"Potwory i spółka" Pete Docter
“Potwory i spółka” Pete Docter
Tytuł oryginału: Monsters INC.
Reżyseria: Pete Docter, Lee Unkrich, David Silverman
Scenariusz: Dan Gerson, Andrew Stanton
Muzyka: Randy Newman
Scenografia: Harley Jessup, Bob Pauley, Tia W. Kratter, Dominique Louis
Montaż: Robert Grahamjones, Jim Stewart
Występują: John Goodman, Billy Crystal, Mary Gibbs, Steve Buscemi, James Coburn, Jennifer Tilly, Bob Peterson, John Ratzenberger, Frank Oz, Daniel Gerson, Steve Susskind, Bonnie Hunt, Jeff Pidgeon, Sam Black
Dialogi polskie: Bartosz Wierzbięta
W wersji polskiej udział wzięli: Paweł Sanakiewicz, Wojciech Paszkowski, Weronika Zakrzewska, Sławomir Pacek, Aleksander Bednarz, Małgorzata Kożuchowska, Krystyna Rutkowska, Krzysztof Stelmaszyk, Jarosław Boberek, Artur Kaczmarski, Adam Bauman, Wojciech Machnicki, Agnieszka Kunikowska, Tomasz Grochoczyński, Marcin Troński i inni
oOo
Miliony włosów i nowoczesna technologia
Są takie filmy Pixara, które stanowią ogromną część mojego dzieciństwa i które po dziś dzień znam na pamięć. “Potwory i spółka” do nich nie należą. Choć z pewnością widziałam je jako dziecko, nie spodobały mi się na tyle, bym zapadły mi w pamięć. Jak więc odebrałam je jako osoba dorosła?
James P. Sullivan “Sully” (Paweł Sanakiewicz) i jego przyjaciel Mike Wazowski (Wojciech Paszkowski) pracują dla Monster Inc., ogromnej firmy energetycznej. Ich zadanie? Straszenie dzieci, których krzyk zapewnia prąd miastu zamieszkałemu przez podobne im potwory. Jednak przypadkowe spotkanie z ludzkim dzieckiem na zawsze zmienia ich spokojną egzystencję.
Sully mimo długich pazurów, kłów i opinii największego chojraka w fabryce, jest najmilszym, najbardziej lojalnym stworem w okolicy. To obowiązkowy pracownik i dobry przyjaciel, który nie pozwolił, by sława uderzyła mu do głowy. Spotkanie z Boo, ludzką dziewczynką, która jako zupełnie się go nie boi, wstrząsa w posadach jego światem, ale Sully stosunkowo szybko przywiązuje się do dziecka i spędza resztę filmu nie tyle próbując pozbyć się problemu, co bezpiecznie odstawić malucha do domu.
O wiele ciekawszą postacią jest Mike, ambitny przyjaciel Sully’ego, który uwielbia swoje życie i najchętniej nic by w nim nie zmienił, ale jeśli poprosi go o to Sully pójdzie za nim jak w dym. Choć najpierw poinformuje go jak bardzo go to denerwuje. Pełni też rolę przerywnika komediowego i najczęściej to on zamieszany jest w humorystyczne slapstickowe sceny. Co ciekawe, w dobie sitcomów, w których mężczyźni skarżyli się na swoje zrzędliwe żony, Mike Wazowski nie widział świata poza swoją Celinką i próbował jej nieba przychylić.
Rolę głównego antagonisty pełni Randall, który zachowaniem i wyglądem idealnie wpasowuje się w stereotyp złoczyńcy. Pragnienie sukcesu i zysku przesłania mu wszystko i nie cofnie się dosłownie przed niczym by osiągnąć swój cel. Film ma też drugiego, pomniejszego antagonistę, którego napisano o wiele ciekawiej i co ważniejsze niejednoznacznie, a przy tym aż nazbyt realistycznie.
Fabuła “Potworów” jest stosunkowo prosta. Mamy dwóch bohaterów, którzy przekonują się, że wszystko w co wierzyli jest bzdurą, uroczą relację między małym dzieckiem i sprawiającym groźne wrażenie straszakiem i szczerą przyjaźń między Mikem i Sullym. Do tego trochę konspiracji, kilka akcji sił specjalnych i wykorzystywanie bezbronnych istot dla zysku.
Niestety, w porównaniu z innymi filmami Pixara, “Potwory” wypadają dość jednowymiarowo, a pod koniec filmu wszystkie wątki rozwiązują się aż nazbyt łatwo. A przecież dotyczą światowego doboru energii, przewrotu u władzy i odkrycia, że całe społeczeństwo żyło w kłamstwie. Podobnie zmiana podejścia do wielu zagadnień (na czele z pobieraniem energii z dziecięcego strachu) przebiega stanowczo zbyt płynnie.
Oglądając film w 2026 roku można nie zdawać sobie z tego sprawy, ale animatorzy pracujący nad “Potworami i spółką” musieli stworzyć od podstaw nową technologię, tylko po to, by przenieść na ekran postać Sully’ego. Każdy z ponad dwóch milionów włosów składających się na jego futro, został bowiem animowany osobno. A nie mówimy tu o postaci pobocznej, która miała pojawić się w jednej scenie, lecz o głównym bohaterze. I choć dziś niebieski futrzak nie robi już takiego wrażenia, musimy docenić to jak animatorzy Pixara z filmu na film coraz bardziej rozwijali dostępną sobie technologię.
Na tym jednak ich kreatywność się nie kończy. Świat “Potworów” roi się od przeróżnych postaci, małych i dużych, włochatych i oślizgłych, wieloramiennych i jednookich, a żadna z nich się nie powtarza. Twórcy projektów w widoczny sposób nawiązują do klasyki opowieści o potworach i dziecięcych strachów. Robią to jednak na tyle subtelnie, by młodzi widzowie mogli obejrzeć film bez większych obaw. Nawet Randal zostaje skutecznie ograbiony ze otaczającej go grozy pod koniec filmu. Przy okazji twórcy ładnie bawią się pozorami, pokazując, że istoty, które strasznie wyglądają, wcale nie muszą takie być. Z kolei sceny w magazynie drzwi są niesamowicie widowiskowe i bardzo pomysłowe.
Tak niezwykle kreatywny świat potrzebował równie nietuzinkowego tłumaczenia. Zadanie powierzono więc Bartoszowi Wierzbięcie. I choć w “Potworach” nie znajdziemy tylu popkulturowych żartów co w “Shreku”, przekład jest bardzo zabawny i naturalny, a nazwy własne po polsku brzmią nawet lepiej niż w oryginale.
Obawiam się, że postaci Sully’ego czy Mike’a są w mojej głowie nierozerwalnie połączone z głosami wspaniałej polskiej obsady. Nic dziwnego. Paweł Sanakiewicz idealnie pasuje do Sully’ego, ma ciepły, stanowczy głos i świetnie radzi sobie zarówno z pokazywaniem łagodnej strony swojej postaci, jak i jej charyzmy. Z kolei Wojciech Paszkowski dał z siebie wszystko, by uczynić Mike’a dramatycznym do przesady i tym samym niesamowicie zabawnym. Sławomir Pacek jako Randal jest równie niepokojący co wtedy, gdy słuchałam go jako dziecko, a Aleksander Bendarz zachwyca majestatem jako pan Moczyknur.
W momencie swojej premiery “Potwory i spółka” były filmem przełomowym, który korzystał z technologii stworzonej specjalnie na swój użytek. Z kolei ciepła opowieść o nietypowej przyjaźni od lat rozczula i bawi całe pokolenia. Muszę jednak przyznać, że w porównaniu z dzisiejszymi produkcjami, scenariusz wypada dość prostolinijnie.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz