“Atomic Blonde” David Leitch
“Atomic Blonde”
Reżyseria: David Leitch
Scenariusz: Kurt Johnstad
Na podstawie: “The Coldest City” Antony’ego Johnstona i Sama Harta
Muzyka: Tyler Bates
Zdjęcia: Jonathan Sela
Scenografia: David Scheunemann
Kostiumy: Cindy Evans
Montaż: Elísabet Ronaldsdóttir
Występują: Charlize Theron, James McAvoy, Sofia Boutella, Roland Møller, John Goodman, Til Schweiger, Eddie Marsan, Toby Jones, James Faulkner, Jóhannes Haukur Jóhannesson, Barbara Sukowa, Bill Skarsgård, Sam Hargrave
oOo
W cieniu wielkiego muru
Kariera Charlize Theron, która koło czterdziestki została gwiazdą kina akcji jest swoistym fenomenem świata kina. Wystarczy jednak obejrzeć jeden film, w którym wciela się w szpiega czy najemniczkę by zrozumieć jak genialny jest to zabieg.
Agentka brytyjskiego wywiadu, Lorraine (Charlize Theron) wyrusza do Niemiec, by odzyskać ciało zamordowanego kolegi i zdobyte przez niego dane wywiadowcze. Jednak w Berlinie Wschodnim nikomu nie można ufać, nawet kolegom z MI6.
Film od pierwszej sceny podkreśla kompetencje głównej bohaterki. Lorraine jest fenomenalnie wyszkoloną pofesjonalistką, która nie dopuszcza do siebie innych ludzi, chyba, że ma w tym jakiś ukryty cel. To ogromna zaleta u agentki, ale i wada u postaci pierwszoplanowej, która przez cały film pozostaje dla widza tajemnicą.
Rola Lorraine wymaga od Charlize Theron radzenia sobie z wyczerpującymi scenami walki, ale i zachowywania beznamiętnej miny przez praktycznie cały film. Aktorka świetnie sprawdza się jako silna profesjonalistka, ale chętnie zobaczyłabym u niej jakieś emocje, szczególnie w co bardziej dramatycznych scenach.
James McAvoy jako Percival, angielski szpieg który spędził już w Berlinie kika lat jest za to niesamowicie ekspresyjny. Ogrywa tę wyrachowaną, pragmatyczną postać z taką charyzmą, że widz raz po raz zmienia zdanie na jego temat, co stanowi z pewnością celowy zabieg. Niejednoznaczność Percivala to zresztą jedna z większych zalet tego filmu.
Z kolei Sofia Boutella w roli Delphine sprawie zupełnie inne wrażenie. Pozornie urocza, niedoświadczona francuska agentka zdaje się nie pasować do świata Lorraine i Percivala. A jednak jej pozycja sugeruje coś innego, skłaniając widza do ciągłego rozważania charakteru i intencji także i tej postaci.
Kostiumy Cindy Evans wiele mówią o noszących je bohaterach. Percival perfekcyjnie wpasowuje się w miejsce, gdzie działa od tylu lat, z kolei nowoprzybyła Lorraine drastycznie odróżnia się od mijanych na ulicach ludzi. Jej biało-czarna stylistyka nie tylko odcina się od pełnego barw Berlina, ale i emanuje elegancką. Jest przy tym całkowicie niepraktyczna, co podkreśla pewność siebie bohaterki, która nawet w takim stroju potrafi zmierzyć się z każdym przeciwnikiem.
David Scheunemann stworzył na planie dwa zupełnie odmienne światy: wschodni i zachodni. Oddziela je z opresyjny mur, o którym film ani na moment nie pozwala widzowi zapomnieć. Ciekawe są również mówiące wiele o właścicielu wnętrza.
Jednak “Atomic Blonde” najbardziej wyróżnia się kolorystyką i oświetleniem. Dominują niebieskie i czerwone neony, od których odcina się ubrana monochromatycznie bohaterka. Ich zestawienie z zabudową Berlina sprawnie tworzy nietuzinkową atmosferę filmu.
Najlepiej w “Atomic Blonde” wypadają bez wątpienia sceny walki. Nie tylko fenomenalnie wykorzystują otoczenie, zmuszając postaci do wchodzenia w interakcje z napotkanymi przedmiotami i używania ich w coraz bardziej kreatywny sposób, ale i wyglądają zdumiewająco realistycznie. Przeciwnicy nie padają od jednego uderzenia, bohaterka nie zawsze unika obrażeń, a każdy cios da się poczuć. Warto też zauważyć, że nakręcono je długimi, pięknymi ujęciami, które zachwycają złożonością i płynnością.
W teorii fabuła “Atomic Blonde” brzmi prozaicznie. Agentka jedzie na teren wroga, by odzyskać utracone informacje, w czym pomóc ma jej kolega po fachu. I gdyby był to inny film, zapewne dostalibyśmy prostolinijną historię gdzie białe jest białe, a czarne jest czarne. Ale Kurt Johnstad napisał scenariusz, który raz po raz bawi się oczekiwaniami widza przedstawiając postaci w jednym świetle, by zaraz odmienić to jak widz je postrzega. To jedna wielka gra pozorów, w której roi się od trudnych wyborów i niejednoznacznych bohaterów. I choć efekt końcowy potrafi konfundować, sprawnie manipuluje widownią i zaskakuje raz po raz.
Niestety, ten sam scenariusz miewa też potknięcia. W filmie pojawia się wiele postaci granych przez uznanych aktorów, którzy niewiele mają tu do zrobienia. Po pierwsze dlatego, że ledwo migają na ekranie, po drugie dlatego, że nic o ich bohaterach nie wiemy. W efekcie powstaje dość ubogi świat przedstawiony. Nie miałabym z tym aż takiego problemu, gdyby nie fakt, że samej Lorraine też właściwie nie poznajemy.
Na papierze “Atomic Blonde” ma wszystko czego potrzeba dobremu filmowi akcji: kompetentne postaci, widowiskowe sceny walki, wciągającą, zaskakującą intrygę i spójną stylistykę. A jednak czegoś w nim brakuje i w efekcie po filmie zostają tylko niejasne wspomnienia niezłej zabawy.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.
Zaobserwuj mnie na instagramie, żeby dostawać powiadomienia o kolejnych postach.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz