisty sposób kostiumolożką powodowała chęć pokazania poprzez stroje tego z jak różnych światów pochodzą postaci. Zobaczymy sceniczne kostiumy bohaterów, którzy biorą udział w sztuce wewnątrz sztuki, ale i całkowicie realistyczne ubrania tych, którzy nigdy nie powinni znaleźć się na scenie.
Największą zaletą przekładu Elżbiety Woźniak jest to z jaką łatwością odzwierciedla ton każdej sceny. Płynny i naturalny, gdy akcja sztuki ma naśladować prawdziwe życie, nabiera egzaltacji, gdy wydarzenia przenoszą się na scenę fikcyjnej sztuki. Nadaje też każdej postaci charakterystyczny dla niej sposób wypowiedzi. Posiłkuje się przy tym istniejącymi tłumaczeniami dzieł Szekspira, które w oczywisty sposób odróżniają się od reszty dialogów.
“Proszę zejść ze sceny” to dość gorzka refleksja nad losem aktora ukryta pod płaszczem szalonej komedii. Brawurowa gra aktorów Teatru Stu sprawia, że widz przez cały czas trwania spektaklu oscyluje między świetną zabawą, zadumą, a podziwem dla ich kunsztu, choć nietypowy układ sali może negatywnie wpływać na widoczność. Mimo to, z pewnością jeszcze tam wrócę.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?




Komentarze
Prześlij komentarz