"Starzyński" Teatr Syrena


“Starzyński” Teatr Syrena 

Premiera: 28 lutego 2026 

Scenariusz i reżyseria: Konrad Imiela 

Na podstawie książki Grzegorza Piątka “Starzyński. Prezydent z pomnika”  

Muzyka: Grzegorz Rdzak 

Kostiumy: Agata Bartos 

Reżyseria światła: Damian Pawella 

Charakteryzacja: Daria Skrzypkowska 

Scenografia: Mateusz Karolczuk 

Występują: Przemysław Glapiński, Julia Bielińska, Mateusz Tomaszewski, Albert Osik, Jacek Pluta, Beatrycze Łukaszewska, Michał Konarski, Agnieszka Rose, Michał Juraszek, Marta Walesiak-Łabędzka, Jakub Jaskólski, Maciej Karbowski 

Tekst pisany na podstawie spektaklu z 1 marca 2026 

oOo 

Człowiek z pomnika

Stefan Starzyński przez całą prezydenturę ciężko pracował dla mieszkańców stolicy, a efekty jego wysiłków można podziwiać po dziś dzień. Mimo to wielu warszawiaków nie ma pojęcia kim był i co dokładnie mu zawdzięczają. Tym bardziej cieszy fakt, że od zeszłej soboty na deskach Teatru Syrena można oglądać spektakl, który przybliża widzom tę mało znaną postać.  

Warszawa, 26 października 1939 roku. Prezydent Stefan Starzyński (Przemysław Glapiński) walczy, by nie ugiąć się pod presją swojego stanowiska i sytuacji, w której się znalazł jako prezydent podbitego miasta. Tymczasem z zakątków jego umysłu wychodzą duchy przyszłości, a romantyczne idee zderzają się z pragmatyzmem człowieka, który chce ocalić powierzonych mu ludzi. 

“Starzyński” nie jest typowym spektaklem biograficznym. Scenarzysta i reżyser, Konrad Imiela zamiast przeprowadzić widza przez cały życiorys tytułowego bohatera, słusznie zdecydował się skupić na jednej nocy i opowiedzieć historię o dręczących prezydenta demonach. Takie skondensowanie opowieści prowadzi do wzmocnienia przekazu. Piosenki wykorzystane zostają natomiast by pokazać uczucia postaci, ich pragnienia i marzenia. 

Tak powstaje sztuka przede wszystkim o człowieku, pochylająca się nad jego rozterkami i obawami. Ta warstwa nie wymaga od widza żadnej wcześniejszej wiedzy, na scenie otrzymujemy wszystkie konieczne informacje by wczuć się w sytuację bohatera. Oczywiście, przeczytanie biografii Starzyńskiego tylko pogłębi zrozumienie musicalu, podobnie znajomość “Dziadów” Mickiewicza czy obrazu “Dziwny ogród” Mehoffera, do których scenariusz raz po raz się odwołuje.  

Scenariusz przypomina misternie utkaną, intertekstualną sieć znaczeń. To powiązanie z Mickiewiczem pozwala na przykład zarysować konflikt między romantyczną wizją walki o ojczyznę i pragmatyczną chęcią ocalenia miasta i jego mieszkańców. I choć w piosenkach pojawia się nieco powtórzeń, ich teksty niosą w sobie wielką moc. Może w wyjątkiem utworu Józi, który w porównaniu z resztą ścieżki dźwiękowej wypada najsłabiej. 

Grzegorz Rdzak skomponował nowoczesną muzykę, która tworzy most pomiędzy latami 30tymi, a obecnymi czasami. Wykorzystał mieszankę różnych gatunków, dobierając je odpowiednio do emocji odczuwanych przez postaci. Umiejętnie zastosował też kakofonię, by pokazać chaos panujący zarówno w głowie głównego bohatera jak i jego otoczeniu. Pojawiają się też jednak piosenki podniosłe, poruszające tematykę wielkich romantycznych idei. Świetnie wybrzmiewają także dźwięki tła, które wielokrotnie tworzą niepokojącą atmosferę ciągłego zagrożenia. 

Wystarczy jedna scena, by zrozumieć jakiego Starzyńskiego pokaże nam Przemysław Glapiński. Do wyjścia sekretarki prezydent jest wycofany: cichy, skupiony na pracy, spokojny. Jednak gdy tylko za jego pracownicą zamykają się drzwi opadają odcięte kukiełce sznurki i Starzyński jest już sobą, człowiekiem, którego przerasta sytuacja, zmęczonym i znękanym; rozdartym między ucieczką, walką i układami. Targające nim emocje widać w każdym geście, każdym skrzywieniu. Jednocześnie to rola bardzo naturalna, w Starzyńskim Glapińskiego nie ma nic teatralnego. Scena po scenie patrzymy, jak walczy o zachowanie spokoju, jak chce dawać siłę innym, choć nie starcza mu jej nawet dla siebie.  

Syrena Julii Bielińskiej jest jednocześnie wszystkimi Warszawiakami i każdym z osobna. Dumna i majestatyczna, idealnie nadaje się na symbol niezłomności miasta, które tyle wycierpiało. Brzmi przy tym zachwycająco, imponując mocnym, władczym głosem, a jej piosenka solowa nie tylko w pełni wykorzystuje możliwości wokalistki, ale mogłaby z powodzeniem równać się z najsłynniejszymi showstopperami[1] gatunku. 

Mateusz Tomaszewski wypada w roli Adama wręcz fenomenalnie, wykazując się niesamowitą kontrolą nad zarówno głosem jak i ciałem. A przecież potrzeba naprawdę wielkiego talentu i umiejętności by pokazać tak wielkie emocje używając wyłącznie cytatów, które choć przystają do sceny, nie dotyczą jej bezpośrednio. Bo Adam to właściwie personifikacja romantycznego, mickiewiczowskiego ducha, niezwykle ekspresyjna, pełna zapału i wrażliwości. 

Albert Osik jako Stanisław Lorentz niezmiernie przekonywująco wciela się we wspierającego przyjaciela, gotowego na wszystko by zapewnić głównemu bohaterowi odrobinę wytchnienia. W swojej piosence solowej brzmi niesamowicie, nasycając ją rozpaczą i strachem, a jednocześnie zachwycając aktorsko. 

Marta Walesiak-Łabędzka w roli Ludwiki Nitschowej stanowi kwintesencję silnej, pewnej siebie kobiety, która nie da sobie w kaszę dmuchać i nawet w trakcie okupacji dopnie swego. Powraca potem jako swoisty głos z przeszłości, by rzeczowo wyjaśnić jak sama postrzegała Starzyńskiego. 

Jacek Pluta brawurowo wciela się we Władysława Studnickiego, człowieka o zupełnie innych poglądach niż Starzyński, który pełni w spektaklu rolę pomniejszego antagonisty. Jest charyzmatyczny, pełen energii i perfidnej złośliwości, co sprawia, że mimo niewdzięcznej roli, ogląda się go wspaniale. 

Beatrycze Łukaszewska jako matka brzmi wręcz eterycznie w piosence poświęconej trzem braciom Starzyńskim, łączy też w sobie pewną szorstkość z wielką miłością i troską o syna. Natomiast Michał Konarski w cudownie ciepłej roli ojca udowadnia jak wiele można pokazać na scenie bez wypowiadania ani jednego słowa. 

W kostiumach Agaty Bartos dominuje moda lat 30tych, ale pojawią się też bardzo przemyślane odstępstwa. Zadbano także o realizm, wykorzystując repliki niemieckich mundurów, które przypominają, jak prawdziwa była przedstawiona w spektaklu groza. Co ważniejsze, stroje kolorami przekazują informacje dotyczące każdej postaci, stosując się do przemyślanego systemu: bohaterowie namacalni wyglądają naturalnie, goście z innych czasów noszą szafir, a marzenia srebro. Te same barwy przewijają się w charakteryzacji Darii Skrzypkowskiej, w której każde pociągnięcie pędzla niesie ze sobą ukryte znaczenie. 

Mateusz Karolczuk zaprojektował zwodniczo prostą scenografię, która z każdą sceną coraz bardziej zaskakuje i zachwyca widza. Jej podstawą są tradycyjne teatralne tła, które można podnosić i opuszczać wedle potrzeby. Z początku nałożone na siebie, tworzą nowe przestrzenie za każdym razem, gdy któraś z nich znika bezpowrotnie pod sufitem. W ten sposób płachta po płachcie stopniowo rozpada się świat Starzyńskiego, aż na scenie pozostaje tylko jego wyśniona Warszawa przyszłości. Z kolei ustawiony na krawędzi sceny mikrofon nie pozwala zapomnieć o przemówieniach radiowych, którymi Starzyński dodawał Warszawiakom otuchy przed upadkiem miasta. 

Wspaniale prezentują się też światła Damiana Pawelli, które nie tylko wyglądają pięknie, ale też perfekcyjnie współgrają ze scenografią, by stworzyć na scenie kolejne lokacje. Szczególnie warte uwagi są momenty przywołujące obraz ogrodu czy promienie słońca transformujące na nowo gabinet Starzyńskiego. 

Choreografia Jacka Gębury perfekcyjnie pasuje do nowoczesnej muzyki Grzegorza Rdzaka. Każdy ruch wynika tu w naturalny sposób z emocji. Sam Starzyński pozostaje stosunkowo statyczny, póki uczucia nie biorą nad nim góry. Dopiero wtedy zatraca się w tańcu.  

Każdy ruch zostaje wykonany celowo. Warto zauważyć, które postaci używają drzwi, a które schodzą za kulisy, gdzie im się podoba. Z kolei hitlerowcy w wielu scenach pozostają gdzieś w tle, nie mając bezpośredniego wpływu na akcję, lecz nie pozwalając zapomnieć o wiszącym nad bohaterem zagrożeniu. 

“Starzyński” podchodzi do historii tytułowego bohatera w nietuzinkowy sposób. Używając nowoczesnej muzyki opowiada o ułamku jego życia, lecz z taką wrażliwością, że po wyjściu z teatru prezydent jawi nam się nie jako ktoś z pomnika, lecz jako prawdziwy człowiek. Bardzo pomaga tu wybitna rola Przemysława Glapińskiego, ale i natchnione decyzje całego zespołu realizatorów. Efektem jest niezmiernie poruszający spektakl, który przez prawie dwie godziny utrzymuje widza w ciągłym napięciu. 

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.

oOo 

[1] Showstopper – piosenka wywołująca tak entuzjastyczną reakcję ze strony publiczności, że przedstawienie trzeba na chwilę przerwać, często ostatnia piosenka przed końcem aktu.  

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty