"W cieniu dnia" Milena Wójtowicz
Kimchi zaczepno-obronne i inne artykuły pierwszej potrzeby
Ktoś kto śledzi mojego bloga z pewnością zdążył się już zorientować jak wielką sympatią darzę stworzone przez Milenę Wójtowicz uniwersum Sabiny Piechoty, na które składają się serie “Post Scriptum” i “W cieniu dnia”. Z pewnością nie będzie więc zaskoczeniem, że z ogromna przyjemnością sięgnęłam po kontynuację przygód Aśki Myszkowskiej.
Jak na tak młodą wampirzycę Aśka radzi sobie fenomenalnie. Zdrowo się odżywia, pamięta o nawadnianiu i suplementach diety, coraz lepiej dogaduje się też z Pawłem i Wefcią. Gdyby tylko udało się jej znaleźć pracę byłaby całkiem szczęśliwa. No i jeszcze wampiry z jej pierwszego gniazda mogłyby dać jej wreszcie spokój. O kręcących się w pobliżu wilkołakach nie mówiąc.
Fabuła książki skupia się na kilku głównych wątkach. Po pierwsze mamy konflikt między dwoma gniazdami wampirów. Mimo prób mediacji, skonfliktowane grupy nie potrafią się porozumieć, a sytuacja coraz bardziej się zaognia, prowadząc do widowiskowej konfrontacji. I choć intryga jest szyta grubymi nićmi przez co wypada dość infantylnie, całkiem nieźle wpisuje się w konwencję.
Z tym wątkiem bezpośrednio łączy się motyw Aśki jako przywódczyni własnego gniazda. Na przestrzeni książki bohaterka czuje się coraz bardziej odpowiedzialna za swoich współlokatorów, zarówno tych nienormatywnych jak i normatywnych. I choć rozpaczliwie próbuje temu zaprzeczyć, powoli staje się pełnoprawną królową wampirów.
Równolegle autorka rozwija linię fabularną wilkołaczej rodziny, która próbuje się pozbierać po traumatycznym spotkaniu z Sabiną Piechotą (o czym można przeczytać w “Vice Versa”). I choć zachowuje lekki ton, pokazując dynamikę między braćmi porusza bardzo poważne, życiowe tematy.
Milena Wójtowicz ponownie sprawnie wplata magiczne wątki w polską rzeczywistość. To szczególnie widoczne w tym jak jej wampiry dostosowują się do życia w świetle dnia i jak prezentują się ich interakcje ze zwykłymi ludźmi. Szczególnie interesująco przebiega tu wątek Wefci, która dołącza do klubu seniora. Jego członkowie, choć przedstawieni dość stereotypowo, idealnie wpisują się w realia i wprowadzają wiele elementów humorystycznych.
Autorka zagłębia się w zawiłości wampirzego społeczeństwa i ról jakie pełnią w gnieździe poszczególne osobniki. Na poważnie wprowadza też wilkołaki, które choć pojawiły się już w “Vice Versa” dopiero tutaj zostają też narratorami historii, co pozwala Wójtowicz pokazać je z bliska, naświetlając chociażby związki między poszczególnymi członkami sfory.
Pochyla się także nad przewijająca się w popkulturze antagonistyczną relacją między wampirami i wilkołakami. I choć w jej wersji przewijają się znane mi z innych tekstów motywy, poczucie humoru i lekki ton książki pozwalają autorce wyróżnić się spośród innych twórców.
Książka pozwala czytelnikom poznać bliżej bohaterów, których pokochali czytając poprzednią część. Patrzymy, jak Aśka ewoluuje w panią gniazda, która nie cofnie się przed niczym by chronić swoich, towarzyszymy Pawłowi w pierwszych dniach w pracy i mamy przyjemność doświadczyć wojowniczej strony Wefci. Bohaterowie ewoluują na naszych oczach, odnajdując w sobie pokłady siły i determinacji, której nikt się nie spodziewał. Jedynie Edek pozostaje tym samym, perfekcyjnie pozytywnym facetem, którego znamy i kochamy.
W książce pojawiają się też nowe postaci jak chociażby wspomniana już rodzina wilkołaków. Autorce udało się nadać każdemu z braci niepowtarzalny charakter i własny głos, jednocześnie bardzo realistycznie nakreślając relacje między rodzeństwem i wytłumaczyć co je ukształtowało.
Co ciekawe, na przykładzie niektórych wilków, Wójtowicz postanowiła też omówić różne aspekty toksycznej męskości. Jeden z braci nie chce przyjąć do wiadomości, że kobieta może nie odwzajemniać jego uczuć, drugi źle interpretuje uprzejmość spotkanej w internecie dziewczyny, trzeci bierze na siebie zbyt wiele. Wszystkie te postawy zostają przedstawione krytycznie i odpowiednio skomentowane ustami innych postaci, co bardzo się autorce chwali.
Milena Wójtowicz utrzymuje typowy dla tej serii lekki, lekko prześmiewczy ton, dzięki któremu książka jest tak przyjemna w odbiorze. Natomiast bazujący na absurdzie i nawiązaniach zarówno do popkultury jak i polskiej rzeczywistości humor wypada bardzo naturalnie i idealnie wpasowuje się w mój gust. Z kolei nowoczesny język świetnie pasuje do młodych bohaterów, a mowa starszych wampirów jest odpowiednio stylizowana, by odzwierciedlić ich wiek i wychowanie.
Czytający audiobooka Kamil Pruban ponownie staje na wysokości zadania, wspaniale wczuwając się w wydarzenia i brawurowo odwzorowując manieryzmy poszczególnych postaci. Szczególnie dobrze wypada jako niezwykle optymistyczny Edek, gdy w jego głosie praktycznie słychać szeroki uśmiech chupacabry.
“W cieniu dnia” to godny następca “W świetle nocy”, książka, która w ciekawy sposób rozwija bohaterów, jednocześnie zabierając czytelnika na szaloną podróż przez barwny, a jednocześnie realistyczny świat przedstawiony. Ciężko się od niej oderwać, a jeszcze trudniej powstrzymać napady śmiechu.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz