“Co żeruje nocą” T. Kingfisher
Królowa grozy znów triumfuje
Z bólem przyznaję, że zdążyłam już zapomnieć jak wspaniale czyta się prozę T. Kingfisher. Na szczęście wydawnictwo SQN co jakiś czas mi o tym przypomina, wydając kolejne książki tej wspaniałej pisarki, dzięki czemu mogłam sięgnąć po kontynuację “Co porusza martwych”, którą recenzowałam jakiś czas temu.
Jakiś czas po wydarzeniach z dworu Usherów, Alex Easton[1] przybywa ze swoim przybocznym Angusem, do rodzinnego dworku myśliwskiego w Gallacji, gdzie zamierza ugościć swoją przyjaciółkę, mikolożkę Eugenię Potter. Na miejscu czekają już na nich plotki o tajemniczej śmierci opiekuna posiadłości i niepokojąca cisza, od której aż dzwoni w uszach.
Kingfisher zaludnia swój świat ciekawymi postaciami o bogatej historii i charakterystyce. Oprócz znanych już z poprzedniej części bohaterów jak Easton, Angus czy pani Potter, pojawiają się też mieszkańcy Gallacji: wdowa, jej wnuk Bors czy miejscowy ksiądz, którzy stanowią kreatywne wariacje na temat archetypów postaci spotykanych zwyczajowo w powieściach gotyckich.
Alex Easton jest żołnierzem przysięgłym z Gallacji, człowiekiem, który w młodym wieku poszedł do wojska, by zapewnić godziwy byt swojej rodzinie. Lata później zmaga się z żołnierskim sercem, stanem lepiej znanym jako zespół stresu pourazowego, a “Co żeruje nocą” pozwala nam zerknąć w jenu przeszłość i dowiedzieć się, dlaczego.
Alex to wojownik, który niezbyt dobrze radzi sobie sytuacjami towarzyskimi, wymagającymi wrażliwości emocjonalnej. Dba natomiast o dobro swoich przyjaciół i domowników od zwierząt po służbę. Nie wyklucza istnienia istot nadnaturalnych, tylko dlatego, że ich nie widziału i jest gotowu z nimi walczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Autorka perfekcyjnie opanowała pokazywanie więzi między postaciami bez konieczności nadmiernego ich opisywania. Bohaterowie zdradzają się ze swoimi emocjami poprzez zachowania, co jest szczególnie interesujące w przypadku relacji Angusa i pani Potter. Choć Kingfisher nigdy jednoznacznie nie określa ich zażyłości, wywołujące rumieńce wspólne spacery czy stanowczość z jaką Angus upiera się sam jechać po mikolożkę na stację kolejową, mówią same za siebie.
“Co żeruje nocą” można zaliczyć do klasycznego gatunku powieści gotyckiej z potworem w tle. Obawiam się, że nie przypadnie do gustu fanom szybkiej akcji. Autorka preferuje stopniowe przygotowywanie czytelnika, z jednoczesnym tworzeniem napięcia, w czym jest prawdziwą mistrzynią. Eksploruje przede wszystkim europejski folklor, kulturę Gallacji czyli fikcyjnego kraju, z którego pochodzi Alex, ale i co ciekawe, stan psychiczny żołnierza po wojnie.
Od poprzedniej części odróżnia książkę rola jaką pełni Alex. To już nie bierny obserwator wydarzeń. Teraz jest ich czynnym uczestnikiem: ofiarą potwora, a jednocześnie osobą, która musi się z nim zmierzyć. Aktywny protagonista to ogromna zaleta "Co żeruje nocą”, szczególnie, że Alex ma dość niecodzienne podejście do nadprzyrodzonego.
Trzeba jednak zaznaczyć, że intryga może się wydawać aż za prosta, a zwroty akcji specjalnie nas nie zaskoczą. Nie jest to jednak konieczne, by w pełni cieszyć się książką. Barwny świat stworzony przez autorkę, razem z nieoczywistymi źródłami niepokoju, aż nazbyt dobrze przyciągają uwagę czytelnika.
“Co żeruje nocą” to kolejny przykład tego jak wspaniale T. Kingfisher radzi sobie z budowaniem atmosfery grozy. W każdym zdaniu czuje się niewidoczne zagrożenie podpełzające powoli z ciemności, co raz po raz wywołuje ciarki na plecach czytelnika. Z kolei mięsisty styl autorki sprawia, że wydarzenia stają się prawie namacalne, co szczególnie czuje się w obrazowej scenie w stajni, która, razem z wizją pochłaniającej wszystko ciszy, z pewnością będzie mi się śnić po nocach.
Nad tym jak dobrze Dominika Schimscheiner zna się na stylu Kingfisher rozwodziłam się już wielokrotnie. W “Co żeruje nocą” tłumaczka ponownie staje na wysokości zadania. Jej przekład jest niezwykle elegancki i dobrze oddaje styl autorki. Powierzając tłumaczenie kolejnego tomu tej samej osobie zadbano też o spójność, nikogo nie zdziwi więc ponowne zastosowanie dukaizmów[2] w celu oddania zaimków używanych przez żołnierzy przysięgłych.
Muszę przyznać, że zmiana lektorki wyszła serii na dobre. Paulina Holz wyśmienicie radzi sobie z barwnym stylem Kingfisher. Brzmi przy tym bardzo naturalnie, a w jej głosie pobrzmiewają liczne emocje, zarówno te gwałtowniejsze, jak i bardziej subtelne, dzięki czemu wspaniale się jej słucha. Mam nadzieję, że powróci do tej serii, jeśli SQN zdecyduje się wydać kolejny tom.
Projekt okładki perfekcyjnie wpisuje się w stylistykę, pasując jednocześnie do szaty graficznej wybranej przy okazji poprzedniej części. Ponownie zawiera wiele detali, które zyskają znaczenie dopiero po przeczytaniu noweli i wtedy zachwycą odbiorcę w pełni. Przyznam jednak, że niepokojąca sylwetka obdartego ze skóry konia może zrazić niejednego czytelnika.
T. Kingfisher po raz kolejny udowadnia, że jest królową nowoczesnej powieści gotyckiej, z łatwością budując tajemniczą atmosferę i sprawiając, że aż strach sięgać po “Co żeruje nocą” po zmroku. Znów też zachwyca barwnym, mistrzowskim stylem i umiejętnością połączenia grozy z humorem.
Ale to tylko moja opinia, a ja nie jestem obiektywna.
oOo
[1] W recenzji starałam się używać zaimków zaczerpniętych z książki, jeśli się pomyliłam, bardzo przepraszam. Niestety znam się na dukaizmach znacznie mniej niż tłumaczka.
[2] Dukaizm > zaimek neutralny wymyślony przez pisarza Jacka Dukaja w “Perfekcyjnej niedoskonałości”
oOo
Podobał ci się ten tekst? Recenzje innych książek i komiksów znajdziesz tutaj.
Chcesz dostawać powiadomienia o każdym nowym poście? Zaobserwuj mnie na instagramie.
A może masz ochotę postawić mi kawę?





.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz