“Private Tina” Natalia Sikora

“Private Tina” Natalia Sikora

Dźwięk: Michał Piastowicz

Kostiumy: Jana Krynicka

Lampy: Justyn Obuladze

Make-up: Kasia Marciniak

Światła, scenografia: Marta Zając

Zespół Kameleon w składzie: Mario Jaka, Piotr Maślanka, Paweł Stankiewicz, Maciej Szczyciński, Hadrian Filip Tabęcki

Występuje: Natalia Sikora

Tekst napisany na podstawie występu z 23 listopada 2025

oOo

Spektakl z elementami koncertu czy koncert z elementami spektaklu?

Prawdopodobnie za wcześnie widziałam film “Tina” i wiele scen z tej przejmującej produkcji pozostało w moim dziecięcym umyśle, razem z piosenkami Tiny Turner. Pewnie dlatego cieszyłam się, że “Private Tina”, monogram Natalii Sikory znalazł się w programie festiwalu “Czas na teatr”.

Tina Turner (Natalia Sikora) to ikoniczna artystka, której piosenki każdy kiedyś miał przyjemność usłyszeć. Ale to też symbol zaczynania początku. Kobieta, która wydostała się z przemocowego związku, ułożyła sobie życie od nowa i stała się rozpoznawalna na całym świecie. Kobieta, o której warto opowiadać, szczególnie z wykorzystaniem jej muzyki.

Na portalu eBilet “Private Tina” została opisana jako spektakl muzyczny. Nie zgadzam się z tym określeniem. To wydarzenie artystyczne, który łączy piosenki Tiny Turner z fabularyzowanym scenami, w większości przyjmującymi formę łamiącego czwartą ścianę monologu. Ku mojemu ubolewaniu spektakl został jednak poprowadzony tak chaotycznie, że bez wcześniejszej wiedzy o życiu Turner ciężko będzie go zrozumieć. Sikora nawiązuje do wydarzeń z życia piosenkarki, lecz nigdy bezpośrednio, często też przeskakuje do późniejszych momentów, by zaraz wrócić do przeszłości.

Używając piosenek artysty by opowiedzieć o jego życiu należy zadbać by każdy utwór pasował do sytuacji. W przypadku “Private Tina” odnoszę wrażenie, że postarano się o wykorzystanie jak największej ilości hitów, lecz już nie o dobre ich rozmieszczenie. Przez to o wiele za wcześnie otrzymujemy kilka piosenek, które sprawnie zadziałałyby jako emocjonalny szczyt spektaklu, a zarazem podsumowanie twórczości i życia Turner, przez co widz raz po raz zastanawia się czy to już koniec. Z kolei kłótniom Tiny z mężem potrafią towarzyszyć piosenki o zupełnie innej tematyce i wydźwięku emocjonalnym.

Problemem jest też brak tłumaczenia piosenek. Choć to całkiem zrozumiałe, w końcu przekład tak ikonicznych utworów często budzi kontrowersje. Poza tym, nie bez powodu większość musicali wystawia się w miejscowej wersji językowej. Piosenki są w nich integralną częścią spektaklu i pozwalają zajrzeć w głąb duszy śpiewających postaci, a do tego muszą zostać zrozumiane przez widownię. O ile można by się kłócić, że każdy fan Tiny zna treść jej utworów, uważam, że ich tłumaczenie, choćby w formie napisów, bardzo pomogło zrozumieć targające ją emocje.

To powiedziawszy Natalia Sikora radzi sobie z jakże trudnymi piosenkami Turner naprawdę wspaniale, nie zapominając przy tym o oddaniu charakterystycznej dla artystki nosowości. We fragmentach mówionych jest przejmująca, w śpiewanych pełna energii. A jednak ciężko się wczuć w jej emocje, bo raz po raz wychodzi z roli, by się napić. To zrozumiałe, artystka nie schodzi ze sceny przez prawie dwie godziny, ale o ile na koncertach coś takiego nie dziwi, w spektaklu zaskakuje i niszczy atmosferę.

Co gorsza Sikora nie do końca radzi sobie z wcielaniem się w inne postaci, w "Private Tina” usłyszymy bowiem głosy kilku osób, w tym męża Turner i jej dzieci. To znaczy, taki wniosek wysuwam z kontekstu, bo artystka nie daje rady w pełni ich od siebie odróżnić. Zupełnie mnie to nie dziwi, taki zabieg rzadko się udaje.

Jana Krynicka zdecydowała się ubrać aktorkę w czarny, obcisły kostium nawiązujący nieco do stylizacji Tiny Turner. Pojawia się też, choć zaledwie na moment ikoniczna peruka piosenkarki. W wersji wyjazdowej, którą oglądałam, za scenografię robiły natomiast głównie instrumenty towarzyszącego artystce zespołu Kameleon, co dobrze wpisuje się w koncertową konwencję.

“Private Tina” to świetny koncert największych przebojów tej fenomenalnej artystki, z którymi Natalia Sikora radzi sobie brawurowo. Niestety jako spektakl radzi sobie o wiele gorzej. Jeśli więc idziemy na koncert, będziemy się nieźle bawić, choć enigmatyczne przerywniki mówione mogą irytować. Lecz jeśli wybieramy się na spektakl, możemy się zawieźć.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty