"Don Giovanni" Teatr Collegium Nobilium
“Don Giovanni” Teatr Collegium Nobilium
Premiera 18.12.2025
Reżyseria / Przestrzeń / Ruch sceniczny: Cezary Tomaszewski
Tekst i dramaturgia: Eliasz Niezgoda
Teksty scen wokalnych: Lorenzo Da Ponte w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
Muzyka: Wolfgang Amadeus Mozart
Aranżacje: Mariusz Obijalski, Michał Leśniak
Przygotowanie wokalne: Anna Serafińska
Reżyseria światła: Jędrzej Jęcikowski
Reżyseria dźwięku: Juliusz Gadaj
Charakteryzacja: Sandra Nowak
Układ pojedynku: Przemysław Wyszyński
Występują: Mary Pawłowska, Urszula Rossowska, Marta Noemi Tabęcka, Karol Jankiewicz, Martyna Burchała
Tekst pisany na podstawie spektaklu z 20 grudnia 2025
oOo
I tylko Mozarta żal
Gdy dwa dni po premierze oglądałam “Don Giovanniego” w Teatrze Collegium Nobilium, był to już spektakl kontrowersyjny, który wywołał wzburzenie pośród miłośników opery Mozarta. Internet aż huczał od słów takie jak “skandal” czy “profanacja”, a to wszystko na podstawie krótkiego klipu z próby medialnej opublikowanego na mediach społecznościowych. Jak więc to co zobaczyłam w Teatrze Collegium Nobilium ma się do tych opinii?
Słynny kobieciarz Don Giovanni (Mary Pawłowska) uwodzi właśnie młodą Donnę Annę (Marta Noemi Tabęcka), gdy przychodzi mu walczyć z jej ojcem. Jego wierny sługa Leporello (Martyna Burchała) bez wytchnienia wspiera swojego pana i stara się sprzątać zostawiony przez swojego pana bałagan. Tymczasem zazdrosna Donna Elvira (Urszula Rossowska) nie cofnie się przed niczym, by zemścić się na Giovannim i chętnie wykorzysta do tego ambitnego Don Ottavio (Karol Jankiewicz).
Wcielająca się w rolę tytułową Mary Pawłowska kreuje Don Giovanniego na melancholijnego romantyka. Jej interpretacja mocno odbiega od tego jak zwykle przedstawia się słynnego uwodziciela, co jest niewątpliwie konsekwencją wybranej przez reżysera konwencji. Niestety, w efekcie aktorka nie ma zbyt wiele do zagrania, sporo czasu spędzając w kulisach, pod fortepianem, czy za kotarą. Gdy już jednak jest jej dane pokazać co potrafi zachwyca bezczelnością w scenie konfrontacji z Komandorem, urokiem podczas romantycznego duetu i wrażliwością artystyczną, gdy pokazuje jak powodowany strachem Don Giovanni traci kontrolę nad sytuacją.
Urszula Rossowska jako Donna Elvira byłaby naprawdę wybitna, gdyby cały spektakl zagrała tak jak w scenie konfrontacji z Giovannim, w której jej lodowata wściekłość przeraża coraz bardziej z każdym słowem. Niestety, koncepcja Tomaszewskiego każe jej spędzić sporą część spektaklu majestatycznie wpatrując się w przestrzeń z beznamiętną miną, co jest po prostu marnotrawstwem jej talentu.
Marta Noemi Tabęcka wypada bardzo przekonywująco jako Donna Anna, nieco rozkapryszona panna z dobrego domu, która nie do końca wie czego chce. Jest niesamowicie ekspresyjna przez co wszystkie emocje jej postaci, czy to gniew, czy rozpacz czy to pożądanie stają się widoczne jak na dłoni. Brzmi przy tym naprawdę wspaniale.
Karol Jankiewicz jako Don Ottavio wykazuje się świetnym wyczuciem komediowym. Jest też bardzo plastyczny, samą mimiką potrafiąc wywołać uśmiech widowni. Nie brakuje mu również charyzmy, którą dorównuje Pawłowskiej. Przekonywująco wciela się także w Zerlinę, uroczą młodą dziewczynę, która zabiega o Don Giovanniego.
Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak towarzysząca absolwentom studentka III roku, Martyna Burchała w roli Leporello. Nic dziwnego, to kreacja najbardziej dynamiczna, pojawiająca się w wielu scenach komediowych, w których aktorka radzi sobie naprawdę brawurowo. Jest nie tylko zabawna czy świetna wokalnie, ale i bardzo ekspresyjna, co idealnie pasuje do postaci.
Kostiumy stanowią interesujące połączenie świetnie wykonanych strojów z epoki z nowoczesnymi ubraniami. Pod bogatymi sukniami kryje się bowiem całkowicie współczesna bielizna, a spod haftowanych kaftanów wystają charakterystyczne spodnie od dresu. To elegancki mariaż tradycji i nowoczesności - metafora tego czym spektakl chciałby się stać. Nie zapomniano też jednak o wątkach fantastycznych, które są obecne w postaci, uderzająco przypominających diable odnóża owłosionych spodni Leporello.
Nad scenografią spektaklu dominuje biała kotara zasłaniająca tył sceny, która pozwala aktorom ukryć się przed okiem widza i tylko zasygnalizować co się dzieje. Na środku znajduje się fortepian, który staje się centrum wydarzeń. To ciekawe rozwiązanie, które nie pozwala zapomnieć o tożsamości twórcy “Don Giovanniego”. Tu też pojawiają się nowoczesne elementy, jak kubły na śmieci czy tabliczka z informacją o trwającym spektaklu nawiązująca do fabuły. Zdumienie budzi natomiast rekwizyt ukryty za kotarą, który ma kluczowe znaczenie w ostatniej scenie.
Ruch sceniczny rozplanowano tak, by idealnie pasował do każdej sytuacji. Świetnie wypada scena pojedynku na szpady, bardzo dobrze prezentują się też sceny miłosne. Wielokrotnie właśnie poprzez ruch osiąga się humorystyczny wydźwięk sceny, chociażby każąc aktorowi biegać za kolegami ze skrzypcami. Z kolei interakcje między postaciami dodają spektaklowi kolorytu i realizmu.
Jak wskazuje streszczenie “Don Giovanni” Teatru Collegium Nobilium jest dość luźną adaptacją opery Mozarta. Wprowadzono ocierający się o fantastykę motyw firmy rodzinnej głównego bohatera, która zajmuje się spełnianiem ludzkich fantazji. Największą różnicę widać jednak w postaci Giovanniego, któremu odebrano inicjatywę. To już nie szarmancki uwodziciel o nieszczerych zamiarach, lecz romantyczny kochanek marzący o tym, by uszczęśliwić cały świat, którego dość szybko przerasta sytuacja.
Zmiany te miały zapewne nadać spektaklowi nieco bardziej nowoczesne przesłanie, z historii o uwodzicielu, który zostaje ukarany za swoje postępki zrobić coś więcej, co skłoni widownię do przemyśleń nad jej własnym życiem. Niestety, jedyne co osiągnięto to wprowadzenie niepotrzebnego chaosu. A przecież wystarczyłoby lekko uwspółcześnić tekst, nie zmieniając przy tym głównej myśli, podrywacze w końcu istnieją też w XXI wieku.
To powiedziawszy nie uważam uwspółcześnienia arii operowych i zaśpiewania ich musicalowo za błąd. To sposób użycia piosenek w spektaklu stanowi problem. Po pierwsze, "Don Giovanniemu” Teatru Collegium Nobilium brakuje spójności. Przetłumaczone utwory, zaśpiewane w nowej konwencji pasują do zamysłu reżysera i robią bardzo dobre wrażenie, szczególnie imponująca piosenka na cztery głosy. Tyle tylko, że towarzyszą im teksty pozostawione w oryginale i wymagające śpiewu operowego, w którym aktorzy nie są niestety ekspertami. Co gorsza, choć nowe aranżacje brzmią świetnie, nie zawsze sprawdzają się w kontekście sceny. Chociażby śliczny, romantyczny duet nijak nie pasuje zestresowanego Giovanniego i chcącej go uwieźć dziewczyny.
Ciężko mi ocenić samo tłumaczenie Stanisława Barańczaka, nie znam bowiem ani języka oryginału ani tekstu arii. Wspomnę jednak, że niestety przekład obnaża tu wady opery, w której to sposób śpiewania, a nie sam tekst ma wzbudzać podziw słuchacza. Piosenki roją się więc od powtórzeń i nie wnoszą zbyt wiele do fabuły. Jeśli jednak je przetłumaczymy i odrzemy z operowej stylistyki, widownia szybko zorientuje się jak wiele im brakuje.
Podsumowując, z bólem serca przyznaję, że “Don Giovanni” w Teatrze Collegium Nobilium nie jest ani dobrą adaptacją opery, ani nawet dobrym spektaklem. Choć rozumiem jaką myśl chciał przekazać reżyser, jego wizja bardziej sprawdziłaby się jako spektakl autorski, niepowiązany z dziełem Mozarta. Najbardziej żałuję jednak, że nie pozwolił się wykazać obiecującej przecież obsadzie.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?





Komentarze
Prześlij komentarz