“Superman” James Gunn
“Superman” James Gunn
Scenariusz i reżyseria: James Gunn
Muzyka: John Murphy
Kostiumy: Beth Mickle, Judianna Makovsky
Zdjęcia: Henry Braham
Występują: David Corenswet, Rachel Brosnahan, Nicholas Hoult, Isabela Merced, Edi Gathegi, Nathan Fillion, Anthony Carrigan i inni
Tłumaczenie: Jakub Kowalczyk
W wersji polskiej udział wzięli: Stefan Pawłowski, Masza Wągrocka, Przemysław Wyszyński, Michał Sitarski, Damian Mirga, Barbara Garstka, Lena Schimscheiner, Ewa Kania, Stanisław Biczysko, Wiktoria Krążek, Szymon Mysłakowski, Szymon Kuśmider i inni
oOo
Na takiego Supermana czekaliśmy
Po fatalnej “Lidze Sprawiedliwości” powzięłam postanowienie, że nie zapłacę już na żaden film z kinowego uniwersum DC. I wtedy pojawił się James Gunn, a jego “Superman” poniósł się echem po przestrzeni fanowskiej, jako film inny niż poprzednie, który wreszcie pokazuje tytułowego bohatera tak jak trzeba.
Superman (David Corenswet) od kilku lat w pocie czoła chroni Ziemię i jej mieszkańców. Niestety, nie wszyscy są zadowoleni z jego pomocy. Superman mierzy się z konsekwencjami swoich interwencji, a biznesman Lex Luthor (Nicholas Hoult) nie cofnie się przed niczym, by się go pozbyć.
David Corenswet jako Superman jest niewątpliwie jedną z największych zalet filmu. Aktor perfekcyjnie pasuje do swojej roli: uosabia ciepło, ufność i troskę o każdą żywą istotę. Wspaniale radzi też sobie z oddzieleniem postaci Clarka Kenta i Supermana. Pomaga mu oczywiście kostium i fryzura, ale w filmie znalazła się też scena, gdy bez zmiany wyglądu przeistacza się w bohatera używając jedynie postawy i głosu.
Rachel Brosnahan perfekcyjnie oddaje inteligencję Lois Lane, ale i jej zadziorny styl bycia. Jej ogromna charyzma, w połączeniu z dobrym scenariuszem tworzą bohaterkę nieco zgorzkniałą, ale bardzo odważną, która jest świadoma swoich kompetencji. Aktorka ma też niesamowitą chemię ekranową z Corenswetem, co pomaga w pokazaniu łączącego ich postaci uczucia.
Lex Luthor Nicholasa Houlta to stereotyp biznesmena, człowiek arogancki i żądny władzy. Napędza go natomiast chorobliwa wręcz ambicja, zazdrość, strach i zawiść. Hoult bardzo przekonywująco odgrywa postać, która kontroluje każdą sytuację i jest tego irytująco świadoma, wspaniale radzi sobie też z coraz szybszym popadaniem w szaleństwo w końcowej części filmu, a jego gniew przeraża.
Krypto to uosobienie chaosu, czyli kwintesencja żywiołowego psa, który nie wie co znaczy słowo ‘nie’ i ponad życie kocha swojego pana. Zupełnie się nie dziwię, że to właśnie w nim zakochali się widzowie na całym świecie.
Mnie z kolei oczarowali cudownie realistyczni państwo Kent. Zarówno scenarzyści jak i ludzie odpowiedzialni za casting stanęli na wysokości zadania i w filmie pojawia się para, która jest najzwyklejsza na świecie, a przy tym ciepła, kochająca i otwarta, całkiem jakby wyszła z kart komiksu.
Jeśli chodzi o pozostałych superbohaterów, to mają oni marginalną rolę. Integralną częścią fabuły jest wyłącznie Mr. Terrific w wykonaniu Ediego Gathegiego, który ma w sobie wiele godności. Guy Gardner Nathana Filliona jest świetnie napisanym i zagranym elementem komicznym w postaci najbardziej aroganckiego i irytującego człowieka na świecie. Z kolei Hawkgirl Isabeli Merced zasługiwała na znacznie więcej czasu ekranowego i choć jeden sensowny wątek.
Jestem natomiast pod wrażeniem tego jak zarysowano relacje między postaciami. Jeśli chodzi o Clarka i Lois, film wrzuca nas niejako na głęboką wodę, każąc się zorientować w istniejącej już w dynamice. Para zna się od dawna i bardzo dobrze się rozumie. Mimo całkowicie odmiennych poglądów, jak na dłoni widać, ile ich łączy i jak dobrze do siebie pasują, a każda ich wspólna scena to prawdziwa aktorska uczta. Równie dobrze wypada bardzo ciepła, pełna czułości i miłości relacja Clarka z ziemskimi rodzicami.
Beth Mickle i Judianna Makovsky odrobiły pracę domową i dostarczyły fanom filmów superbohaterskich dokładnie to czego chcieli: kostiumy, które wyglądają jakby wyjęto je prosto z komiksu. Dominują mocne, radosne kolory o głębokim nasyceniu. I choć szybko pojawiły się oskarżenie o kiczowatość kostiumu Supermana, moim zdaniem projekt perfekcyjnie wpisuje się w konwencję całego filmu. Z kolei ubrania zwykłych ludzi sprawnie odzwierciedlają to co możemy znaleźć obecnie w sklepach.
Podobnie scenografia zachowała komiksowe przerysowanie. Do filmu perfekcyjnie przeniesiono fortecę Supermana, a baza Luthora jest tak futurystyczna i szalona, że równie dobrze mogłaby narodzić się na kartach któregoś albumu ze stajni DC.
To powiedziawszy, obie lokalizacje zostały zrealizowane na naprawdę wysokim poziomie, jak z resztą wszystkie efekty specjalne w “Supermanie”, może z wyjątkiem nieco dziwacznych ujęć lotu. Problem polega na tym, że niektóre sceny znalazły się w filmie tylko po to, by wyglądać widowiskowo. Scena walki Terrifica, czy styl walki Inżynierki prezentują się wspaniale, ale albo nie pasują do postaci, albo wydają się przekombinowane.
Jeśli chodzi o fabułę “Supermana” to obawiam się, że James Gunn nie odkrył Ameryki. To typowe kino superbohaterskie, w którym od samego początku jest jasne kto jest dobry, a kto zły, a większość wydarzeń da się bez trudu przewidzieć. Spokojnie dąży z punktu A do punktu B, nie zmuszając widza do zbytniego wysiłku intelektualnego i unikając chaosu. To powiedziawszy, sprawnie przeplata akcję z humorem i szczerymi emocjami. Film pięknie oddaje też hołd ikonicznej muzyce, którą fani Supermana znają z wcześniejszych ekranizacji.
“Superman” ma tak naprawdę dwie duże wady, z których jedna zirytowała mnie szczególnie. W pewnym momencie pojawia się wątek urwanego filmiku pozostawionego Supermanowi przez biologicznych rodziców. Nagranie to zdobywa Lex Luthor i po szokująco krótkiej obróbce pokazuje światu. I pominę tu fakt, że tak szybko udało mu się odzyskać zniszczoną część pliku, czemu nie podołał dysponujący pozaziemską technologią superbohater.
Skupmy się raczej na tym, że jego językoznawcom udało się przy kilkuminutowej próbce, odtworzyć cały język. Ciężko ująć w słowach jak irracjonalny jest to pomysł. Co gorsza, film mógł z łatwością uniknąć tej scenariuszowej głupotki, gdyby przedstawił nagranie jako kłamstwo Lexa mające na celu oczernienie Supermana. Na to się jednak nie zdecydowano. Frustrujące jest też podejście Mr. Terrifica, który bez mrugnięcia okiem przyjmuje za pewnik wyjaśnienia Luthora.
Lecz choć powyższe elementy scenariusza, nieco mnie zawiodły, szybko zniknęły w zestawieniu z największą zaletą “Supermana” czyli tym jak fenomenalnie James Gunn i David Corenswet rozumieją tytułową postać. Bohater pojawia się na kartach komiksów od prawie osiemdziesięciu lat, wielokrotnie gościł taż na ekranach kin i telewizorów, ale jeszcze nigdy nie ujął mnie tak jak teraz.
Superman Corensweta to uosobienie nadziei, dobra i troski. Bohater, który chce ocalić każdego kto tego potrzebuje, od niszczącego miasto potwora, przez psa, aż po wiewiórkę. Nie jest przy tym idealny. Potrafi się rozzłościć, a jego gniew jest tym bardziej niepokojący, że film nie pozwala zapomnieć jak potężny jest Superman. Popełnia też błędy, wynikające głównie z jego ufności i pragnienia czynienia dobra.
Bo przecież wyznaje zasadę, że każde życie jest ważne, a człowiek niesamowity. Walczy z głową, zawsze stara się minimalizować straty i zniszczenia, a także unikać wykorzystywania nadmiernej siły i zbyt okrutnych metod. A przede wszystkim uważa, że dobre rzeczy należy robić bez względu na konsekwencje.
Wspaniale sprawdza się tłumaczenie Jakuba Kowalika, z którym ja zapoznałam się w formie napisów. To przekład niesamowicie kreatywny, pełen idiomów i slangu, co zapewnia mu realizm. Nie będę się wypowiadać na temat polskiego dubbingu, którego nie słyszałam, wiem jednak, że znalazło się w nim wielu doświadczonych specjalistów w tej dziedzinie.
“Superman” Jamesa Gunna nie jest wybitnym filmem. Nie dodaje też nic rewolucyjnego do szeroko pojętego kina superbohaterskiego. A jednak wybija się ponad większość adaptacji komiksów DC dzięki fenomenalnemu zrozumieniu postaci Supermana. A Krypto jest wprost wspaniały.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych filmów i seriali znajdziesz tutaj.
Zaobserwuj mnie na instagramie, żeby dostawać powiadomienia o kolejnych postach.
A może masz ochotę postawić mi kawę?







Komentarze
Prześlij komentarz