"Post Scriptum" Milena Wójtowicz

Piotr Strzelecki na tropie

Co robi czytelnik, gdy orientuje się, że zaczął czytać serię od spin-offa? Oczywiście sięga po pierwszą część, by w pełni docenić świat przedstawiony i zrozumieć wszystkie nawiązania, które umknęły mu podczas pierwotnej lektury. A także żeby pojąć, dlaczego Sabina Piechota wywołuje tak ogromny entuzjazm wszystkich postaci i czytelników.

“PS Professional Business Consulting” to świetne prosperująca firma zapewniająca wsparcie psychologiczne i bezpieczeństwo miejsca pracy. Nic dziwnego, jej założyciele: Sabina Piechota i Piotr Strzelecki stanowią świetnie naoliwioną maszynę. Gdy jednak niebezpieczeństwo zaczynie czaić się na nienormatywnych mieszkańców Brzegu, będą musieli odnaleźć się w zupełnie nowej roli.

Sabina Piechota jest w pełni świadomą swojej sytuacji kobietą, która nauczyła się żyć ze swoją nienormatywną naturą i całkowicie się akceptuje. Może się wydawać pozbawiona empatii, lecz nie boi się okazywać uczuć swoim bliskim, dla których zrobiłaby wszystko. Jest przy tym postacią tak postrzeloną, że czytanie o niej przypomina przejażdżkę rollercoasterem: emocjonującą, niemożliwą do przewidzenia i całkowicie fascynującą.

Z kolei Piotrek to chyba najbardziej wspierająca, ciepła i empatyczna postać, o jakiej miałam przyjemność czytać. Młody psycholog stara się kontrolować każdy aspekt swojego życia, na czele ze swoją nienormatywną tożsamością. Jest poukładany i obowiązkowy, stanowiąc wspaniałą przeciwwagę do swojej wspólniczki. Autorka rozsiewa w książce subtelne wskazówki co do jego skrywanej natury, w ciekawy sposób zaprzeczając oczekiwaniom czytelnika.

Relacja między tą dwójką to kluczowy element “Post Scriptum”. Jak tak odmienne osoby, o zupełnie różnym podejściu do życia i swojej nienormatywności mogą się przyjaźnić? Bardzo prosto, dzięki zrozumieniu, wzajemnemu szacunkowi i lojalności. Zarówno Sabina, jak i Piotrek są dobrymi przyjaciółmi, którzy akceptują się nawzajem, mimo, że nie do końca się rozumieją. Pomaga fakt, że perfekcyjnie się uzupełniają i potrafią się szczerze rozmawiać, a choć sobie dogryzają, łącząca ich więź wylewa się z każdej sceny. Nie boją się też okazywać sobie uczuć, co uważam za ogromną zaletę tej relacji.

Oprócz nich świat Mileny Wójtowicz zaludnia gama barwnych postaci o różnych temperamentach i umiejętnościach: przerażająco perfekcyjna Ewa, intensywna młoda policjantka Agnieszka, uroczo chaotyczna Maria czy Kacper, profesjonalista spoza ich kręgu znajomych, którego współpraca z Sabiną i Piotrek całkowicie przerasta. Każdego z tych bohaterów łatwo polubić i o każdym chętniej dowiedziałabym się więcej.

“Post Scriptum” to komedia kryminalna, w której główni bohaterowie pełnią rolę detektywów z przypadku. I choć niezbyt dobrze radzą sobie ze swoimi nowymi rolami, mogą liczyć na wsparcie przyjaciół. Akcja toczy się wartko, a autorka dobrze wyważa elementy akcji i humoru z emocjonalnymi scenami dotyczącymi rozterek postaci, czy łączących ich relacji. Ciekawie prowadzi też całą intrygę, sprawiając, że ciekawość czytelnika tylko rośnie.

Problem polega tym, że rozwiązanie zagadki nie daje wystarczającej satysfakcji. Po dość zaskakującym zwrocie akcji i pełnej napięcia scenie pościgu otrzymujemy irytująco raptowne zakończenie. Wiele do życzenia pozostawia też motywacja i ostateczny los głównego złoczyńcy.

To powiedziawszy, ogromną zaletą “Post Scriptum” jest świat przedstawiony, który zachwycająco przeplata realia małego miasteczka z postaciami rodem z folkloru i tym jak mogłoby dostosować się do życia w obecnych czasach. Autorka bardzo kreatywnie stosuje terminologię z dziedziny psychologii do nienormatywnych, zderzając fantastyczne zagadnienia z prozą życia.

Wystarczy spojrzeć na pierwszą stronę książki, by zauważyć jak wielką rolę odgrywają w niej nawiązania do popkultury. Można by się kłócić, że brak znajomości tekstów, do których odwołuje się autorka utrudni zrozumienie powieści, sądzę jednak, że czytelnik sięgający po tego typu pozycję, raczej zdaje sobie sprawę kim są bracia Winchester czy Buffy, tudzież jak wygląda strzyga z “Wiedźmina”.

Podczas lektury łatwo zauważyć, że Milena Wójtowicz trzyma się raz ustalonych przymiotników przy wielu opisach. Najbardziej rzuca się w oczy uśmiech Sabiny, który pozostaje niezmiennie ‘zębaty’. Lecz choć epitet homeryckich jest starym i sprawdzonym zabiegiem, średnio pasuje do książki napisanej tak nowoczesnym stylem.

Bo Wójtowicz zastosowała w “Post Scriptum” bardzo lekki, żartobliwy ton. Oczywiście, humor jest subiektywny, więc nie każdy zachwyci się tym jak autorka prowadzi narrację, mnie jednak ten styl bawi i uważam tę powieść za wspaniały sposób na odstresowanie po długim dniu.

Czytany przez Kamila Prubana audiobook jest na najwyższym poziomie. Lektor dobrze oddaje charaktery i manieryzmy postaci. Z kolei z emocjami radzi sobie tak sprawnie, że w jego głosie słyszymy ikoniczny uśmiech Sabiny.

“Post Scriptum” to lekka, przyjemna książka, od której trudno się oderwać. I choć prostota intrygi kryminalnej pewnie zawiedzie fanów gatunku, humorystyczny styl autorki sprawia nieustanną frajdę, a relacja między Sabiną i Piotrkiem to najlepszy dowód na to, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest możliwa.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna. 

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie

 może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty