“Curious Case Of Benjamin Button” Ambassadors Theatre

“Curious Case Of Benjamin Button” Ambassadors Theatre

Premiera: 10 października 2024

Muzyka: Darren Clark

Słowa: Darren Clark, Jethro Compton

Libretto: Jethro Compton

Na podstawie opowiadania "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” F. Scotta Fitzgeralda

Choreografia: Chi-San Howard

Kostiumy: Anna Kelsey

Scenografia: Jethro Compton

Występują: Matthew Burns, Jonathan Charles, Oonagh Cox, John Dagleish, Katy Ellis, Anna Fordham, Clare Foster, Philippa Hogg, Damien James, Elliot Mackenzie, Ann Marcuson, Emily Panes, Nuwan Hugh Perera, Jack Quarton, Matthew Romain, Benedict Salter

Tekst pisany na podstawie spektaklu z 11 września 2025

oOo

Celebracja życia

Słysząc tytuł “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” wielu odbiorcom przyjdzie na myśl film z Bradem Pittem w roli głównej. Niektórzy skojarzą może też książkowy pierwowzór autorstwa F. Scotta Fitzgeralda. Mnie jednak ten tytuł już zawsze będzie się w pierwszej kolejności kojarzyć z niesamowitym musicalem, który miałam przyjemność obejrzeć w Londynie.

Pewnego zwyczajnego dnia w małym kornwalijskim miasteczku na świat przychodzi niezwykły staruszek imieniem Benjamin (Benedict Salter). Wzgardzony przez matkę i ukrywany przez ojca, mieszka na strychu marząc o odrobinie normalności. Jednak dopiero gdy poznaje młodą barmankę Elowen (Clare Foster) zaczyna wierzyć, że to możliwe. Lecz czy można znaleźć szczęście, jeśli żyje się wstecz?

Taka historia po prostu nie może skończyć się dobrze. Lecz choć “Benjamin Button” nie raz i nie dwa sprawia, że w oczach szklą się łzy, pozostaje spektaklem pełnym ciepła i humoru. Musical przedstawia niezwykle pozytywne spojrzenie na życie widzianej jako zbiór doświadczeń, przed którym nie wolno uciekać. Pochyla się też nad motywem rodziny, którą samemu się sobie wybrało i bezwarunkowej miłości do dzieci.

A to wszystko w rytm niezwykłej muzyki folkowej, nierozerwalnie połączonej z miejscem i czasem akcji, która spodobała mi się na tyle, że już w trakcie pierwszych kilku minut spektaklu postanowiłam zakupić płytę z jego soundtrackiem. Znalazły się na niej zarówno żywiołowe utwory, przy których nogi same rwą się do tańca, jak i zapadające w pamięć ballady. Perfekcyjnie tworzy klimat Kornwalii, wzmocniony tylko przez wplecionym w tło szumem morza i krzykami mew, które towarzyszą całej historii, wspaniale ją uzupełniając.

Gdyby nie poinformował mnie o tym program nigdy nie domyśliłabym się, że Benedict Salter nie jest głównym odtwórcą roli Benjamina Buttona. Świetny zarówno wokalnie jak i aktorsko, sprawnie buduje postać człowieka, który z każdą sceną staje się coraz młodszy. Wręcz młodnieje w oczach, coraz bardziej zmieniając nie tylko sposób mówienia czy chodzenia, ale i ilość wkładanej w to energii. Dla przykładu grając coraz mniejsze dziecko wypowiada się coraz wolniej, jakby musiał zastanawiać się nad każdym słowem. Jednocześnie skutecznie chwyta za serca i to od pierwszej solowej piosenki, w której marzy o życiu chociaż trochę (“A Little Life).

Zachwyca Clare Foster jako cudownie charakterna Elowen, wulkan energii o niebiańskim głosie, który sprawnie moduluje, jeśli zajdzie potrzeba. Choć jej zadanie jest nieco prostsze niż Saltera, ona też musi pokazać swoją bohaterkę na przestrzeni wielu lat. Z początku różnice są subtelne, jednak w drugim akcie widzimy też raptowną przemianę kobiety w sile wieku w schorowaną staruszkę, z którą Foster świetnie sobie radzi.

Oprócz nich w spektaklu pojawia się cała gama wspaniałych artystów, którzy brawurowo wcielają się w postaci napotykane przez głównych bohaterów. Koncepcja sceniczna zakłada, że cały zespół wcieli się zarówno w role pierwszo- czy drugoplanowe, jak i w postaci tła, a także zagra na instrumentach. Na szczęści, dzięki sprawnym zmianom kostiumów i tekstom piosenek nie da się przeoczyć, kiedy artyści przeobrażają się w innych bohaterom.

Jethro Compton zaprojektował przepiękną, pełną ukrytych detali scenografię, która potrafi stworzyć na scenie nieskończone przestrzenie, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że cały spektakl będzie miał miejsce na brytyjskim nadbrzeżu. Na scenie nie zobaczymy po prawdzie widowiskowych zmian dekoracji, ale klapki w podłodze pozwalają na wprowadzenie do fabuły plaży czy nawet morza, a kreatywnie ukryte elementy, w sekundę przenoszą bohaterów na targany burzą statek.

Kostiumy Anny Kelsey sprawnie nawiązują do czasów akcji, zachowując jednocześnie realizm. Postaci tła noszą neutralne kolory, co odróżnia ich od głównych bohaterów, z których każdy otrzymuje swoją charakterystyczną barwę. Największe wrażenie robi jednak wysoce przemyślany strój Benjamina, który zmieniała się razem ze swoim bohaterem, w każdej scenie perfekcyjnie odzwierciedlając jego wiek. To kolejny przejaw dbałości o detale, która przyświecała twórcom musicalu.

Chi-San Howard stworzyła żywiołową choreografię, którą aktorzy nie raz wykonują z instrumentami w dłoni. Idealnie dopasowana do muzyki, świetnie wpisuje się w klimat, tworząc na scenie żywą kornwalijską wioskę. Pojawia się sporo tupania i widowiskowych przejść, które aktorzy wykonywali z niewyobrażalną synchronizacją, a im więcej postaci na scenie, im szybsza muzyka, tym lepiej prezentowała się scena.

“Curious Case of Benjamin Button” zasłużenie zdobył liczne nagrody, włączając w to prestiżowego Lawrence’a Oliviera w kategorii Najlepszy Musical. To spektakl niezwykły, przepełniony radością życia i aż kipiący od emocji, a złożony z perfekcyjnie dopasowanych elementów, które składają się w iście idealną całość. Jego jedyną wadą jest to, że niestety zniknął już z londyńskiego afisza.

Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna. 

oOo

Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych spektakli znajdziesz tutaj

Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.

A może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

Popularne posty