“Hazbin Hotel Sezon 2” Vivienne Medrano

“Hazbin Hotel Sezon 2” Vivienne Medrano

Reżyseria: Vivienne Medrano

Scenariusz: Adam Stein, Vivienne Medrano, Skye Henwood, Christina Friel & Connor Wright, Adam Neylan

Piosenki: Andrew Underberg, Sam Haft

Montaż: Editors, Scott Henry, Andy Thompson

Występują: Stephanie Beatriz, Alex Brightman, Keith David, Kimiko Glenn, Erika Henningsen, Blake Roman, Amir Talai, Christian Borle i inni

oOo  

Źle się dzieje w państwie piekielnym

Przyznam, że już pierwszy sezon “Hazbin Hotel” mnie nie oczarował. Do oglądania drugiego sezonu zasiadałam więc z bardzo sceptycznym nastawieniem, ale i odrobiną nadziei, że może tym razem się zakocham. Niestety gwiazdorska obsada to nie wszystko i kontynuacja słynnego musicalowego serialu bardzo mnie zawiodła.

Po wygranej bitwie z niebem Hazbin Hotel przechodzi prawdziwe oblężenie. Szybko okazuje się jednak, że nowi goście nie zgadzają się z wizją gospodyni. Tymczasem Charlie (Erika Henningsen) zmaga się ze stratą Sir Pentiousa (Alex Brightman) i nie docenia zagrożenia jakie stanowi Vox (Chrisitan Borle).

Pierwszy sezon “Hazbin Hotel” choć niewątpliwie pędzący na złamanie karku, sprawnie przedstawiał postaci i relacje między nimi. Drugi, choć może budować na tym co już wiemy, zawodzi całkowicie w dalszym prowadzeniu historii.

Choć nieźle radzi sobie z rozwijaniem wątku opinii publicznej i tego jak lud piekła postrzega Charlie, w pewnym momencie raptownie przyśpiesza i gna do widowiskowego finału, nie zważając, czy wydarzenia mają sens. W efekcie dostajemy zakończenie nie dające widzowi żadnej satysfakcji, za to rodzące całą masę pytań.

Nie pomaga nagminne stosowanie deux ex machina i rozdmuchiwanie wszystkich konfliktów do gigantycznych wprost rozmiarów, choć przyznam, że autorce udało się pokazać jak Vox stopniowo zraża do siebie wszystkich współpracowników.

Mimo to, całość doprowadza mnie do wniosku, że autorka wiedziała, do czego dąży, ale nie spędziła dość czasu na dopracowywaniu jak zamierza się tam dostać. Po drodze marnuje za to wiele ciekawych wątków.

Scenariusz pasuje poziomem do produkcji fanowskiej, ale po sygnowanym przez Amazon Prime “Hazbin Hotel” spodziewam się o wiele więcej. Szkoda też, że autorka postanowiła rozwijać świat przedstawiony podczas internetowych spotkań zamiast w serialu.

Co gorsza, drugi sezon traktuje wiele postaci po macoszemu. Jednym odbiera resztki rozsądku, sprawiając, że Lucyfer, który jeszcze niedawno bawił czy wzruszał, staje się trudny do zniesienia. Inne natomiast wypacza tak, że nie sposób im kibicować. Charlie popada w coraz większą irracjonalną obsesję i odcina się od swoich przyjaciół. Cały ciężar odpowiedzialności spada więc na Vaggie, która teoretycznie ma spędzić cały sezon na odkrywaniu siebie, lecz sprząta tylko bałagan swojej dziewczyny.

Przedstawienie ich wątku romantycznego także pozostawia wiele do życzenia, serial sprowadza go bowiem do jednej intymnej sceny zamiast skupić się na komunikacji, której obie bohaterki bardzo potrzebują.

Najgorzej “Hazbin” obchodzi się jednak z Angelem i Alastorem. Wątek pierwszego zostaje całkowicie zniszczony jedną, pojawiającą się znikąd sceną. Drugi natomiast nie tylko z geniusza pociągającego za sznurki zmienia się w bierną postać tła, ale tworzy plany, które opierają się na stanowczo zbyt wielu niewiadomych. Daje się też ponieść emocjom, co w poprzednim sezonie byłoby nie do pomyślenia. Z kolei wielka tajemnica związana z pochodzeniem jego mocy zostaje rozwiązana stanowczo zbyt prosto.

Nawet Vox, który przez większość serialu wspaniale sprawdza się jako antagonista, perfekcyjnie pociągając za wszystkie sznurki i pokazując potęgę mediów, pod sam koniec zaczyna postępować wbrew swojej naturze. Z kolei historia jego egzystencji roi się od dziur fabularnych. Pozostaje jednak najciekawszą postacią drugiego sezonu, którą wspaniale się ogląda. Z pewnością pomaga tu brawurowe aktorstwo dubbingowe.

Głosowo serial stoi na najwyższym poziomie. W głównych rolach pojawiły się gwiazdy sceny musicalowej jak chociażby Christian Borle (“Falsettos”) Jeremy Jordan (“Newsies”), James Monroe Iglehart (“Aladdin”) czy Alex Brightman (“Beetlejuice”). Nic więc dziwnego, że piosenek słucha się naprawdę dobrze, szczególnie bez kontekstu. Szkoda tylko, że teksty nie zawsze pasują do muzyki, utrudniając tym fenomenalnym artystom pracę.

Soundtrack “Hazbin Hotel” stanowi swojego rodzaju paradoks: o ile podczas oglądania serialu wydaje się dość nijaki, puszczony bez obrazów sprawia prawdziwą frajdę. Choć słowa mają swoje problemy, utwory są niewątpliwie zróżnicowane i pełne nawiązań do obecnej sytuacji politycznej czy popkultury ze szczególnym uwzględnieniem świata teatru. Tym większa szkoda, że upierają się powtarzać i tłumaczyć własne żarty (“vox populi, the people’s voice” oznacza dokładnie “głos ludu (łac), głos ludu (ang.)).

Niestety, niektóre utwory, choć nieźle napisane, nie budzą emocji, w które celowali twórcy, bo brakuje im odpowiedniego wprowadzenia. I tak “When I Think About the Future”, które powinno tworzyć uniesienie na miarę “Do You Hear The People Sing” rozchodzi się po kościach, bo bohaterowie zmieniają podczas niej stronę zupełnie bez powodu. A szkoda, bo bardzo podoba mi się to jak w piosence pobrzmiewają melodie różnych postaci, gdy te dołączają się do chóru.

To powiedziawszy animacja została bardzo dobrze zrealizowana. Projekty postaci są nad wyraz kreatywne i niepowtarzalne. Nawet bohaterowie pojawiający się w pojedynczych ujęciach wyglądają wspaniale. Najlepiej prezentują się jednak sceny walki, które zachwycają widowiskową choreografią i starannym wykonaniem.

Gdyby drugi sezon “Hazbin Hotel” ukazał się na Youtube, nie mrugnęłabym okiem na jego jakość. Powstaje jednak na Amazonie, a jego twórcy mają do dyspozycji zasoby i doświadczenie platformy. Nic więc nie tłumaczy kolejnych potknięć narracyjnych, a nawet najsłynniejsze głosy Broadway’u nie mogą mi wynagrodzić brnięcia przez cały ten bałagan.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty