"Zagłada puka do drzwi" T. Kingfisher
Baśń na miarę naszych czasów
Czytelnicy mojego bloga dobrze wiedzą, że uwielbiam powieści T. Kingfisher. Prędzej czy później musiałam więc sięgnąć po jej wersję niemieckiej baśni o gęsiareczce i ponownie zachwycić się kreatywnością i umiejętnościami tej wspaniałej autorki.
Pewnego dnia matka nastoletniej Cordelii zabiera ją w podróż. Zamieszkują w domu bogatego dziedzica, którego kobieta zamierza rozkochać w sobie i poślubić dla pieniędzy. Siostra mężczyzny, Hester, nie zamierza jednak pozwolić na to, by jej bratu stała się krzywda. Sprowadza więc do dworu swoich przyjaciół, by z ich pomocą stawić czoła Zagładzie.
Cordelia to młodziutka, zalękniona dziewczyna, która po latach spędzonych pod butem matki wyzbyła się własnego ja. Im jednak dalej znajduje się od toksycznej rodzicielki, tym bardziej ukazuje nam się jej prawdziwy charakter i zalety: lojalność, odwaga i inteligencja. I choć bohaterka boi się praktycznie w każdej scenie, raz po raz staje w obronie swoich przyjaciół, kreatywnie unikając zasadzek matki.
Hester nie jest oczywistą bohaterką baśni, chociażby przez swój zaawansowany wiek czy usposobienie. To racjonalna, doświadczona kobieta, z którą życie nie obeszło się zbyt łagodnie, przez co może się wydawać dość zgorzkniała. Raz po raz zaskakuje spostrzegawczością i tym jak kreatywnie porusza się w ramach swojej grupy społecznej i jej zasad. Jest też bardzo ludzka w swoich obawach i niepewnościach: boi się związku z ukochanym mężczyzną, bo nie chce go zawieźć i sprawić, że ten ją znienawidzi.
Matka Cordelii, Evangeline pełni rolę tytułowej zagłady. Od pierwszej sceny wiadomo, że uwielbia mieć kontrolę nad każdym elementem swojego życia, na czele z córką. Jest wyrachowana i okrutna dla wszystkich napotkanych istot, w tym i dla Cordelii. Żyje przy tym w przerażającym przekonaniu, że robi wszystko dla jej dobra, a jej nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Jej największą bronią jest przy tym nie magia, lecz spryt, który czyni ją śmiertelnie niebezpieczną.
Lord Richard to kwintesencja perfekcyjnego angielskiego dżentelmena rodem z powieści Jane Austen: rycerski, honorowy i szlachetny człowiek, który świata nie widzi poza damą swego serca. Jest bogatym człowiekiem, lecz nie spoczywa na laurach, ciężko pracuje, by zapewnić godziwy byt swoim podwładnym.
Przyjaciółki Hester: Imogene i Penelope, to dość ekscentryczne kobiety. Imogene jest złośliwa i wyrachowana, a dla swoich przyjaciół nie cofnie się przed niczym. Penelope przypomina rajskiego ptaka: niezwykle żywiołowa i spragniona życia, używa swojej charyzmy niczym zbroi.
Książka skupia się na wysiłkach Hester i jej przyjaciół, by udaremnić plan Evangeline. Wykorzystuje po prawdzie kilka literackich schematów, ale ku mojej ogromnej radości, w kluczowym momencie wywraca je do góry nogami, co nadaje im powiew świeżości. Ciekawie nawiązuje do baśni o gęsiareczce, kreatywnie wplatając jej elementy w fabułę i nadając im całkiem nowe znaczenie, dzięki czemu “Zagłada” zaskoczy nawet tych, którzy znają tekst źródłowy.
Warto przy tym zauważyć, że Kingfisher świetnie zdaje sobie sprawę, że prawdziwa siła tego typu opowieści leży w ich codziennym zastosowaniu. Historia o czarownicach, magii i chowańcach nie byłaby tak poruszająca, gdyby nie dotykała realnych problemów. Evangeline znęca się nad córką w boleśnie przyziemny sposób, a czary są tu tylko dodatkiem. Zachowanie matki odbija się na Cordelii, a jej charakter i postępowanie naturalnie z tego wynika. Choć dziewczyna powoli wychodzi ze swojej skorupy, autora rozpisuje to jako dość bolesny proces, gdzie każdemu krokowi do przodu, towarzyszą dwa kroki w tył. To realizm niespotykany w baśniach, ale pasujący do powieści napisanej w dzisiejszych czasach.
Ważnym wątkiem jest w “Zagładzie” damska przyjaźń. Hester, Imogene i Penelope stanowią zespół nie do powstrzymania, gotów rzucić się za sobą ogień, choć świadom dzielących je różnic. Alice od pierwszego spotkania otacza Cordelię opieką, a młodsza dziewczyna ufa jej bezgranicznie i pragnie ją chronić. To tylko niektóre przykłady, autorka zadbała, by szczegółowo przedstawić relacje między wszystkimi bohaterkami.
“Zagłada” może się też pochwalić świetnym wątkiem romantycznym, który ciekawie bawi się konwencją. Miłość łączy tu parę świetnie znających się ludzi w średnim wieku, których wiele łączy, ale sporo też dzieli. Hester nie jest bowiem udającą gęsiarkę królewną, która bez wahania wyjdzie za księcia. Najbardziej na świecie pragnie uniknąć sprawiania swojemu ukochanemu problemów i zachować niezależność.
Przez książkę przewija się też motyw miłości siostrzano-braterskiej, którą autorka odarła z idealizmu. Hester jest świadoma wad swojego brata i kocha go tym bardziej. Pojawiają się też rozważania nad pewnością siebie, jej źródłem i sposobami na poradzenie sobie z kompleksami.
System magiczny stworzony na potrzeby powieści poznajemy z punktu widzenia zgłębiającego temat laika, a z kolejnych informacji składa się spójna wizja świata, w którym czary i religia funkcjonują równolegle, choć pamięć o ludziach posiadających prawdziwą moc powoli zanika. Takie podejście skutkuje po prawdzie poczuciem niedosytu po przeczytaniu "Zagłady”, ale pasuje do opowiadanej historii. Szczególne wrażenie robi z natomiast scena, w której magia przybiera formę łączących się ze sobą melodii.
Jak to w powieściach Kingfisher bywa, “Zagłada puka to drzwi” została napisana barwnym językiem, który fenomenalnie buduje atmosferę i umożliwia czytelnikowi zajrzenie prosto w duszę bohaterów. Autorka powoli toczy swoją opowieść, pozwalając nam przywiązać się do postaci i zacząć niepokoić się o ich los. Nim się zorientujemy, już trudno oderwać nam się od książki, a mięsisty styl sprawia, że niektóre opisy są wręcz namacalne.
Ewelina Zarębska stworzyła sprawny przekład, który nieźle oddaje styl Kingfisher. Niestety, co jakiś czas w powieści pojawiają się nienaturalne frazy, które ocierają się o kalkę z języka angielskiego, co nieco niszczy immersję. Więcej uwagi przy ostatecznej edycji polskiego tekstu z pewnością pomogłoby to naprawić.
Zastanawia mnie natomiast tytuł książki, która w oryginale nazywa się “Sorceress Comes To Call” (ang. Czarownica przychodzi z wizytą). Choć bardzo podoba mi się to jak Zarębska wykorzystuje słowo ‘zagłada’ w tekście powieści, nie da się ukryć, że przekład nijak się ma do oryginału.
Paulina Holz jak zwykle świetnie radzi sobie z postawionym przed nią zadaniem, wczuwając się w każdą rolę, niezależnie od płci, wieku czy statusu społecznego. Każdemu bohaterowi nadaje też charakterystyczne manieryzmy, odpowiadające jego charakterowi.
“Zagłada puka do drzwi” to kolejna książka, w której T. Kingfisher udowadnia jak mistrzowsko potrafi budować atmosferę i opowiadać na nowo znane już historie. Perfekcyjnie też ukrywa w swoich baśniach realistyczne problemy i ponadczasowe motywy, dzięki którym jej książki nigdy się nie zestarzeją.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?






Komentarze
Prześlij komentarz